Reklama

Reklama

Polska - Węgry 4-2. 27 sierpnia 1939 roku nasi piłkarze pokonali wicemistrzów świata

Świat się kończył. Podczas upalnego sierpnia 1939 roku trudno było być optymistą, skoro nawet gazety radziły, jak zabezpieczyć żywność przed skutkami ataku gazowego, ale właśnie dlatego wyczekiwano każdej pozytywnej informacji. Była nią sensacyjna wygrana naszej piłkarskiej reprezentacji z Węgrami. 27 sierpnia 1939 roku pokonała wicemistrzów świata 4-2.

Adolf Hitler parł do wojny. Nie po to wydał prawie 24 mld dolarów na zbrojenia tylko w latach 1935-1939, czyli dwukrotnie więcej od Francji, Anglii i Polski łącznie, żeby zadowolić się przyłączeniem Austrii, części Czechosłowacji czy Gdańska.

Los Polski był przesądzony

Reklama

Hitler obawiał się, jak na atak Niemiec na Polskę zareaguje Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Anglia i Francja chciały wykorzystać radzieckiego dyktatora - Józefa Stalina, żeby szachować Niemcy, ale mogły zaoferować mu tylko szansę na pokój w Europie, a Stalin chciał podbojów. Dlatego, gdy III Rzesza zgodziła się oddać mu m.in. połowę Polski, sprawy potoczyły się bardzo szybko.

22 sierpnia Hitler miał już porozumienie ze Stalinem, które po dopracowaniu podpisano dzień później, a do historii przeszło jako pakt Ribbentrop-Mołotow. Atak na Polskę był więc przesądzony.

Polacy z nadzieją czytali w gazetach wypowiedzi europejskich polityków, że dadzą odpór III Rzeszy, ale niemieckich prowokacji na granicach z każdym dniem przybywało i rósł strach, że to rzeczywiście ostatnie dni pokoju.

Gazety podpowiadały gospodyniom, ile i jakiej żywności trzeba przygotować na wypadek wojny, a nawet jak zabezpieczyć ją przed skutkami ataku gazowego. W większych miastach kopano rowy przeciwlotnicze, a krakowski "Czas" informował, że: "Zarząd miejski uruchomił sprzedaż artykułów i materiałów potrzebnych do samoobrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej".

W takich okolicznościach nasi piłkarze mieli rozegrać towarzyski mecz z Węgrami.

Trzeba było mieć odwagę. Węgrzy mieli

Sytuacja w końcówce sierpnia 1939 roku była napięta nie tylko na polsko-niemieckim pograniczu. Wybuchu wojny spodziewano się w każdej chwili, więc w całej Europie odwoływano imprezy sportowe. W tych pełnych grozy dniach trzeba było mieć odwagę, żeby przylecieć do Warszawy na mecz. Węgrzy ją mieli i nie chcieli zawieźć "bratanków".

Fenomen przyjaźni polsko-węgierskiej próbuje zbadać kolejne pokolenie historyków i socjologów i nie jest to wcale proste zadanie, bo przynajmniej w teorii, więcej nas dzieli niż łączy. Mimo tego nie ma w historii wielu przykładów równie przyjaznych relacji dwóch narodów, które sięgałyby czasów średniowiecza.

Nawet wtedy, gdy Węgry były sojusznikiem III Rzeszy, ich premier Pal Teleki ostro odrzucił żądanie Hitlera udziału w ataku na Polskę. - Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę - odpisał Hitlerowi w lipcu 1939 roku na pytanie o możliwość inwazji na nasz kraj także z terytorium Węgier. Czytając list Telekiego, dyktator miał dostać ataku furii.

Reprezentacja Węgier nie zawiodła i choć bez trzech zawodników, o których upomniała się armia, stawiła się w Warszawie, żeby rozegrać ostatni mecz przed wybuchem najstraszniejszej z wojen.

Od 0-2 do 4-2! Wilimowski grał jak z nut

Kto faworytem? Najlepszą odpowiedzią jest tytuł "Przeglądu Sportowego" z 24 sierpnia 1939 roku: "Bez szans, ale z wolą walki". Węgrzy byli wówczas wicemistrzami świata, a Gyorgy Sarosi i Gyula Zsengeller strzelili na mundialu po pięć goli i w klasyfikacji najlepszych strzelców wyprzedził ich tylko legendarny Leonidas.

Nasz zespół wiedział, jak zniwelować atuty rywali. Przez tygodnie przygotowywał się do sezonu pod okiem Aleksa Jamesa, gwiazdy londyńskiego Arsenalu. Szkot przyjechał do Polski na zaproszenie PZPN-u, żeby pomóc ówczesnemu trenerowi kadry Józefowi Kałuży.

Węgrzy dopiero rozpoczynali przygotowania do sezonu, ale liczyli, że ich umiejętności techniczne wezmą górę nad wybieganiem Polaków. Właśnie tak wyglądał początek meczu na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie.

W 14. minucie straciliśmy pierwszego gola, a w 30. drugiego. Zanosiło się na lanie, tymczasem 20 tysięcy widzów zobaczyło nieoczekiwany zwrot akcji. "W drużynę naszą, grającą w pierwszej pół godzinie o klasę słabiej niż przeciwnik, wlazł raptem jakiś bies" - relacjonował "Przegląd Sportowy".

"Biało-Czerwoni" ostro ruszyli do ataku i już trzy minuty później Ernest Wilimowski strzelił kontaktowego gola (tutaj znajdziesz więcej o Wilimowskim). "Ezi" grał jak z nut. Ustrzelił hat-tricka i wywalczył rzut karny, który na gola zamienił Leonard Piątek i nasz zespół sensacyjnie wygrał 4-2. Kibice wbiegli na boisko i nosili na rękach swoich bohaterów.

Ostatni mecz przed wojną

W zgodnej opinii sukces był wynikiem świetnej postawy "Biało-Czerwonych", systemu gry wprowadzonego przez Jamesa i faktem, że Węgrzy nie zdążyli przygotować się jeszcze do nowego sezonu.

Węgrzy mieli pretensje do fińskiego sędziego Esko Pekonena i twierdzili, że sprawiedliwy byłby remis 3-3. Mieli za złe arbitrowi, że w końcówce nie uznał im gola (spalony), a wcześniej podyktował "jedenastkę" dla Polski za zagranie ręką, które nawet zdaniem "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" było wątpliwe.

Kontrowersje na boisku nie mogły jednak zachwiać polsko-węgierską przyjaźnią. Umacniano ją na pomeczowym bankiecie w pałacu Kronenberga, ale nawet podczas niego nie dało się zapomnieć o groźbie wojny. Prezes PZPN pułkownik Kazimierz Glabisz przypomniał, że to właśnie z Węgrami nasza reprezentacja rozegrała pierwszy mecz i dodał: "Kto wie, czy dzisiejszy nie jest ostatni przed wojną".

Tak też się stało. Zaplanowane na kolejną niedzielę spotkanie z Bułgarią nie doszło do skutku, bo w piątek wojska Hitlera napadły na Polskę. Wojna była katastrofą także dla polskiej piłki. W latach 20. i 30. ścigaliśmy świat, ale przez nią na piłkarskie sukcesy trzeba było czekać aż do lat 70.

Polska - Węgry 4-2 (1-2)

Bramki:
0-1 Gyula Zsellenger (14.)
0-2 Szandor Adam (30.)
1-2 Ernest Wilimowski (33.)
2-2 Ernest Wilimowski (64.)
3-2 Leonard Piątek (75. z karnego)
4-2 Ernest Wilimowski (76.)

Polska: Adolf Krzyk - Edmund Giemsa, Władysław Szczepaniak, Wilhelm Góra, Ewald Jabłoński, Ewald Dytko, Henryk Jaźnicki (31. Stanisław Baran), Leonard Piątek, Ewald Cebula, Ernest Wilimowski, Paweł Cyganek.

Węgry: Ferenc Sziklai - Karoly Kiss, Sandor Biro, Antal Szalai, Jozsef Turai, Janosz Dudas, Szandor Adam, Gyorgy Sarosi, Gyula Zsellenger, Geza Toldi, Janosz Gyetvai.

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama