Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Kowalski o kadrze: Futbol obnażony czy lament przesadzony?

Po przegranym mundialu w Rosji byłem zwolennikiem polskiego trenera na stanowisku selekcjonera reprezentacji, a pomysł z Jerzym Brzęczkiem w tej roli, choć nieoczywisty, wydawał się oryginalny i ciekawy. Zwłaszcza w takich chwilach, jak obecnie, kiedy trwa momentami żenująca nagonka na Brzęczka, a ubliżanie mu, wyśmiewanie i nakłanianie do dymisji, stało się naszym sportem narodowym, warto byłoby wziąć go w obronę. Jest tylko jeden problem... selekcjoner nie za bardzo daje ku temu argumenty.

Jak twierdzi Zbigniew Boniek, Brzęczek wiedzę piłkarską ma nie mniejszą niż jego poprzednik Adam Nawałka. I wcale niewykluczone, że ma rację. Pewnie także tym kierował się, dokonując takiego wyboru przed ponad dwoma laty. Liczył, że podobnie jak Nawałka, Brzęczek będzie rósł razem z drużyną, że zwyczajnie nauczy się nowego fachu i wszyscy znów będziemy mieli z tego radochę. Kibice cieszący się z wyników, a szef PZPN połechce swoje ego konstatacją, że znów miał nosa i wykreował z ligowego średniaka międzynarodowego fachowca.

Reklama

Plan się rypnął, ale naprawdę niewiele brakowało do tego, aby wizerunek kadry Brzęczka na tę chwilę był zupełnie inny. Na drodze stanęła jednak... Liga Narodów. Oczywiście nowe rozgrywki UEFA są dobrym pomysłem i generalnie, zwłaszcza w tej najwyższej Dywizji A, do której zostaliśmy przydzieleni, skutecznie weryfikują rzeczywistą klasę drużyn. Jak twierdzi trener Szwecji Janne Andersson (nasz rywal podczas Euro 2021) - lepiej przegrać parę meczów z drużynami wysokiej klasy, niż parę wygrać ze słabszymi. To tutaj poznajesz swoje miejsce w szeregu, to tutaj widać ile ci brakuje i czy dokonujesz realnego postępu czy nie. I pod tym względem nasze boje z Włochami, Holendrami i rok wcześniej Portugalczykami, były bardzo pouczające. Tyle, że w budowaniu wizerunku niekoniecznie tylko o to chodzi. Przecież odliczając te pięć porażek w tych rozgrywkach, ogólny bilans Brzęczka byłby imponujący 12 zwycięstw, 5 remisów i 3 porażki. A zakładając, że w tych terminach Ligi Narodów, tak jak dawniej odbywałyby się mecze towarzyskie, mógłby być jeszcze lepszy.

Mało kto pamięta, że za czasów Nawałki graliśmy wiele meczów z dużo niżej notowanymi rywalami, wygrywaliśmy systematycznie i według rankingu FIFA w pewnym momencie znaleźliśmy się nawet w ścisłej czołówce światowej. Pierwszy mecz z rywalem naprawdę poważnym zagraliśmy dopiero w eliminacjach Euro 2016 z Niemcami i szczęśliwie udało się go wygrać. Tak jak tamten ranking zakłamywał rzeczywistość, tak obecny lament jest przesadzony. Bo biorąc pod uwagę starcia z najlepszymi w Europie zawsze się zdołujemy. Z nimi możemy nie przegrać raz na jakiś czas, najczęściej jednak przegramy. Czy to Brzęczek będzie siedział za sterami, Nawałka czy jakiś mag z zagranicy. Zakładając, że tych dwóch meczów z Włochami i Holendrami nie ma, kończymy rok efektownymi zwycięstwami nad niżej notowanymi od nas Finlandią i Bośnią, PZPN kontraktuje jeszcze np. modnych u nas Litwinów na dobry nastrój przed świętami i nie ma tematu. Wszyscy w dobrych nastrojach czekamy na eliminacje mundialu i Euro latem.

Pech chciał, że UEFA wymyśliła Ligę Narodów i jeszcze po spadku z Dywizji A tak ją przeformatowała, że znów znaleźliśmy się w grupie z piłkarskimi krezusami. No i zostaliśmy obnażeni, jak podczas mundialu. Bo okazuje się, że poza kilkoma zmianami personalnymi jesteśmy mniej więcej tą samą drużyną, która grała na mundialu w Rosji. W kilku punktach mocniejsi (w linii pomocy dzięki fali młodych graczy jest spory wybór), w kilku słabsi.

Tym najistotniejszym elementem, który wpływa na negatywny wizerunek Brzęczka, podobnie jak przegrane mecze z europejskimi potęgami, jest umiejętność wykorzystania Roberta Lewandowskiego. A właściwie jej brak. Wystarczy spojrzeć na liczby. Lewandowski, który znajduje się od lat na tym samym pułapie w futbolu klubowym, a zatem nie można mówić o jakiejś ogólnej obniżce formy, u Brzęczka strzela znacznie mniej niż u poprzednika. A to powinna być podstawa. Inteligentny trener musi wiedzieć, że skuteczne zaprzęgnięcie do swojego systemu najlepszego obecnie napastnika świata to klucz do sukcesu. Nawałka tak właśnie uczynił, dodając mu do pomocy w ataku Arkadiusza Milika, sprawiając, że ten inaczej niż u Waldemara Fornalika, czy Franciszka Smudy wreszcie nie musiał sam miotać się w ataku, ale zawsze miał z kim pograć w piłkę.

Wydawało się, że ta wartość została nam dana na stałe, ale okazało się, że jednak nie. Znów nie ma pomysłu na "Lewego". W tej kwestii kadra się uwsteczniła. Przecież mimo zaklinania rzeczywistości, tysiąca dementi z ust najpoważniejszych ludzi polskiej piłki i samych zainteresowanych, widać że nie ma chemii pomiędzy trenerem a naszym asem.

A wynika to z braku komfortu gwiazdy. I wydaje się, że nie tylko chodzi o boisko. Według wtajemniczonych, Brzęczek nie do końca chce aby RL9 był w kadrze na specjalnych prawach. A już na pewno nie poświęca mu tyle czasu na indywidualne rozmowy, jak robił to Nawałka. Fakt, że trener jest mocno związany rodzinnie z Kubą Błaszczykowskim, skonfliktowanym z Robertem od lat, jakiś ślad też musi pozostawiać. I trudno też dać wiarę, że po tym słynnym przerzuceniu odpowiedzialność za blamaż z Włochami przez kapitana na trenera, po tym drugim spłynęło to jak po kaczce. Najdelikatniej mówiąc, relacje kapitana z selekcjonerem pozostaną raczej szorstkie i to też jest porażka Brzęczka.

Nawet obecne zażegnanie konfliktu przez tzw. siły wyższe nie musi być trwałe, bo coś już pękło. Źle to wróży na wiosnę (startują eliminacje mundialu) i Euro latem. Trener jest pod presją i ewidentnie tej presji nie wytrzymuje. Widać to po jego konferencjach prasowych (jedyna forma komunikacji z opinią publiczną), gdzie jest oczywiście często absurdalnie atakowany, ale sam, nerwowo odpowiadając, popada w absurdy. Choćby ten najświeższy, że reprezentacja potrzebuje czasu (a prowadzi drużynę już ponad dwa lata).

Zbigniew Boniek z właściwą sobie nonszalancją, w rozmowie z Polsatsport.pl, którą opublikujemy niebawem, oświadczył, że "Oprócz tego, że dwa mecze zagraliśmy chu...wo, nic złego się nie dzieje". Jeśli ma rację, byłaby to wspaniała wiadomość.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Jerzy Brzęczek | Cezary Kowalski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama