Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Paweł Kryszałowicz: Pokonałem raka, dobro wraca

- Udało mi się pokonać raka i wrócić do tego, co kocham, czyli być w świecie piłki – mówi były reprezentant Polski Paweł Kryszałowicz. To on na mundialu w 2002 roku strzelił jednego z goli w wygranym meczu z USA (3-1).

- W ubiegłym roku musiałem stoczyć bardzo trudną walkę, bo okazało się, że lekarze wykryli u mnie nowotwór. To zapowiadało od razu natychmiastowe i kosztowne leczenie. Oczywiście muszę regularnie się badać i sprawdzać czy nie występują przerzuty i nawroty. Teraz jednak to ja czytam grę i kontroluję przebieg akcji - mówi Kryszałowicz w rozmowie opublikowanej przez portal "Łączy nas piłka".

Jak mówi, "choroba dała mu bardzo dużo do myślenia". - Zwłaszcza na początku, gdy taka informacja spada na człowieka, jak grom z jasnego nieba. Gdy człowiek się dowiaduje, że jest się chorym na raka, od razu pojawia się czarny scenariusz, że drugiego dnia można już się nie obudzić. W rzeczywistości tak jednak nie jest. Sam jestem przykładem, że raka można pokonać. Rzecz jasna z pomocą ludzi - podkreśla były reprezentant Polski, zawodnik m.in. Amiki Wronki, Eintrachtu Frankfurt i Wisły Kraków.

Reklama

O trudnych początkach, gdy dowiedział się o chorobie opowiada tak: - W mojej głowie pojawiło się wiele złych myśli, bo pewnie każdy tak zareagował. Przez pierwsze trzy dni zupełnie na nic nie miałem ochoty. Nawet nie wychodziłem z domu. Przecież ja byłem sportowcem i kto mógłby przypuścić, że rak może dopaść piłkarza, który kilka lat wcześniej kończył karierę.

Jak mówi "dobro wraca", ale w jego przypadku wróciło nawet z podwójną mocą. - Będąc czynnym piłkarzem zawsze pomagałem domom dziecka. Nie robiłem tego na pokaz, nie zależało mi na tym, żeby pisano o tym w mediach. Co roku przekazywałem dzieciom na Boże Narodzenie pewną sumę pieniędzy. Pracownicy domu dziecka nie wiedzieli skąd był przelew, bo był od anonimowego darczyńcy. Wolałem działać w ciszy, w spokoju. Teraz też staram się pomagać osobom chorym - mówi Kryszałowicz cytowany przez "Łączy nas piłka".

Były napastnik zagrał w kadrze 33 razy w latach 1999-2004, strzelił 10 goli. W swoim przedostatnich spotkaniu w biało-czerwonych barwach popisał się niezwykłym wyczynem, nawet jeśli ze słabym przeciwnikiem - w towarzyskim starciu z Wyspami Owczymi (6-0), trafił do siatki czterokrotnie i to w czasie jednej połowy.

R


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL