Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Olisadebe: Byłem bardzo samotny, przed meczami w ogóle nie spałem

Czy Emmanuel Olisadebe mógł stać się gwiazdą europejskiego formatu? Dlaczego liderem piłkarskiej reprezentacji Polski był tylko za kadencji jednego selekcjonera? Kto zdecydował o jego grze w biało-czerwonych barwach? Po latach na te pytania odpowiada w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Olisadebe był niekwestionowanym asem w kadrze Jerzego Engela, która jako pierwszy zespół z Europy wywalczyła awans do finałów World Cup 2002. Nigeryjczyk z polskim paszportem zapracował na miano najlepszego strzelca drużyny narodowej i z miejsca stał się idolem kibiców znad Wisły.

Reklama

Krótko przed wylotem na mundial rozgrywany w Korei Płd. i Japonii trener Engel oznajmił, że wybieramy się tam po mistrzostwo świata. Rzeczywistość okazała się jednak dla nas brutalna. Już po dwóch meczach straciliśmy szanse na wyjście z grupy - z zerowym kontem punktowym i bilansem bramek 0-6.

- W kwalifikacjach tworzyliśmy drużynę, w finałach tego zabrakło - tłumaczy Olisadebe. - Niektórzy koniecznie sami chcieli błyszczeć. Szybko wychodzi, gdy ktoś nie daje z siebie wszystkiego. Do tego dochodziły walki między dziennikarzami i starszymi zawodnikami, konflikty o reklamy. W profesjonalnym sporcie bardzo ważne są detale.

"Oli" w azjatyckim turnieju strzelił tylko jednego gola - w meczu o honor z USA. Nigdy potem nie wniósł już do reprezentacyjnej drużyny żadnej wartości i szybko się z nią pożegnał. Ale kłopoty z aklimatyzacją miał już w ekipie Engela.

- Czułem się bardzo, bardzo samotny - wyznaje. - Mocno się stresowałem, przed meczami w ogóle nie spałem. Starałem się uczestniczyć w życiu zespołu. Gdy były organizowane jakieś wydarzenia, brałem w nich udział. Po meczach chodziłem z chłopakami na piwo. Nie czułem się jednak najlepiej. Jestem człowiekiem, który lubi być sam. Nic na to nie poradzę, taką mam osobowość. Chciałbym być inny, umieć rozbawiać ludzi. Niestety nie potrafię być zabawnym gościem...

Czy kiedykolwiek żałował gry z białym orłem na piersi?

- Nigdy - odpowiada bez wahania. - Wierzę, że to Bóg zdecydował, bym występował w polskiej kadrze. Niewielu zawodników zostało zaproszonych do gry w europejskiej reprezentacji. Jestem bardzo dumny, że podjąłem taką decyzję.

UKi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje