Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Damian Kądzior dla Interii po derbach Chorwacji

Dlaczego nie żałuje, że wybrał Dinamo Zagrzeb, a nie Lecha Poznań, jak porównuje ligę chorwacką do polskiej i czy spodziewa się kolejnego powołania do reprezentacji Polski od Jerzego Brzęczka - o tym wszystkim, po derbach Chorwacji Hajduk Split - Dinamo Zagrzeb rozmawialiśmy z Damianem Kądziorem.

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Zagrałeś pół godziny w derbach Chorwacji z Hajdukiem, czy remis odniesiony na wyjeździe was zadowala?

Damian Kądzior, pomocnik reprezentacji Polski i Dinama Zagrzeb: - Wiedzieliśmy, że będzie to ciężkie, typowo derbowe spotkanie. W pierwszej połowie nie układało nam się za bardzo, trener Bjelica postanowił coś zmienić. Dostałem szansę zagrania przez pół godziny, ale i tak nie udało nam się wygrać. Gry nie ułatwiały warunki atmosferyczne, silnie wiejący wiatr. Gdy nasz bramkarz wznawiał z "piątki", piłka zatrzymywała się na "trzydziestym" metrze i wracała. Wynik jest sprawiedliwy, szanujemy remis. Chcielibyśmy wygrywać za każdym razem, ale w derbach nie mieliśmy sytuacji. To pierwsze spotkanie, odkąd jestem w Chorwacji, w którym było tak mało ofensywnej gry.

Reklama

Zdarzało ci się grać na Adama Gyurcso, zatem mogłeś się poczuć jak w meczu Pogoń - Górnik, w Ekstraklasie.

- Dokładnie, coraz więcej zawodników z naszej Ekstraklasy trafia do Chorwacji. To fajne zjawisko. Gyurcso w niej grał, kojarzę go, zdarzały mu się dobre mecze, niech mu się wiedzie dobrze w Chorwacji.

Jakbyś porównał obie ligi? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Chorwacji jest mniej siły fizycznej, a więcej techniki.

-  Dokładnie tak jest, choć miał pan pecha, bo trafił na zły mecz (śmiech), w którym nie było fajerwerków technicznych. Na naszym stadionie gramy znacznie lepiej. W derbach wszystko było rwane, górę wzięła walka. Tuż po zejściu z boiska w Splicie sprawdziłem, że mój były klub Górnik Zabrze grał również derby i dowiedziałem się, że to był również mecz walki, ale "Górnikom" nie udało się niestety zdobyć nawet punktu. My natomiast punktujemy i dalej liderujemy tabeli.

Nie narzekasz na to, że wybrałeś Dinamo, a nie Lecha, bo trener Bjelica regularnie na ciebie stawia.

- Dokładnie i cieszę się z tego. W ciągu tygodnia zagrałem w trzech spotkaniach. W minioną niedzielę w lidze z Interem Zapresić, w środę w Pucharze Chorwacji, a w sobotę derby z Hajdukiem. Regularnie dostaję szanse od trenera i staram się odpłacać. Przez Dinamo trafiłem do reprezentacji Polski i zadebiutowałem w niej, udało mi się zagrać też w eliminacjach do Ligi Mistrzów, zaliczyłem też kwadrans w Lidze Europy. Zbieram minuty i buduję swą pozycję w zespole.

W meczu z Fenerbahce zagraliśmy koncert i pokazaliśmy prawdziwą twarz Dinama. Odkąd jestem w tym klubie, to przegraliśmy tylko raz na 15 czy 16 meczów. To niesamowite, cieszę się, że jestem w tak wielkim klubie. Muszę cały czas pracować na swą pozycję w zespole, bo panuje tu duża rywalizacja. Nie ma miejsca na słabsze występy, bo inni czekają na swoją szansę.

Już w poniedziałek Jerzy Brzęczek ogłosi powołania na mecze Ligi Narodów z Portugalią i Włochami. Miałeś jakiś kontakt od selekcjonera w tej sprawie?

- Nie. Czekam cierpliwie na to, co się wydarzy. Debiut w kadrze był dla mnie wielkim wydarzeniem. Teraz czekam, jak każdy, na decyzje trenera. Od ostatniego zgrupowania kadry regularnie gram w klubie, strzelam bramki, mam sporo asyst w lidze. Myślę, że dobre sygnały selekcjonerowi daję, natomiast czy to się przełoży na powołanie, to zobaczymy.


Rozmawiał w Splicie Michał Białoński 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje