Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Dziekanowski: Film o kadrze jak enerdowska pornografia

O wyjątkowo mocną metaforę pokusił się Dariusz Dziekanowski w najnowszym felietonie zamieszczonym na łamach "Przeglądu Sportowego”. Były reprezentant Polski nazwał enerdowską pornografią film dokumentalny o kadrze Jerzego Brzęczka.

Dziekanowski odniósł się do obecności kamer w takich miejscach, gdzie przed laty o ich wykorzystaniu nie było mowy. Chodzi głównie o piłkarskie szatnie. Dzięki rejestracji zachowań piłkarzy i trenerów poza murawą powstało w ostatnich latach kilka ciekawych dokumentów. 

Jednym z nich jest produkcja kanału "Łączy nas piłka". Nosi tytuł "(Nie)kochani" i przedstawia kulisy pracy sztabu szkoleniowego drużyny narodowej dowodzonej przez Brzęczka. Widz może zajrzeć tam, gdzie kibic nie ma wstępu, a także posłuchać słów, które do niepowołanych uszu zwykle nie docierają. 

Reklama

Dziekanowski taką formą stuki filmowej jest generalnie zniesmaczony. Nie tylko z uwagi na sam fakt obecności kamer w przestrzeni do tej pory "zakazanej", ale również ze względu na ciężki język, jakim operują filmowani.

"Niby oglądamy kulisy pracy trenera i jego sztabu, ale w głowie pozostaje nie taktyczny geniusz selekcjonera, a głównie jego żal do otaczającego świata. Pozostaje poczucie, że nie potrafi odróżnić krytyki od hejtu i wrzuca wszystko do jednego worka pod hasłem: my przeciwko całemu światu. A przecież nie gra przeciwko komuś (oprócz drużyn przeciwnych), tylko kadra gra dla kogoś, czyli kibiców. Pozostają też obrazki trenera rzucającego mięsem w co drugim słowie" - pisze były kadrowicz.

Autor felietonu z uznaniem odnosi się natomiast do obrazu "Wszystko albo nic". To z kolei film o kulisach pracy Pepa Guardioli w Manchesterze City. Utrzymany w wyraźnie innym klimacie niż "(Nie)kochani".

"Porównując obie produkcje, powiedziałbym, że w pierwszym przypadku mamy do czynienia z dobrym kinem erotycznym, w drugim - enerdowską pornografią, w której granice dobrego smaku są przekroczone. Świadomość, że piłkarze i trenerzy posługują się takim, a nie innym językiem, to jedno, a promowanie takich zachowań - to drugie. I na to nie ma mojej zgody" - zaznacza Dziekanowski.

UKi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama