Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Jerzy Brzęczek zwolniony. Paweł Janas: Jestem Polakiem i wolałbym polskiego trenera w kadrze

Poniedziałkowy komunikat o zwolnieniu Jerzego Brzęczka z funkcji selekcjonera reprezentacji Polski wprawił w zdumienie również byłych szefów kadry. W rozmowie z Interią zaskoczenia nie ukrywa Paweł Janas, który kadrę prowadził w latach 2002-06.

- Jak się można było spodziewać czegoś takiego? Nie gramy meczów, jest przerwa, liga nie idzie i nagle taka wiadomość. Zwykle zwalniano u nas selekcjonera, jak nie awansował na mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy albo nie wyszedł z grupy. A teraz? Byliśmy dopiero w drodze - mówi Interii Paweł Janas.

Reklama

W grudniu doszło do spotkania Jerzego Brzęczka z prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem. Panowie omówili dotychczasową współpracę i rozmawiali o najbliższej przyszłości. Na koniec uścisnęli sobie dłoń. Nic nie wskazywało na tak szybki rozbrat.

- Czuję się zszokowany, jak pewnie wszyscy. Jeśli to nie są jakieś Jurka prywatne sprawy, które nie pozwoliły mu kontynuować pracy z kadrą, to trudno taką decyzje zrozumieć - nie dowierza Janas.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Co teraz? Prawdopodobnie w czwartek poznamy następcę Brzęczka. Spekuluje się, że będzie to trener z obcym paszportem.

- Jestem Polakiem i wolałbym, żeby to był polski trener - stawia sprawę jasno Janas. - Mamy sporą grupę młodych ludzi, którzy sobie w tym zawodzie radzą. To byłaby najlepsza decyzja, ale niestety nie do mnie ona należy. Jednego selekcjonera z zagranicy już mieliśmy...

Mowa o Leo Beenhakkerze, który zastąpił "Janosika" po przegranym przez nas mundialu w 2006 roku.

- Zrobił to samo, co Polacy, wszedł na duży turniej, ale nie wyszedł z grupy. A potem przegrał eliminacje do mistrzostw świata. Wyglądało na, że jego zatrudnienie to niby dobre posunięcie, a później się okazało, że wyniki miał podobne do naszych. Jako pierwszy awansował do mistrzostw Europy, to fakt, ale potem mu się nie powiodło - przypomina Janas.

Wydawało się, że zakończenie rozgrywek w Lidze Europy to ostatni moment na ewentualną zmianę selekcjonera. Tymczasem do roszady dochodzi w drugiej połowie stycznia, gdy odliczamy już tygodnie do inauguracji eliminacji MŚ.

- Nie wiem, czy nie stało się to za wcześnie - zastanawia się Janas. - Duże wyzwanie czeka teraz następcę Brzęczka, kto by nim nie był. Trzeba powoływać, zgrywać, swój styl robić. Niełatwo tym bardziej, że szaleje cały czas pandemia - i co chwilę ktoś nagle wypada z gry. Trudny temat. I bardzo odważna decyzja kogoś, kto się na nią zdecydował.



UKi

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl! 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama