Reklama

Reklama

Potyczki Roberta Lewandowskiego z niemieckimi mediami

Na ogół otrzymuje wysokie noty i czyta o sobie peany. Gdy jednak powinie mu się noga, to dziennikarze doskonale wiedzą, co z tym zrobić. Robert Lewandowski od początku gry w Bundeslidze uodparniał się na krytykę mediów i ta umiejętność przydaje mu się do dziś. Oto co dziennikarze pisali o Lewandowskim, odkąd Polak zaczął grać Niemczech.

To był cios poniżej pasa! Po jednym ze słabszych meczów, jeszcze w Borussii Dortmund, Niemcy nie zostawili na Polaku suchej nitki.

"Lewy" zmarnował wówczas dwie doskonałe okazje, co skwapliwie wykorzystano do wbicia mu szpilki i to w niesmaczny sposób. W internecie pojawiło się nagranie, na którym osoba udająca polskiego napastnika nie potrafi trafić w budzik dłonią, do buzi szczoteczką do mycia zębów, wodą do kubka, a nawet kładąc się do łóżka.

Zresztą zobaczcie sami ten niewybredny żart:

Na początku pobytu w Niemczech Lewandowski szczególnie bolesne przejścia miał z bulwarówką "Bild".

Reklama

Po nieudanym meczu dziennikarze tej gazety wymyślili Polakowi przydomek "LewanDOOFski", gdzie "Doof" w języku potocznym znaczy po niemiecku... "głupek". Innym razem został nazwany LewanMOTZKIm. "Motzki" to bohater niemieckiego serialu o obywatelu NRD, który wiecznie był niezadowolony i wszystko krytykował.


"Bild" jednak potrafił też uderzyć się w pierś i gdy "Lewy" strzelił dwunastego gola w piętnastym meczu Borussii w sezonie 2011/2012, bulwarówka nazwała go "LewanTORski", gdzie "tor" to po niemiecku "gol".


W czasach słabszej gry, na każdym kroku uważać musiał nie tylko Lewandowski, ale także jego żona Anna.

Zawodnicy Bayernu Monachium co roku biorą udział w Oktoberfeście. Tym świętem żyje cała Bawaria, więc nie może na nim zabraknąć także przedstawicieli najpopularniejszego klubu w regionie.

Państwo Lewandowscy zjawili się w tradycyjnych strojach, a Anna na Instagramie opublikowała takie zdjęcie:

Na reakcję dziennikarzy nie trzeba było długo czekać. "Przynajmniej Pani Lewandowska ma wszystko pod kontrolą" - grzmiał nagłówek w "Bildzie". W taki sposób dziennikarze nawiązali do słabego występu Lewadowskiego i przegranej Bayernu w ostatniej kolejce z Herthą Berlin.

Niemieccy dziennikarze nie odpuszczali Lewandowskim nawet podczas ich podróży poślubnej.

Zaraz po ślubie para wybrała się na Seszele, ale wcześniej odwiedziła Watykan, gdzie spotkała się z papieżem Franciszkiem, który udzielił im błogosławieństwa.

Dziennikarze szydzili jednak, że powód wizyty "Lewego" w Watykanie był zupełnie inny.

"Lewandowski otrzymuje błogosławieństwo w drodze do Bayernu? Jeśli tak, to może o nie poprosić, ale najwcześniej od 2014 roku. Na tę chwilę Borussia zablokowała jego transfer do Bawarii" - napisał "Bild", bo cała sytuacja miała miejsce w momencie, gdy trwała saga z przenosinami Polaka z Dortmundu do Monachium.

Radość Lewandowskiego została zmącona także w dniu obrony jego pracy licencjackiej.

Polak studiował wychowanie fizyczne o specjalizacji trenersko-menedżerskiej. W 2017 r., dzień po awansie na mistrzostwa świata, "Lewy" bronił pracy o tytule: "RL 9, czyli droga do sławy".

Obiektem kpin stała się właśnie tematyka. Dziennikarz "Sueddeutsche Zeitung" nazwał Polaka "pionierem najnowszego nurtu naukowego" i zasugerował, że może być przykładem dla innych gwiazd światowego futbolu.

- Cristiano Ronaldo mógłby napisać pracę: "Estetyka męskiego ciała od antyku do czasów współczesnych", a menedżer Mino Raiola pochylić się nad tematem "Jakoś usług agentów piłkarskich" - napisał niemiecki dziennikarz.

Lewandowskiemu często obrywało się także za całą reprezentację Polski.

Gdy Polacy fatalnie spisali się na mundialu w Rosji, to właśnie na kapitana kadry spadała największa krytyka.

"Po tych mistrzostwach powinien cieszyć się, że ma ważny kontrakt z Bayernem do 2021 roku" - kpiła Bild w czasie, gdy głośno było o tym, że Lewandowski może opuścić klub z Monachium.

Zresztą wcześniej ta gazeta robił Polakowi przytyki również przy okazji inne transferowej sagi - przejścia z Borussii do Bayernu.

- Panie Lewandowski, pańska umowa o pracę w Dortmundzie jest ważna aż do lata 2014. Do tego czasu ma Pan przeklęty obowiązek wypełniać zobowiązania wobec pracodawcy - podobnie jak każdy inny pracobiorca - krzyczała bulwarówka.

Gdyby Lewandowski zaczął strzelać jak na zawołanie, to niemieccy dziennikarze skoncentrowali się na jego zawodowych planach.

Chodziło głównie o transfery, a szczególnie informacje związane z przeprowadzką do Realu Madryt.

"Ransport" wysilił się nawet na mema, który miał zobrazować romans Polaka z Hiszpanami.

Mem został zatytułowany "Mistrzowski plan Roberta Lewandowskiego", a kolejne obrazki donosiły:

1. Chcę do Realu, więc zmieniam menedżera.

2. Nie gram za dobrze, kibice są źli, a ja często narzekam.

3. W końcu zostaję w Bayernie.

4. W końcu zostaję w Bayernie.

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje