Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Kaczmarek: Brzęczek wykonuje zadania, ale czy mamy drużynę?

Bogusław Kaczmarek przyznaje, że selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek wykonuje powierzone mu zadania. „Rodzi się tylko pytanie, czy mamy drużynę? Moim zdaniem jej potencjał nie jest wykorzystany” - powiedział gdański szkoleniowiec.

W ostatniej reprezentacyjnej sesji Polska pokonała w towarzyskiej potyczce 2-0 Ukrainę oraz przegrała w Lidze Narodów 0-2 z Włochami oraz 1-2 z Holandią.

Reklama

"To nie było udane okienko dla naszej drużyny narodowej. Pomimo zwycięstwa kiepsko wypadliśmy już w konfrontacji z Ukrainą, z którą powinniśmy przegrać dwoma bramkami. Ulegliśmy także Holandii, a tak słabej drużyny Oranje nie widziałem od lat. Oba zespoły miały swoje szanse, ale to my mogliśmy prowadzić 2-0. Gdyby Płacheta miał większy zasób umiejętności technicznych, sam załatwiłby rywali" - ocenił.

Były asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski ma spore zastrzeżenia do składu biało-czerwonych na poszczególne spotkania.

"Moim zdaniem, na ostatnie i najważniejsze mecze Ligi Narodów zabrakło nam pomysłu i konsekwencji. Dziwne były niektóre decyzje i zmiany. Żaden z piłkarzy, który rozpoczął mecz z Ukrainą, nie pojawił się w wyjściowej "11" w kolejnym spotkaniu z Włochami" - zauważył.

70-letni szkoleniowiec podkreślił jednocześnie, że pod względem wyników trenerowi Brzęczkowi nie można praktycznie nic zarzucić, bo selekcjoner wykonuje wyznaczone mu zadania.

"Polska dwa razy utrzymała się w najwyższej dywizji Ligi Narodów, chociaż za pierwszym razem dzięki reorganizacji. Awansowała także do finałów mistrzostw Europy. Rodzi się tylko pytanie, czy mamy drużynę? Moim zdaniem jej potencjał nie jest wykorzystany. Porównuję tę reprezentację do zespołu, który prowadził Beenhakker. Wtedy czołowi zawodnicy grali w słabych klubach, bądź siedzieli na ławce, a teraz mamy piłkarzy z topowych lig. A jakie są relacje w kadrze? Sporo można chyba odczytać po tzw. mowie ciała" - dodał.

Popularny "Bobo" nie ukrywa, że środa była dla niego bardzo smutnym dniem - zmarł bowiem jego przyjaciel Adam Musiał, z którym grał w Arce Gdynia w latach 1978-1980. To także Kaczmarek sprawił, że Musiał został w 1992 roku szkoleniowcem Lechii Gdańsk.

"Byłem z "Blaszką", "Blanią" bądź "Gąską", bo tak na niego mówiliśmy, w Arce najbliżej. Podczas wszystkich wyjazdów i zgrupowań mieszkaliśmy w jednym pokoju, jeździliśmy także razem z rodzinami na wczasy. Gra z nim była zaszczytem i przyjemnością. Uwielbiali go też kibice, bo Adamowi przez cały mecz buzia się nie zamykała i tak potrafił dowcipnie dopiec rywalowi, że ludzie płakali ze śmiechu. Był też super kolegą z dystansem do siebie, autoironią, o dużym poczuciu humoru i umiejętnością celnej riposty" - podsumował.

Autor: Marcin Domański

md/ krys/



Dowiedz się więcej na temat: Bogusław Kaczmarek | Liga Narodów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje