Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Cezary Kowalski: Brzęczek powinien dalej stawiać na młodych

Obojętne jak mówi się o klasie rywala drużyny Jerzego Brzęczka, wbiliśmy im pięć pięknych bramek i błyskawicznie powiedzieliśmy: do widzenia. Tak to właśnie powinno wyglądać w starciach ze słabszymi rywalami. Trudno było oczekiwać czegokolwiek więcej. A największe wrażenie zrobił fakt, że przez długi czas tak ładnie kleiła się gra, w której uczestniczyli młodzi zawodnicy.

Jakub Moder, który występował dopiero drugi raz w kadrze, spisywał się świetnie. Sebastian Walukiewicz, jeśli dalej będzie robić postępy we Włoszech, szybko zastąpi Kamila Glika, wymarzony debiut zaliczył także Michał Karbownik (asysta 19-latka). Nagle okazało się, że potrafi też bardzo dobrze grać w środku pola pomijany przez długi czas Karol Linetty.

Reklama

Środek pomocy to obecnie w polskiej piłce kopalnia bogactwa. O Linettym i Moderze wspominałem, ale przecież w życiowej formie jest Mateusz Klich, raczej prędzej niż później musi wrócić do wielkiego grania Grzegorz Krychowiak, tym razem nie grał Piotr Zieliński (a może w roli jokera będzie sprawdzał się najlepiej), za chwilę po kontuzji wróci Krystian Bielik, wspominany Karbownik, który znów zagrał na boku obrony to przecież docelowo raczej środkowy pomocnik. A jest jeszcze Sebastian Szymański, który niekoniecznie musi grać na skrzydle. No i Jacek Góralski do zadań specjalnych.

Trzeba jeszcze zadbać o skrzydła (świetny z Finlandią Kamil Grosicki musi mieć alternatywę) i naprawdę będziemy wyglądać okazale. Na tę pozycję do kadry nie puka, ale wręcz wali w drzwi 18-letni gracz Lecha Jakub Kamiński. Do roli przynajmniej zmiennika idealnie nadaje się Damian Kądzior. Wypada też dać wreszcie szansę znakomitemu na lewej obronie, ale także na skrzydle Tymoteuszowi Puchaczowi, który robi furorę i rośnie razem z Lechem w europejskich pucharach.

Ta drużyna zaczyna mieć perspektywę. Rok dobrej pracy, jaki pozostał do Euro i naturalny rozwój tych młodych graczy, którzy teraz tak dobrze się zapowiadają i możemy być w zupełnie innym miejscu niż jeszcze przed momentem, kiedy na reprezentację psioczyła cała Polska. Mecz z Finlandią pokazał, że zakonserwowanej personalnie drużynie, w której większość była pewna, że co by się nie działo, będzie grać, potrzeba jest rywalizacja. Kilka szczupaków wpuszczonych do stawu z leniwymi i spasionymi karpiami wprowadza pozytywny ferment. Grube ryby zaczynają po prostu mieć świadomość, że ich synekury w kadrze nie są na zawsze.

Ewidentnie złapaliśmy oddech. Mamy kapitał, wdzięczne tworzywo. Dawno takiego nie było. Nie potrzeba żadnej rewolucji, zmiany pokoleń, tylko płynnej ewolucyjnie wymiany kadr. Nawet jeśli w niedzielę dotkliwie przegramy w Włochami (choć wcale takiego scenariusza nie zakładam) to śmiałe i odważne posunięcia z tymi młodymi graczami powinny być przez Brzęczka kontynuowane. Tu już nie ma opcji cofnij. Dobry piłkarski rzeźbiarz jest w stanie stworzyć z tego dzieło sztuki. Teraz jednak sztuka w tym, aby tego kapitału nie... spieprzyć.

Cezary Kowalski

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Brzęczek | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje