Reklama

Reklama

​Reprezentacja Polski. Co cieszy, a co martwi, po meczach z Gruzją i Grecją?

Selekcjoner Adam Nawałka po meczu z Grecją miał dwie twarze. Jedną pokazał mediom, do których tryskał optymizmem i gadkami o szklance do połowy pełnej. Prawdziwą, pokazał w szatni, będąc niezadowolonym nie tyle z wyniku, bo on w grach kontrolnych jest drugoplanowy, ale ze stylu rozgrywania piłki i z postawy kilku młodszych piłkarzy.

Dobrze, że Nawałka prawdziwe oblicze miał marsowe. On nie lubi tracić czasu, już teraz kombinuje jak dobrze wypaść w starciu z Niemcami, które zbliża się wielkimi krokami.

Tymczasem selekcjonera musi niepokoić np. fakt, że szykowany od lat na playmakera Piotr Zieliński jest dalej od wyjściowego składu niż się można było tego spodziewać.

Reklama

Dalecy jesteśmy od robienia kozła ofiarnego, winnego nieporadności ofensywnej, z Zielińskiego. Tym bardziej, że w zestawieniu z Borysiukiem i Linettym grał po raz pierwszy w życiu. Problem jednak w tym, że "Zielu" lepiej się prezentował dwa lata temu, mając 19 wiosen, gdy debiutował z Białym Orłem na piersi, niż teraz, będąc przecież bardziej dojrzałym zawodnikiem. Umiejętności ma niemałe, ale nie potrafi ich "sprzedać". Gra bojaźliwie, brakuje mu finezji, odwagi, radości z gry. Tymi wszystkimi cechami imponuje o pokolenie starszy Sebastian Mila, który zawsze chce z ochotą pograć w piłkę i nie wybrzydza na to, że w tym roku wakacje potrwają tylko tydzień, bo ruszają przygotowania do nowego sezonu.

- Ja tam zawsze lubię pograć w piłkę, niezależnie od tego czy w klubie, czy w reprezentacji, gdzie jeszcze mamy fajną atmosferę i każdy z ochotą przyjeżdża - podkreśla "Milowy".

A "Zielowi" z pewnością brakuje regularnych występów. W Empoli zaliczył 30 gier, 1200 z 3600 możliwych minut na boisku to naprawdę mało dla 20-latka, który poprzez częstą praktykę powinien nabierać doświadczenia.

Przykład Piotra powinien być kolejną przestrogą dla Karola Linettego i innych młodych polskich talentów, którym menedżerowie kreślą wizję krainy mlekiem i miodem płynącej, jaką zastaną w zagranicznej lidze. Najpierw wygrajcie wszystko co się da nad Wisłą, a później ruszajcie za granicę. Tak jak postąpili ci, którym się udało - Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski.

Wobec braku klasycznej "10" selekcjoner Nawałka będzie skazany na wariant gry 1-4-5-1, z podwieszonym napastnikiem Arkadiuszem Milikiem, który uczestniczy w rozgrywaniu ataków, a nie tylko poluje na ich wykańczanie. Zresztą rozegranie i strzał Milika przyniosło nam najważniejszego gola na 1-0 w starciu z Gruzinami i to w momencie, gdy obraz gry nie był tak różowy, jak w doliczonym czasie, gdy "Lewy" strzelał gola za golem.

W miarę spokojnym można być o defensywę. Tym bardziej, że Michał Pazdan nie puka do drzwi pierwszego składu, tylko wali pięściami. Technicznie, taktycznie jest najlepszym naszym stoperem, a i motorycznie nie ustępuje Kamilowi Glikowi, czy Łukaszowi Szukale. Podstawowi stoperzy przewyższają go jedynie wzrostem, ale żaden z nich (szczególnie Szukała) nigdy nie będzie tak wprowadzał piłki do gry jak robi to Pazdan.

Grecy się starali jak mogli, by zmazać plamę po porażce z Wyspami Owczymi, ale na poważnie nie zagrozili naszej bramce. Gruzini mieli jeden strzał z dystansu w poprzeczkę. To niewiele. Z pewnością 4 września we Frankfurcie nasza defensywa będzie pod większą presją, ale nie jest powiedziane, że pęknie.

Czy nadaje się do niej Thiago Cionek? Na bok obrony nie bardzo - za mało atutów ofensywnych, za duże kłopoty techniczne, co zaskakuje wobec zawodnika grającego we Włoszech. Bardziej na środek, ale powinien być w kolejce do wyjściowego składu przynajmniej za Pazdanem, jeśli nie również za Jędrzejczykiem.

Na koniec warto postawić pytanie, czy dobrze się stało, że kapitanem kadry został Robert Lewandowski. Nikt nie kwestionuje tego, że "Lewy" jest naszym najlepszym piłkarzem, liderem kadry i stara się będąc na jej zgrupowaniach za dwóch. Problem jest inny - z naturalnych przyczyn as Bayernu jest najbardziej rozchwytywanym, zajętym sprawami pozaboiskowymi (spotkania sponsorski, akcje charytatywne itd.) piłkarzem spośród wszystkich Orłów. M.in. z tego powodu został zwolniony ze zgrupowania przed meczem z Grecją, a przecież kapitan powinien zawsze być z drużyną, choćby siedział na ławce, gdy szansę dostają zmiennicy.

Wiadomo, że Robert sam parł do tego, aby być kapitanem i nic dziwnego - prestiż, dodatkowy mir w drużynie i poza nią - idą w górę wraz z opaską. Czy aby nie wyjdzie z tego jednak próba łapania dziesięciu srok za ogon w tym samym momencie?

W czasach kapitanowania Błaszczykowskiego nie przypominam sobie sytuacji, by nie przyjechał na kadrę, jeśli występowała ona pod szyldem "reprezentacji A", a nie ligowej. Co więcej, stawiał się przy chłopakach, będąc nawet o kulach, jak podczas towarzyskiego meczu z Niemcami, w Moguncji, co niektórzy postrzegali mu za złe! Kuby-kapitana nie było na kadrze tylko wtedy, gdy miał poważną kontuzję.

Nie chodzi o porównywanie kto jest lepszym kapitanem, tylko o próbę znalezienia odpowiedź na pytanie: czy kapitan reprezentacji Polski, będąc zdrowym zawodnikiem, powinien zawsze brać udział (nie mylić z "grać") w jej oficjalnym meczu międzypaństwowym, czy nie?

Tymczasem u nas mało kogo to obchodzi. Zamiast tego mamy awanturę o to, że pół roku temu, kontraktując mecz z Grekami, powinniśmy przewidzieć, że lepiej go nie rozgrywać, bo spadniemy do niższego koszyka w eliminacjach MŚ 2018 roku.

Z Gdańska Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje