Reklama

Reklama

Pomieszanie mopa z racą, czyli ostry atak na Bońka

85 dni - tyle media wytrzymały bez krytyki rządów nowego prezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka. Co ciekawe, jako pierwszy ostrzału nie rozpoczął żaden sportowy publicysta, tylko polityczny.

W swym felietonie "Raca i mop" na wyborcza.pl, na celownik Zibiego wzięła Monika Olejnik. Osoba, której problemy polskiej piłki są tyleż obce, co dalekie. Czym Boniek podpadł? Ano tym, że wyciągnął rękę do kibiców, z których wielu już dawno wyjęto spod prawa.

Zarząd PZPN-u postanowił zawnioskować do Wydziału Dyscypliny i Komisji Ligi o uchylenie kar, jakie nałożyły na kibiców wielu klubów Ekstraklasy poprzednie władze polskiej piłki.

Boniek jest daleki od pobłażania stadionowym chuliganom. Podkreśla też, co wie każdy, kto regularnie odwiedza polskie stadiony, a nie tylko salony polityków: ponad 90 procent kibiców to spokojni, normalni fani. Prowodyrów wśród nich jest garstka, a nie jest rolą klubów, ani PZPN-u radzenie sobie z nimi.

Reklama

- Chuligan na stadionie to ten sam chuligan, co na ulicy, czy w innym miejscu - zwraca uwagę Boniek.

Darowanie starych przewinień, to znak dla kibiców, że idzie nowe, że w polskiej piłce panuje nie tylko zasada kija, ale i marchewki. Zibi dał sygnał kibicom: "My zrobiliśmy krok ustępstwa, teraz wy zróbcie dwa kroki w tył i tak osiągniemy consensus".

Trudno oczekiwać od nowego zarządu PZPN, by zaczął otwartą wojnę ze swą najwierniejszą klientelą. Polska piłka - ligowa, czy reprezentacyjna to rozrywka skierowana do kibiców, a nie do bankierów, czy polityków. Ci drudzy połajanki na PZPN stosowali jako temat zastępczy wobec problemów o wiele poważniejszych, z jakimi nie mogą poradzić sobie od lat.

Boniek w te niespełna 90 dni rządów zdążył PZPN poukładać na tyle, że bęben z napisem "je... PZPN", w który walili kibice i politycy, stał się bezużyteczny. Pani redaktor Monika Olejnik stara się go zastąpić tym z wizerunkiem Zibiego. Tylko dlatego, że zamiast budować  kolejny mur dzielący PZPN z kibicami, próbuje obalić ten stary, znaleźć nić porozumienia, a w efekcie rozwiązać problem.

Ze środowiskami kibicowskimi można się porozumieć. Najbardziej nienawidzące się grupy Lecha i Legii potrafią w rozumianej przez nich biedzie współpracować; ci z Poznania wpuszczają na swój stadion dwa tysiące tych z Warszawy i włos nikomu z głowy nie spada.

Redaktor Olejnik swój felieton na wyborcza.pl kończy zafrasowana: "Cały czas zastanawia mnie, dlaczego "Staruch" siedzi w areszcie. Jeżeli są twarde dowody, powinien stanąć przed sądem, a nie mieć wielokrotnie przedłużany areszt. Wygląda to na praktyki rodem z IV RP."

Niech pani sobie wyobrazi, że wszystkich kibiców w Polsce sprawa "Starucha" zastanawia tak samo jak to, że przed wejściami na niektóre stadiony - z uwagi na zbyt mało przepustowe kołowroty - czekają ponad godzinę, a część klubów apeluje do wojewodów o wydanie zakazu wpuszczania na mecze fanów drużyn przyjezdnych. Podobnych paranoi w polskiej piłce nie brakuje. Zarząd Bońka próbuje walczyć z nimi, więc nie rzucajmy mu kłód pod nogi, tylko pomagajmy, albo chociaż trzymajmy kciuki.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje