Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Los pomógł Jerzemu Brzęczkowi. Czy teraz selekcjoner utrzyma dobry kurs?

Dla Jerzego Brzęczka słaby występ reprezentacji w spotkaniu przeciwko Finlandii mógł zakończyć się nieprzyjemnie. Pomógł jednak los, który podrzucił trenerowi najprostsze rozwiązanie: postawienie na pierwszoroczniaków. Wiemy już, że efekty tej nieco wymuszonej decyzji są nadspodziewanie dobre.

W ostatnim czasie selekcjoner Jerzy Brzęczek nie narzekał na komfort pracy. Zadania nie ułatwiała mu krytyka, jaka spadła na niego po niezbyt efektownych meczach kadry i opublikowaniu niezbyt udanej biografii, a także epidemia koronawirusa, która popsuła plany reprezentacji. Mecz z Finami był więc spotkaniem z serii make-or-break. Nudna jak flaki z olejem gra wybranków Brzęczka skończyłaby się utopieniem go w wannie hejtu. Rękę do szkoleniowca wyciągnął jednak los, nieco zmuszając go do podjęcia odważnych decyzji i postawienia na debiutantów. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę.

Reklama

Debiutanci na plus

Świadomość piłkarskiej wartości reprezentacji Finlandii i fakt, że Markku Kanerva postawił na jej drugi garnitur, powinny ostudzać polskie głowy, rozpalone wysokim zwycięstwem 5-1. Nie wolno jednak nie dostrzegać pozytywów gdańskiej wiktorii. Oczy obserwatorów zwrócone były przede wszystkim na debiutantów. Tych było pięciu: w podstawowym składzie pojawili się Bartłomiej Drągowski, Sebastian Walukiewicz i Michał Karbownik, a w drugiej połowie zagrali Paweł Bochniewicz oraz Alan Czerwiński.

O ile występ Czerwińskiego, który reprezentantem został trochę z przypadku, był tylko epizodem, o tyle gra Drągowskiego, Walukiewicza czy Karbownika daje nam duże nadzieje na przyszłość. Bramkarz Fiorentiny kilkukrotnie pokazał pewność siebie, Walukiewicz był dojrzały ponad swój wiek, Karbownik zanotował asystę i zaprezentował się na dwóch pozycjach. Gorsze są recenzje występu Bochniewicza, ale to i tak co najwyżej łyżka dziegciu w słoiczku miodu. W środę młodzież potwierdziła, że jest nie tylko chętna do gry w kadrze, ale i gotowa. Oby Brzęczek poszedł za ciosem i dał utalentowanym piłkarzom kolejne minuty w meczach z poważniejszymi rywalami: Włochami i Bośnią i Hercegowiną.

Moder wysłał Brzęczkowi sygnał

Wiele ciepłych słów należy napisać o Jakubie Moderze, który - gdyby nie problemy zdrowotne Piotra Zielińskiego (zaraził się koronawirusem) - mecz prawdopodobnie zacząłby na ławce. Podobnie było w przypadku Karbownika, który zagrał, bo przeciwko Finlandii nie mógł wystąpić inny zarażony, Maciej Rybus. Los uśmiechnął się więc do Brzęczka, bo zmusił go do roszad i... udało się. Moder potwierdził, że szefowie Brighton nie mają problemów ze wzrokiem i słusznie zapłacili za niego 10 mln euro. Dla Brzęczka występ Modera, którego selekcjoner pochwalił zresztą z nazwiska na konferencji prasowej, jest wyraźnym sygnałem, że przy stole pojawił się trzeci kandydat do gry na środku - obok Mateusza Klicha i Grzegorza Krychowiaka. Czwarty do pokera jest Karol Linetty, który też zagrał bardzo dobrze.

Także w przypadku "Karbo" dowiedzieliśmy się, że Rybus i Arkadiusz Reca mają poważnego rywala. I to największy plus meczu z Finlandią: na kilku pozycjach rywalizacja się zaostrzyła. Bo Walukiewicz też nie ma zamiaru w milczeniu akceptować rządów Kamila Glika, a Kamil Jóźwiak - Kamila Grosickiego.

Sytuacja coraz bardziej komfortowa

Jeszcze bardziej cieszy fakt, że Brzęczek ma do wyboru kolejnych młodych zawodników. Poza Janem Bednarkiem, który w Gdańsku zagrał, są także liczący na podstawowy skład Sebastian Szymański i wspomniany Jóźwiak. Obaj mogą dać świeżość w ofensywie, a to ważne, bo na zakręcie jest kilku ważnych dla Brzęczka zawodników: Arkadiusz Milik nie gra i nie będzie grał w Napoli, w Herhcie Berlin rezerwowym jest Krzysztof Piątek, tak samo jak Kamil Grosicki, który wczoraj zrobił psikusa trenerowi West Bromwich Albion Slavenowi Biliciowi. Dostępność grających w klubach regularnie Szymańskiego czy Jóźwiaka sprawia, że sytuacja Brzęczka stała się znacznie bardziej komfortowa.

Młodzieżowa jedenastka

Gdyby selekcjoner się uparł, w niedzielę mógłby desygnować do gry... młodzieżową jedenastkę. W bramce stanąłby Drągowski, na środku obrony mogliby zagrać Bednarek i Walukiewicz, a na bokach Karbownik i Reca. Na skrzydłach znalazłoby się miejsce dla Jóźwiaka i Szymańskiego, w środku dla Modera i Linettego, a w ataku Milika i Piątka. Średnia wieku takiej drużyny wynosiłaby niespełna 23 lata! Może wynik meczu z Italią nie byłby tak dobry jak z Finlandią, ale efekt długofalowy mógłby być dla kadry znacznie istotniejszy niż ewentualna porażka w Lidze Narodów. A poza tym kto wie, czy młodzi znów by nas nie zaskoczyli? Nie dowiemy się tego, jeżeli Brzęczek nie podejmie ryzyka.

Sebastian Staszewski

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Brzęczek | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje