Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Dwa lata od debiutu Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera

Dwa lata temu - 7 września 2018 roku - Jerzy Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski, która zremisowała w meczu Ligi Narodów z Włochami 1-1. Inaugurację trzeba uznać za udaną. Orły spisały się nieźle, zwłaszcza w pierwszej połowie, wlewając w serca kibiców sporą dawkę optymizmu i nadziei. Czy jednak nie okazała się ona zbyt płonna? Statystyki nie bronią obecnego trenera polskiej kadry.

Dobra pierwsza połowa meczu w Bolonii została skwitowana bramką Piotra Zielińskiego. Robert Lewandowski wbiegł w pole karne i celnie dośrodkował w stronę pomocnika SSC Napoli, który pewnym strzałem prawą nogą nie dał większych szans bramkarzowi.

Reklama

- Na pewno jestem zadowolony z wyniku. Prowadziliśmy 1-0, byliśmy wówczas dłużej przy piłce. W drugiej połowie zdarzyła nam się strata - przeszkodziliśmy sobie w rozegraniu, z tego wyszedł kontratak, po którym nastąpiły rzut karny i bramka wyrównująca, ale ogólnie, jak na cztery dni wspólnej pracy był to niezły mecz w naszym wykonaniu - mówił po tamtym spotkaniu trener Jerzy Brzęczek.

Niemal dwa lata później po meczu z innym europejskim potentatem - Holandią, z którą przegraliśmy 0-1 - Brzęczek znów był zadowolony. Tym razem już nie z wyniku, a "gry i poruszania się po boisku". Po tych słowach na głowę trenera Brzęczka spadła ogromna fala krytyki, zresztą nie pierwszy raz, co dobrze obrazuje film "Niekochani", wyprodukowany przez portal Łączy nas piłka.

- Trener powiedział to w innym kontekście. Nie był on zadowolony z porażki i tego co wydarzyło się na boisku, ale z pewnych aspektów gry, które zostały w dużym procencie wykonane. W tej wypowiedzi poszedł troszkę "za szeroko", bo nigdy nie można być zadowolonym, gdy się przegrywa, natomiast ten mecz nie był aż taki zły. Nie był też dobry, ale gdy czytam "katastrofa", "blamaż", to nie są to właściwe kategorie oceny - bronił selekcjonera  wiceprezes PZPN-u ds. sportowych Marek Koźmiński.

Nieco inne zdanie na ten temat mieli piłkarscy eksperci.

- Wypowiedzi trenera tak się rozjeżdżały z rzeczywistością, że szczęki opadły, jak usłyszałem wypowiedź Jerzego Brzęczka. Myślałem, że posypie głowę popiołem, zwróci uwagę na błędy, a tu jest nawet zadowolony z meczu, pochwalił Bereszyńskiego. Być może chce zdjąć presję z drużyny jak Mourinho. Jeśli to jest zamierzone, to go zrozumiem i nawet pogodzę się z tą wypowiedzią, ale jeśli tak widzi ten mecz, to nie wiem kiedy będzie się martwić - skomentował wypowiedź Brzęczka Cezary Kowalski ekspert Polsatu Sport.

Styl gry reprezentacji Polski pozostawia sporo do życzenia, choć są pewne wyjątki, jak wspomniany już mecz w Bolonii, czy też wygrane 4-0 spotkanie eliminacji mistrzostw Europy z Izraelem w Warszawie. Skoro już mowa o eliminacjach - "oddajmy królowi co królewskie". Selekcjonera ocenia się głównie przez pryzmat wyników, a te w bitwie o awans na europejski czempionat były godne pochwały. "Biało-Czerwoni" - choć męczyli się z rywalami w wielu spotkaniach - przeszli przez eliminacje jak burza, wywalczyli bilety na Euro już po ośmiu kolejkach, wyrównując rekordowy wyczyn kadry Jerzego Engela, która potrzebowała ośmiu spotkań, by awansować na mundial w 2002 roku. Podopieczni Brzęczka zdołali także dobić do rekordu reprezentacji Adama Nawałki, która w boju o wyjazd na mistrzostwa świata przed dwoma laty zgromadziła na swoim koncie 25 punktów.

W dniu drugiej rocznicy debiutu Brzęczka odłóżmy więc na bok dyskusje o stylu reprezentacji i sprawdźmy, jak były szkoleniowiec Wisły Płock wypada na tle swoich poprzedników.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Brzęczek | reprezentacja Polski | Liga Narodów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama