Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Boniek: Musimy jeszcze bardziej nakręcać modę na Polaków

- W Ekstraklasie trzeba zatrudniać dobrych, a nie przeciętnych czy słabych obcokrajowców, bo oni nie pomogą nam w awansie do europejskich pucharów. Zamiast 20 zawodników po 250 tys. euro, lepiej sprowadzić czterech po milion euro. Wszystko zależy od strategii zarządzania kubem, co często u nas jest na bakier i to niestety widać jak na dłoni - alarmuje w rozmowie z Interią prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, który opowiada też o fenomenie Krzysztofa Piątka i o modzie na Polaków we Włoszech.

Michał Białoński, Interia: Piątek dobrze zaczął przygodę z Milanem. Przełamie niemoc występujących tam ostatnio napastników, na czele z Higuainem?

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: - Piątek poszedł do Milanu, bo go tam chcieli. Zarabia około 1,5-2 mln euro rocznie. Jest dobrym zawodnikiem. I o co ja mam się martwić?

Milan to znacznie mocniejszy klub niż Genoa. Poprzeczka idzie w górę.

- To jest zawsze wyzwanie, gdy idzie się do lepszego klubu, to musisz więcej z siebie wydobyć. Na pewno ma ku temu wszelkie predyspozycje: talent, a nade wszystko chłodną głowę. To nasz taki "Robocop". Cutrone jest dobrym piłkarzem, ale według mnie Piątek jest jeszcze lepszy. Jest typowym napastnikiem. Oczywiście, Milan musi rozwiązać kilka swoich problemów. Natomiast Piątek umie grać w piłkę bardzo dobrze i może tylko pomóc w ich rozwiązaniu. Wiadomo, że jak każdy napastnik, Piątek jest uzależniony od strzelania bramek. Jeśli będzie to robił regularnie, będzie przez wszystkich uwielbiany. Jeśli nie, będzie krytykowany. Ja mam nadzieję, że będzie je strzelał. Nie mam zamiaru martwić się na zapas. Jestem dobrej myśli, jeśli chodzi o Krzyśka.

Reklama

Wyobraża pan sobie, że najdroższy polski piłkarz wszech czasów nie będzie grał w reprezentacji?

- Jeśli tak się stanie, nie będzie to żaden problem. Znam wiele przypadków, w których znakomity zawodnik nie gra w swojej reprezentacji, bo na jego pozycji jest ktoś jeszcze lepszy.

- Gdyby dzisiaj Bayern wystawił na rynek Lewandowskiego, a Napoli Milika, to Piątek nie byłby najdroższym Polakiem. Uważam, że za Arka Włosi uzyskaliby 70 mln euro, a za "Lewego" Bayern - co najmniej sto milionów, mimo jego wieku 30 lat.

Walukiewicz, Żurkowski, a pewnie za moment Jagiełło - to następni młodzi Polacy złowieni przez Serie A. Czym pan tłumaczy modę na naszych rodaków? Obiegowa opinia głosi, że jesteśmy pracowici, a przy tym dosyć tani.

- Mogę panu powiedzieć, czym to tłumaczą Włosi. W ich oczach jesteśmy profesjonalistami pełną gębą. Do tego dochodzą argumenty o dobrym przygotowaniu i sile fizycznej, dobra mentalność. Zresztą, jak patrzę na Milika, Zielińskiego Linettego, Bereszyńskiego, czy Szczęsnego, to trudno się z tym nie zgodzić.

- Włosi dobrze wiedzą, że gdyby dzisiaj wystawili na rynek transferowy Milika i Zielińskiego, to podejrzewam, że pobiliby rekord Piątka, a obaj nie kosztowali Napoli zbyt dużo. W ten sposób zapanowała moda na Polaków. Włosi wiedzą, że naszych rodaków warto kupować. Polski piłkarz jest gwarancją jakości, a jeszcze można na nim dobrze zarobić. Widząc, że zapanował taki trend, wydaje mi się, że powinniśmy robić wszystko, aby go podtrzymać, bądź jeszcze bardziej nakręcać. Aczkolwiek jest jeden problem: skoro my widzimy, że z Ekstraklasy ciągle najlepsi wyjeżdżają, a my na ich miejsce sprowadzamy gorszych zawodników, to nasza piłka klubowa obniży swój poziom. To logiczne niemal jak prawa fizyki. Jeśli wyjeżdżających liderów nie zastępują piłkarze przynajmniej o zbliżonych umiejętnościach, to inaczej być nie może.

Nie brakuje głosów, że Serie A, poza czołową trójką, jest słaba, słabsza od Bundesligi. Taką opinię w programie "Prawda Futbolu" wygłosił Artur Wichniarek. Może to jest częściowe wyjaśnienie mody na Polaków we Włoszech?

- Ja powiem tak: Serie A i Bundesliga to zupełnie dwa inne światy. Za wyjątkiem Bayernu, który jest trochę z innej bajki, w Niemczech drużyny mają słabsze kadry. We Włoszech jest trzy razy trudniej grać, mają tam świetnych zawodników. Szanuję opinię Wichniarka, ale według mnie najtrudniejsze granie jest we Włoszech.

Pod jakim względem?

- Zaawansowania taktycznego zespołów, krycia, schematów defensywnych. Uważam, że tam gra się najciężej w Europie.

Ale Juventus jednak wygrywa co roku.

- On jednak nie gromi rywali tak jak Bayern czy Borussia w Niemczech. Wygrywa jedną, dwoma bramkami. Poza tym, jeśli we Włoszech jesteś dobrym piłkarzem, to zyskujesz wyjątkowy status społeczny. Traktują cię jak półboga, szanują przez całe życie. Według mnie porównanie przeciętnego zespołu włoskiego z niemieckim jest w ogóle nie na miejscu. Włosi są dużo lepsi.

Nie obawia się pan, że za chwilę, poza młodzieżowcami w naszej lidze nie będzie już Polaków? Wszystkich wykupią bogatsze ligi.

- Mnie to w ogóle nie może martwić, bo ja nie mam żadnego wpływu na politykę klubów. Zadaję otwarcie pytanie: "Jeżeli sprowadzamy do Polski obcokrajowców, to w jakim celu to robimy?".

W teorii, żeby byli liderami, a nie średniakami.

- Bierzemy ich po to, aby pomogli klubom wejść do europejskich pucharów?

W teorii tak.

- Jeżeli tak, to trzeba zatrudniać dobrych, a nie przeciętnych czy słabych, bo oni nie pomogą nam w awansie do europejskich pucharów i ostatnie pięć lat to pokazało. Według mnie, zamiast 20 zawodników po 250 tys. euro, lepiej sprowadzić czterech po milion euro. Wszystko zależy od strategii zarządzania kubem, co często u nas jest na bakier i to niestety widać jak na dłoni.

- Spójrzmy nawet na obecne okno transferowe. Najlepsi zawodnicy odchodzą, chociaż Walukiewicz i Żurkowski zostają jeszcze do czerwca. Kluby muszą zatrudniać na ich miejsce równie dobrych, inaczej poziom ligi się obniży.

Co się stało, że w Ekstraklasie młodzieżowiec postarzał się o rok?

- Działamy rozważnie i nie wstydzimy się dokonywać poprawek. Nikt nie ingeruje w naszą politykę. Przemyśleliśmy ten przepis i doszliśmy do wniosku, że piłkarze, którzy kończą wiek młodzieżowca w pierwszej lidze i w niższych, jeśli są dobrzy, mogą jeszcze przez rok występować w roli młodzieżowca w Ekstraklasie. W ten sposób tacy zawodnicy nie stanowią konkurencji dla innych, nie są podbierani przez kluby z niższych lig, bo w nich nie mogą występować.

- Poza tym, zawodnik młody, dobry, utalentowany, w wieku 22 lat jest trochę inny niż w wieku lat 20. Na dodatek jest to rocznik, który gra w reprezentacji do lat 21, więc nam też jest to na rękę. Reasumując, w Ekstraklasie młodzieżowcem będzie zawodnik, który na początku sezonu ma 21 lat, a na jego koniec ma 22 lata. Natomiast w Pro Junior System nie zmieniamy nic. Tam młodzieżowcami są nadal ci, którzy mają poniżej 21 lat.

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL