Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Frankowski: Poradził sobie Messi, Przemek Frankowski też da radę

- Jak patrzę na Messiego, Neymara czy innych ich rodaków, którzy podróżują z Europy do Ameryki Południowej na mecze swych reprezentacji, przy podobnej różnicy w strefie czasowej, to widzę, że nie ma żadnego problemu, bo nikt z nich nigdy się nie uskarżał. Tak samo żadnym wytłumaczeniem dla Przemka Frankowskiego nie powinny być takie podróże - powiedział Interii Tomasz Frankowski. Legendarny "Łowca Bramek" ocenił też Ekstraklasę i przyznał: - Uważałem, że ze sztabem szkoleniowym Nawałka - Zając zespół będzie się prezentował o niebo lepiej, grając ładnie i skutecznie, ale tak nie jest.

Tu znajdziesz I część wywiadu z "Frankiem". "Tomek Hajto ma uraz do Wisły, ale nie chcę się do tego przyznać"

Michał Białoński, Interia: Rozumiesz doniesienia o tym, że nad trenerem Ireneusz Mamrotem zbierają się czarne chmury, po tym jak Jagiellonia spadła z drugiego miejsca na czwarte? Przecież "Jaga" nie tylko wzmocniła się wiślakami, ale też straciła wielu ważnych piłkarzy.

Tomasz Frankowski, były napastnik reprezentacji, Wisły i Jagiellonii: - Czarne chmury nad głowę trenera nadeszły szybciej niż można by się spodziewać. Od razu, po pierwszej porażce z Cracovią, w którym to meczu białostoczanie nie wykorzystali rzutu karnego, okazało się, że pozycja Mamrota nie jest tak mocna jak się mogło wydawać. Pojawiały się przecieki na temat konfliktu trenera z prezesem klubu Cezarym Kuleszą. Mimo że prezes głośno zapewnia, że trenerowi nic nie grozi, to jednak poparcie dla Mamrota zostało zachwiane, wnoszę to po "mowie ciała". Zamieszanie wpływa na piłkarzy. Remis u siebie z Górnikiem, po stracie gola w ostatniej minucie, a później gładka porażka we Wrocławiu ze Śląskiem. Dlatego niezbędne dla "Jagi" będzie odniesienie zwycięstwa w meczu z Koroną u siebie. Korona jest lekko zraniona, po porażce 2-6 z Wisłą, a w Białymstoku zawsze prezentowała się dobrze. Jagiellonia nie ma już marginesu błędu, nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. Ewentualna kolejna wywrotka może spowodować, że w szatni zrobi się naprawdę gorąco.

Reklama

Co szwankuje w Jagiellonii? Nie brakuje skutecznego napastnika?

- Wszyscy wiemy, że z czterech napastników, których klub miał jesienią, trzech już nie ma. Świderski został sprzedany do Grecji za duże pieniądze, Sheridan i Bezjak też odeszli. W ich miejsce przyszedł Szćepović, wydaje się, że ma "papiery" na granie, ale coś w tym momencie mu przeszkadza w pokazaniu pełni umiejętności. Na dodatek przestrzelony rzut karny zachwiał jego pewnością siebie. Może się przez to "odkręcać" i przez pięć kolejek, a Jagiellonia tak długo na jego strzeleckie popisy czekać nie będzie. Słaba skuteczność to faktycznie problem. W pierwszym tegorocznym, wygranym w Legnicy meczu, napastników wyręczali obrońcy. Do siatki trafili" Runje, Mitrović i Guilherme. Czas najwyższy, aby ofensywa "Jagi" ruszyła. Myślę, że będzie dobrze.

Trener Mamrot miał też pecha, bo tuż po transferze doznał kontuzji Jesus Imaz, który mógł ożywić ataki.

- To prawda, doszło do spiętrzenia się problemów. Imaz ma być fałszywym napastnikiem, a pierwsze mecze opuścił. Brakuje jednak typowego snajpera, którego rolę jesienią pełnili na zmianę Sheridan ze Świderskim. Szćepović na razie nie wypełnia luki po nich.

Jagiellonia sprzedała też z zyskiem Przemka Frankowskiego do Chicago Fire. Czy dla niego sporym utrudnieniem będzie zmiana strefy czasowej i długa podróż na zgrupowania reprezentacji Polski? W sobotę wieczorem czeka go mecz w Chicago, a już w poniedziałek, w Warszawie zaczyna się zgrupowanie przed czwartkowym meczem z Austrią.

- Ja z tym nie miałem problemów, ale w okresie występów w USA nie byłem już reprezentantem kraju. Natomiast jak patrzę na Messiego, Neymara czy innych ich rodaków, którzy podróżują z Europy do Ameryki Południowej na mecze swych reprezentacji, przy podobnej różnicy w strefie czasowej, to widzę, że nie ma żadnego problemu, bo nikt z nich nigdy się nie uskarżał. To samo dotyczy Amerykanów występujących na Wyspach Brytyjskich. Tak samo żadnym wytłumaczeniem dla Przemka Frankowskiego nie powinny być takie podróże. Przemek jest młodym piłkarzem, ma szybko regenerujący się organizm i powinien jak na skrzydłach biegać po boisku w Wiedniu, czy później w Warszawie, podczas meczu z Łotwą, mając za partnerów w ataku Lewandowskiego, Milika czy Piątka.

Tym bardziej, że za ostatni występ kadry, z Portugalią w Guimaraes, w którym wystąpił od pierwszych minut, zyskał dobre recenzje.

- Dlatego na bazie jego możliwości trener Brzęczek daje mu kolejną szansę w powołaniach, nie bacząc na to, że na razie w MLS-ie Przemek rozegrał niespełna sto minut i zaliczył jedną asystę. Przyszłość należy do Przemka.

Czy zadyszka, która złapała lidera Lechię (strata pięciu punktów w dwóch meczach), oznacza, że panowanie gdańszczan w Ekstraklasie dobiega końca?

- Jest to możliwe, natomiast wydawało mi się, że Lechia jednak dłużej będzie utrzymywać przewagę nad Legią. Tymczasem w dwie kolejki ta przewaga dramatycznie stopniała. Legia, jak co roku, włączyła się do walki o tytuł. Lechia gra jeszcze na froncie Pucharu Polski i być może spotkanie w Zabrzu, wygrane przez nią 2-1, kosztowało ją utratę sił, przez co z Wisłą Płock u siebie zagrała bezbarwnie. Gdańszczanom z pewnością przyda się przerwa na zgrupowanie reprezentacji Polski. Zregenerują się fizycznie, a Sobiech z Paixao podregulują "strzelby". Wszystko pozostaje w ich nogach. Mają jeszcze dwa punkty przewagi, więc teoretycznie większa presja ciąży na Legii Warszawa.

Skąd się bierze sinusoida wyników Lecha Poznań? Jesienią, tuż po przyjściu Adama Nawałki, drużyna wygrała trzy razy z rzędu, więc wydawało się, że po solidnej pracy zimowej, będzie jeszcze lepiej. Tymczasem jest wręcz przeciwnie.

- To pokazuje, że żaden trener, nawet Nawałka, nie nosi w plecaku czarodziejskiej różdżki, za dotknięciem której zmienia zespół. Mi też się nie podoba gra Lecha, uważałem, że ze sztabem szkoleniowym Nawałka - Zając na wiosnę zespół będzie się prezentował o niebo lepiej, grając ładnie i skutecznie, ale tak nie jest. Szanse "Kolejorza" na tytuł mistrza Polski zmalały do zera. Nie wykorzystał zadyszki Lechii. Nie jest jednak powiedziane, że poznaniacy nie skończą sezonu na podium Ekstraklasy. Między 3. a 6. zespołem strata jest minimalna, a trzecie miejsce w Poznaniu, po wszystkich zawirowaniach, uznano by za sukces.

Nasza liga jest o tyle ciekawa, że nie ma w niej zdecydowanych outsiderów, zespołów z góry skazanych na pożarcie. Nawet Zagłębie Sosnowiec potrafi punktować, a degradacją z przedostatniego miejsca jest zagrożonych pięć zespołów.

- Faktycznie, liga jest ciekawa, ale też jednocześnie siermiężna. Brakuje w niej zespołu, który by przez cały miesiąc utrzymywał równą formę. Wyjątek stanowi Cracovia. Za ostatnich osiem kolejek czapki z głów przed Michałem Probierzem i jego pracą. "Pasy" zdobyły w tym roku sporo punktów. Podobać się może też gra Zagłębia Lubin. Na przestrzeni trzech miesięcy w całej lidze trudno jednak znaleźć zespół, który gra i ładnie, i skutecznie.

Tak jak Pogoń, która długo czarowała dobrą postawą, aż padła u siebie 0-3 z Zagłębiem Lubin.

- Dokładnie. Właściwie wszystkie drużyny są na ligowej sinusoidzie. Nawet Legia nie pokazuje tej piłki, na którą ją stać, by można powiedzieć o niej, że tytuł mistrzowski trafił w godne ręce.

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL