Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Piotr Zieliński - niezbędne ciało obce w drużynie narodowej

Wytykany zewsząd brak asyst i kluczowych podań jest źródłem powszechnej krytyki gry Piotra Zielińskiego w reprezentacji Polski. Tymczasem w meczu z Bośnią i Hercegowiną to właśnie "Zielu" był jedyną nadzieją Orłów, by w ogóle przenieść ciężar gry na połowę rywala. Bez tego swoich szans pod polem karnym próżno szukaliby Kamil Grosicki, czy Arkadiusz Milik - pisze w swoim felietonie dziennikarz Interii, Wojciech Górski.

Nie Robert Lewandowski, nie Kamil Glik, ani nawet Grzegorz Krychowiak. To Piotr Zieliński jest piłkarzem, który za kadencji Jerzego Brzęczka najczęściej przebywa na boisku w meczach o punkty. Z 18 spotkań u obecnego selekcjonera nie zagrał tylko raz - towarzysko przeciwko Irlandii. A mimo tego wciąż spotykamy się ze skrajnie różnymi ocenami gry tego piłkarza.

Reklama

Wydaje się, że selekcjoner z jednej strony nie chce marnować bezsprzecznie najbardziej kreatywnego gracza, a z drugiej - ma problem ze znalezieniem rozwiązania, które pozwoliłoby optymalnie wykorzystać potencjał Zielińskiego.

Z perspektywy czasu, a zwłaszcza czytając komentarze oceniające grę Zielińskiego w meczu z Bośnią i Hercegowiną, odnoszę wrażenie, że występ pomocnika Napoli został mocno niedoceniony. Umówmy się od razu - "Zielu" nie rozegrał wybitnego spotkania, ale nie był też - jak twierdziło sporo komentatorów - największym rozczarowaniem.

"Dziesiątka" z obowiązkami "ósemki"

Pierwsze 30 minut w wykonaniu "Biało-Czerwonych" było fatalne. Piłkarze nie "odkręcili" się jeszcze po starciu z Holandią, grali chaotycznie i niedokładnie, czego efektem był brak składnych akcji i utrzymania się przy piłce w ogóle. Jedynym sposobem na przetransportowanie piłki pod pole karne rywala były długie podania Kamila Glika i Jana Bednarka, co przy dobrym ustawieniu Bośniaków, było nie tyle nieskuteczne, co nawet na rękę naszym rywalom.

Można zastanawiać się, ile z tego było wynikiem dobrania piłkarzy grających w środku pola. Jacek Góralski (rozkręcił się w drugiej połowie) i Grzegorz Krychowiak (wyjątkowo kiepski występ) mieli spory problem, by podaniem do przodu minąć linię pomocy rywala. 

Widząc to, z pomocą kolegom ze środka pola przyszedł Zieliński, wyjątkowo głęboko, jak na boiskową "dziesiątkę", cofając się po piłkę w rozegraniu. Widząc ustawienie polskiego środka pomocy w momencie rozegrania piłki Pep Guardiola dostałby prawdopodobnie zawału serca. Trójka Krychowiak - Góralski - Zieliński stała niemal w linii, a żaden z nich nie kwapił się specjalnie, by wypełnić lukę powstałą przez zejście niżej gracza Napoli.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje