Reklama

Reklama

Polska - Ukraina 2-0. Pięć wniosków po meczu

Bardzo pozytywny występ reprezentacyjnej młodzieży, przełamanie się Krzysztofa Piątka i czyste konto Łukasza Skorupskiego – to najważniejsze wydarzenia towarzyskiego spotkania z Ukrainą, w którym Polacy zwyciężyli 2-0. Oto pięć wniosków Sebastiana Staszewskiego po środowym meczu.

1. Skorupski w wysokiej formie

Reklama

- W bramce zobaczyliśmy Łukasza Skorupskiego, dla którego był to pierwszy mecz w kadrze od dwóch lat (po raz ostatni w koszulce reprezentacji zagrał 15 listopada 2018 roku, gdy przegraliśmy z Czechami). I w środę golkiper Bolonii potwierdził, że warto mu ufać. To w ogromnej mierze dzięki niemu Ukraińcy nie strzelili gola. O ile przy rzucie karnym Andrija Jarmołenki pomógł mu sam strzelec, który trafił w słupek, o tyle w pozostałych sytuacjach pochodzący z Zabrza bramkarz pokazał klasę. Łukasz wysłał Jerzemu Brzęczkowi jasny sygnał, że jest gotowy na wyjazd na Euro. 

 2. Jak zagrała młodzież?

 - W podstawowym składzie reprezentacji mieliśmy czterech zawodników, którzy w biało-czerwonych barwach dopiero zbierają szlify. To debiutanci Robert Gumny i Przemysław Płacheta, a także Paweł Bochniewicz (drugi mecz w kadrze) i Sebastian Walukiewicz (trzecie spotkanie). W pierwszej połowie najwięcej zamieszania narobił Bochniewicz, ale obrońca Heerenveen nie ma się czym chwalić, bo w 10. min sprokurował rzut karny. Pozostali zawodnicy raczej nie zawiedli. Płacheta walczył i biegał za dwóch. Dodatkowo najpierw golkiper gości musiał napocić się po jego strzale w 25. min., a w drugiej połowie skrzydłowy Norwich City uczestniczył przy golu Jakuba Modera. Większych błędów nie popełnił Gumny, a Walukiewicz po raz kolejny potwierdził ogromny potencjał, grając równie dobry mecz, jak w październiku z Włochami (choć nie ustrzegł się sporego błędu, bo w 75. min to po jego stracie przy wyprowadzeniu piłkarze Andrija Szewczenki mogli zdobyć bramkę).

Po przerwie na murawie zameldował się Kamil Jóźwiak. Po jego indywidualnej akcji żółtą kartkę zobaczył Ihor Charatin. Jego poczynania przyćmił jednak Jakub Moder, który na boisko wszedł w 63. min, a chwilę później trafił w słupek, a następnie sam dobił piłkę, zdobywając drugiego gola. W środę selekcjoner Jerzy Brzęczek może być więc z z naszej młodzieży bardzo zadowolony.

3. Zieliński wraca do formy

- Piotr Zieliński wrócił po przerwie spowodowanej koronawirusem. W październiku, pod nieobecność piłkarza Napoli, w środku pola bardzo dobrze prezentowali się Jakub Moder i Karol Linetty. W meczu z Ukrainą 26-latek zagrał więc z dodatkową presją i... nie zawiódł. Popisał się także nietypową asystą, gdy sprytnie przyjął piłkę, zasłonił ją przed Andrijem Łuninem i dokładnie dograł Krzysztofowi Piątkowi.

Choć 45 minut to za mało, aby wyciągać daleko idące wnioski, to można już stwierdzić, że Zieliński wraca do formy fizycznej i piłkarskiej, a to świetna wiadomość przed kolejnymi meczami.

4. Piątek z golem, Milik z minutami

- Minuty, które otrzymali Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek, są bezcenne. W pierwszej połowie obaj próbowali współpracować. Tak jak w 18. min, gdy duet ruszył na połowę Ukrainy, ale uderzenie Piątka zostało zablokowane. Również kilka chwil później Milik i Piątek spróbowali zaskoczyć rywali dwójkową akcją, ale uderzenie snajpera Napoli spokojnie wyłapał Andrij Łunin. To nie Milik, a właśnie Łunin popracował nad bramką, którą w 40. min zdobył snajper Herthy Berlin. 25-latek może być mu wdzięczny, bo dzięki fatalnemu błędowi kolejny raz w ostatnich dniach trafił do siatki. Po Miliku natomiast widać brak rytmu meczowego. I chociaż 61 rozegranych minut na pewno nie było najgorszymi w jego karierze, to trudno też powiedzieć, że napastnik zaprezentował nam jakość, którą ma.

5. Wyniki budują pewność

- W postawie polskich piłkarzy widać było dużą pewność siebie. To efekt ostatnich zwycięstw z Bośnią i Hercegowiną oraz Finlandią, a także remisu z Włochami. Choć przeciwko Ukrainie zagraliśmy w drugim garniturze (łamanym na trzeci), to zmiennicy największych gwiazd naszej reprezentacji nawet przez moment nie dali po sobie poznać, że czują się gorsi, niż ich bardziej doświadczeni koledzy. Odwaga, mobilność, ambicja, waleczność i zaangażowanie - tym wszystkim popisywali się w Chorzowie Polacy. I choć był to tylko mecz towarzyski, to należy to docenić.

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje