Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Milik: Życie sportowca piękne, ale krótkie

Saga z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej trwała przez wiele miesięcy. Jak wiemy, nie zakończyła się happy endem. Zawodnik SSC Napoli został na lodzie. Czy zdoła wyjść bez szwanku z najtrudniejszego momentu kariery?

W letnim okienku transferowym Milik nie znalazł nowego pracodawcy. W Napoli skreślono go już wcześniej. Efekt? Nie został zgłoszony do oficjalnych rozgrywek - nie zobaczymy go ani w Serie A, ani w Lidze Europy.  

Reklama

Mimo arcytrudnej sytuacji klubowej został powołany na październikowe mecze kadry. W towarzyskim spotkaniu z Finlandią wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty i wpisał się na listę strzelców. Przeciwko Włochom w Lidze Narodów zagrał końcowe 19 minut.

W Italii zapanowała konsternacja. Oto piłkarz, który de facto został bez klubu, zostaje wezwany przez selekcjonera i odgrywa w drużynie narodowej ważną rolę.    

- Muszę powiedzieć, że jest mi przykro, bo znam Arka i uważam, że jest bardzo dobrym piłkarzem, zdyscyplinowanym, grzecznym, ułożonym człowiekiem - mówił w rozmowie z Interią prezes PZPN, Zbigniew Boniek. - Powiem szczerze, że według mnie, to nie jest jego problem, tylko bardziej jego menedżerów czy kogoś innego z otoczenia piłkarza. Nie dogadać się z Neapolem, który przez 18 miesięcy cię leczył, pomagał ci itd.? Arek może dzisiaj tyle zarobić, co mało kto z naszej reprezentacji, więc nie ma co iść na udry. Zawsze w takich sytuacjach trzeba znaleźć konsensus. Podkreślam jednak, to nie jest wina Arka. Rozmawiałem z nim. On jest rozluźniony, pogodny. Dobrze sobie poradzi. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, w tym wypadku też się ono znajdzie.

Na potwierdzenie słów szefa krajowej federacji nie trzeba było długo czekać. W rozmowie z serwisem Sportowe Fakty sam zawodnik wypowiada się w bardzo podobnym tonie. 

- Od początku byłem nastawiony pokojowo, żeby rozstać się w zgodzie. Nie robiłem nikomu pod górkę. Nie można winić zawodnika, że nie odszedł, skoro nie był temu winny. Napoli nie porozumiało się z drużynami, do których ja chciałem pójść - wytłumaczył Milik. 

Klub chciał przedłużyć z nim kontrakt na kolejne pięć lat. Piłkarz nie wyraził jednak zainteresowania. Dlaczego? 

- Życie sportowca jest piękne, ale krótkie - odpowiedział. - Mam 26 lat, chcę się rozwijać, być lepszym piłkarzem. Uważam, że to odpowiedni moment, by spróbować nowego wyzwania. Jestem osobą, która idzie za tym, co czuje. Robienie czegoś wbrew sobie nie ma dla mnie sensu.

Lista klubów, do których miał trafić, była długa i nieustannie się zmieniała. Dość powiedzieć, że piłkarz łączony był ze wszystkimi pięcioma krajami, uchodzącymi w Europie za najsilniejsze piłkarsko - Włochy, Anglia, Hiszpania, Niemcy, Francja. Kolejność przypadkowa. Gdzie było mu najbliżej?

Nie chcę podawać szczegółów i nazw drużyn. Wyjaśnię to inaczej. Żeby transfer doszedł do skutku, do porozumienia muszą dojść: zawodnik i oba kluby. Z mojej strony było zielone światło. Nie dogadały się kluby. I zostałem w Neapolu - opowiada Milik.

Następną szansę gry może otrzymać już w środę. Wybrańcy Jerzego Brzęczka o kolejne punkty w LN powalczą z Bośnią i Hercegowiną we Wrocławiu. Początek meczu o 20.45.    

UKi

Liga Narodów - zobacz stan rywalizacji w polskiej grupie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje