Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Jerzy Brzęczek zwolniony. Nie potrafił wykorzystać atutów Roberta Lewandowskiego

Jerzy Brzęczek w poniedziałek niespodziewanie pożegnał się z rolą selekcjonera. Jednym z zarzutów wobec szkoleniowca był brak pomysłu na wykorzystanie w kadrze Roberta Lewandowskiego. Można powiedzieć nawet złośliwie - był jednym z niewielu trenerów, którzy potrafili powstrzymać rozpędzonego strzelca.

Brak chemii między Robertem Lewandowskim a Jerzym Brzęczkiem widoczny był gołym okiem. Wymowna cisza w pomeczowym wywiadzie, słynne już gify z gestykulującym trenerem i "lekceważącym" go kapitanem, wiele frustracji przemyconej między wierszami w wypowiedziach medialnych - to wszystko odbijało się na funkcjonowaniu drużyny, ale też właśnie z niego wynikało. Błędne koło się zamykało.

Reklama

Lewandowski za kadencji Brzęczka zdobył osiem bramek w 18 spotkaniach. "Not great, not terrible" - cytując za popularnym miniserialem o katastrofie w Czarnobylu słowa włożone w usta Anatolija Diatłowa. Inżynier wypowiedział je, gdy tuż po wybuchu mierniki wskazywały umiarkowane skażenie powietrza. Problem w tym, że brakowało im skali, by pokazać miarę katastrofy.



Podobnie jest z bramkami Lewandowskiego za kadencji Brzęczka. Na papierze osiem bramek nie wygląda na specjalnie zły wynik. Ba, w przypadku Krzysztofa Piątka lub Arkadiusza Milika mówilibyśmy o co najmniej dobrej skuteczności. Problem w tym, że kapitan reprezentacji Polski od lat miał poprzeczkę zawieszoną o wiele wyżej.

Najpierw z bliska przyjrzyjmy się, kiedy "Lewy" zdobywał swoje bramki: połowa dorobku to dwumecz z Łotwą, dwa gole - przeciwko osłabionej Bośni i Hercegowinie, do tego po jednym trafieniu w meczach z Izraelem oraz Słowenią.

Bez bramek - w czterech meczach z Włochami, a także przeciwko Portugalii, Holandii, czy Austrii. W najważniejszych spotkaniach drużyna Jerzego Brzęczka nie potrafiła skorzystać ze swojej najgroźniejszej broni.

Liczby nie kłamią. Brzęczek "zatrzymał" Lewandowskiego

Od lat liczba bramek zdobywanych przez Lewandowskiego utrzymuje tendencję rosnącą - obojętne, czy będziemy analizować ją pod kątem poszczególnych sezonów, czy kolejnych trenerów. Z jednym wyjątkiem - a jest nim Jerzy Brzęczek.

Bayern Monachium pod wodzą Nika Kovacza był w potężnym kryzysie. Ten nie dotknął jednak Lewandowskiego - u Kovacza "Lewy" strzelał średnio 0,95 gola na mecz. Więcej, niż u wszystkich poprzedników.

Polak poprawił jeszcze ten rezultat pod wodzą Hansiego Flicka (obecnie kosmiczna średnia 1,1 gola na mecz), a już u jego poprzedników zdobywał bramki jak na zwołanie. U Carla Ancelottiego - 0,94 gola na mecz, u Juppa Heynckesa - 0,78. W reprezentacji Adama Nawałki - średnio 0,93 gola na mecz. Najpierw był królem strzelców eliminacji Euro 2016, później eliminacji mundialu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Z tej perspektywy wyraźnie widać, że wynik osiągany u Brzęczka - średnio 0,44 gola na mecz - nie przystaje do klasy naszego napastnika. Lewandowski nie tylko potrafi zdobywać więcej bramek - on sam przyzwyczaił się, że zdobywa ich znacznie więcej.

Można powiedzieć, że kapitan kadry i tak strzelał częściej u Brzęczka niż za kadencji Waldemara Fornalika (0,23 g/m) czy Franciszka Smudy (0,38 g/m), ale umówmy się - "Lewy" nie był wówczas zawodnikiem, który zapraszał do swojego stolika Cristiano Ronaldo oraz Lionela Messiego.

Najlepiej dynamikę rozwoju Lewandowskiego, przerwaną w kadrze przez okres gry u Brzęczka, pokazują poniższe wykresy. Oczywiście, pod drodze zdarzały się "zniżki", lecz nigdy nie były one symptomami poważnego problemu z niewykorzystaniem potencjału strzelca. Tendencja - a raczej rozwój piłkarski - w okresach Heynckesa czy Kloppa, gdy strzelał mniej niż u poprzednika, nie został zatrzymany.


Wojciech Górski

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Brzęczek | Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama