Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Dlaczego Buksa nie otrzymał powołania? "Nie wiem skąd wzięła się ta teoria"

Adam Buksa w ostatnich tygodniach imponuje formą w amerykańskiej MLS. Mimo to przed listopadowym zgrupowaniem selekcjoner Jerzy Brzęczek nie znalazł dla niego miejsca w reprezentacji Polski. – Czytam, że nie mogę przylecieć do kraju przez koronawirusa. To bzdura. Nie wiem skąd wzięła się ta teoria – tłumaczy Buksa w rozmowie z Interią.

Sebastian Staszewski, Interia: - Na początek muszę zapytać o brak powołania do reprezentacji Polski na listopadowe zgrupowanie kadry. Byłeś zaskoczony tym, że selekcjoner Jerzy Brzęczek cię pominął? 

Adam Buksa: - Moją rolą nie jest komentowanie powołań. Nie chcę więc dywagować czy powołanie mi się należało czy nie. Koncentruję się na swojej pracy.

Czy brak powołania mógł być spowodowany ograniczeniami związanymi z epidemią koronawirusa? 

- Od razu chciałbym to sprostować, bo czytałem wielokrotnie w polskich mediach, że ja i inni polscy piłkarze występujący na co dzień w MLS nie mogą przyjechać na kadrę z powodów formalno-logistycznych. To bzdura. Nie wiem skąd wzięła się ta teoria. Blokada obowiązywała tylko na wrześniowe zgrupowanie. Na październikowe i listopadowe już nie. Dowiadywałem się w tej sprawie w klubie i żadnych ograniczeń nie ma. W październikowym i listopadowym okienku na swoje kadry narodowe poleciało z MLS kilkudziesięciu zawodników. Kluby ani liga nie mogą już blokować piłkarzy.

Reklama

A mimo to nie zostałeś powołany. Zapytam jeszcze raz: byłeś tym zaskoczony, rozczarowany?

- Koncentruję się tylko i wyłącznie na swojej pracy. Nie widzę podstaw, by być rozczarowanym z tego powodu.

Jesteś zadowolony ze swojej formy? Grasz regularnie, a na dodatek w pięciu ostatnich kolejkach MLS trzykrotnie trafiłeś do siatki.

- Robię analizy swojej gry, lubię rozmawiać ze sztabem szkoleniowym na jej temat i mogę przyznać, że jestem na fali wznoszącej. Czuję się bardzo dobrze. Z formą trafiłem w odpowiedni czas, bo za chwilę kluczowy moment sezonu. W niedzielę kończymy fazę zasadniczą, a później zagramy play-off'y.

Efektownie wyrwałeś się z marazmu, w jaki wpadłeś we wrześniu. Grałeś wtedy znacznie mniej niż teraz.

- Nie rozumiem skąd pojawiają się głosy, że grałem mniej.

We wrześniu w meczu z New York City zaliczyłeś minutę, z Montreal Impact 21 minut, z DC United 11 minut... 

- Fakty są takie, że tym sezonie grałem w 100 procentach meczów. Weźmy pod uwagę terminarz, mecze rozgrywane są od dłuższego czasu co trzy dni. Żaden z kolegów nie grał od początku do końca w każdym spotkaniu. Jestem w ścisłej czołówce jeśli chodzi o liczby minut spędzonych na boisku w naszej drużynie. Ale trener Bruce Arena rotuje składem. Ostatnio wynikało to z jego modelu zarządzania zespołem. Czasem robiono aż osiem zmian z meczu na mecz. Miałem kilka spotkań, gdy nie zdobyłem bramki, ale to nie oznacza przecież, że grałem źle.

New England Revolution zajmuje obecnie szóste miejsce w Konferencji Wschodniej, ostatnie gwarantujące grę w fazie play-off. Mimo to myślicie o mistrzostwie USA?

- W niedzielę gramy z Philadelphią Union, to będzie porządne przetarcie przed play-off'ami. W tym sezonie liga jest niezwykle wyrównana i ciężko wskazać faworyta. Jeśli eksperci już się na to decydują, to raczej nikt nie mówi o nas. Ale uważam, że mimo wszystko stać nas na to, aby namieszać i zrobić niespodziankę.

Wiceliderem Konferencji Zachodniej jest Portland Timbers Jarosława Niezgody. Jarek kilka dni temu zerwał więzadła krzyżowe i czeka go długa przerwa. Mieliście okazję porozmawiać?  

- Jest mi bardzo przykro z tego powodu... Rozmawialiśmy telefonicznie i życzyłem mu powrotu do zdrowia. Jarek prezentował się w Portland bardzo dobrze. Wiem, jak ciężko było mu na początku, kiedy ponownie musiał przejść zabieg ablacji. Miał bardzo trudne wejście do zespołu, ale wywalczył sobie tam miejsce. I teraz dostał kolejny cios... Mam nadzieję, że szybko stanie na nogi.

Rozmawiał Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje