Reklama

Reklama

Polska - Szkocja, czyli jak grą w piłkę odstraszać kibiców

Mecz towarzyski ze Szkocją (0-1) pokazał, że nie trzeba zakazów stadionowych. Czasem beznadziejną grą piłkarze potrafią skutecznie odstraszyć fanów od przychodzenia na mecze.

Sam wynik mnie nie zmartwił. Przyzwyczaiłem się, że Czarnogóry, Słowacje i Szkocje zrobiły się dla nas za mocne. Przygnębiająca była jednak postawa "Biało-czerwonych", a także mina i bezradność w głosie selekcjonera Adama Nawałki. Jeszcze niedawno tryskał optymizmem i entuzjazmem. Miał nimi zarazić piłkarzy, dotrzeć do ich mentalności, a także wprowadzić dyscyplinę, która odmieni kadrę. Na razie poprawy nie widać.

Znowu jedynymi powodami do dumy polskiej piłki są Stadion Narodowy i tłumnie odwiedzający go kibice. Widząc ich wracających do domu, zziębniętych, rozczarowanych, człowiek chciałby wyczarować im choć jeden mecz kadry, który mogliby wspominać przez lata. Jak Wembley 1973, RFN 1974, Hiszpanię 1982, czy Barcelonę 1992.

Reklama

Przez całą noc we wszystkich kierunkach kraju ciągnęły się sznurki samochodów z biało-czerwonymi barwami w środku. Na trasie E-7 rejestracje informowały, skąd przybyli fani reprezentacji: Jasło, Krosno, Sanok, Rzeszów, Tarnów, Kraków. Ponad 40 tys. ludzi nie szczędziło czasu, ani pieniędzy, by zobaczyć Orłów. Jaki obraz zobaczyli? Bohomaz. Gdyby tak często jak nasi piłkarze mylili się aktorzy w teatrze, widzowie żądaliby pewnie zwrotu pieniędzy.

Nie chodzi o brak zwycięstwa, bo tego w sporcie nikt nie zagwarantuje. Nawet Hiszpania nie zawsze wygrywa. Ale tym 40 tysiącom na Narodowym i milionom przed telewizorami, należała się chociaż namiastka dobrego widowiska. Która akcja Polaków była widowiskowa, w którym momencie tego meczu pokazaliśmy, że może nie umiemy za dobrze, ale chociaż lubimy grać w piłkę i to zajęcie nas cieszy? Chyba takiego nie było.

Mecz towarzyski zaczynamy w takich nerwach, stremowani, schowani, że po 15 minutach meczu z przeciętną Szkocją rzadko kiedy wąchamy piłkę (36 do 64 procent na korzyść rywala).

Jeśli chodzi o postawę poszczególnych aktorów tego marnego spektaklu, dla mnie nie było odkrywania Ameryki. Od dawna jest jasne, że na pozycji ofensywnego pomocnika lepszego od Ludovica Obraniaka nie mamy. Gdyby celowniki Glika, Milika i Piszczka były lepiej nastawione, Ludo mógł mieć ze trzy asysty. Ale Obraniak nie wszystkim się spodobał. Usłyszałem eksperta, który zamiast zwrócić uwagę na dobre podania i dośrodkowania Obraniaka, podkreślił, że Ludo jako jedyny nie śpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Można to z przekąsem podsumować w ten sposób: jaka piłkarska krytyka, taka i reprezentacja. Najpierw zarzucano Ludovikowi zaległości w nauce polskiego, a teraz musi się nauczyć jeszcze ładnie śpiewać.

Wracając do cenzurek, odkryciem nie było dla mnie także to, że Waldemar Sobota i Sławomir Peszko grają teraz słabiej, niż w momencie, w którym wyjeżdżali z Polski. Na początku sezonu Sobota był perełką, zwodził po dwóch-trzech rywali z FC Brugge. Teraz? 10 prób dryblingu, 10 przegranych.

W Lechu i w pierwszych miesiącach po wyjeździe do Kolonii, "Peszkin" miał przyspieszenie, szybkość. W reprezentacji Franz Smuda wstawiał go od pierwszych minut, jak choćby w meczu z Niemcami. Sławek wyglądał wówczas jak pies zerwany z łańcucha - "gaz", z piłką biegł szybciej niż Niemcy bez niej. Dzięki temu aż trzy razy wychodził sam na bramkę Tima Wiese. Teraz nie jest w stanie sobie poradzić z o klasę słabszymi defensorami Szkocji. Jedna akcja z zejściem do środka i rozegraniem klepki z Obraniakiem to za mało jak na rasowego skrzydłowego.

- Pozostaje wiara w to, że czas, który pozostał do rozpoczęcia eliminacji wykorzystamy optymalnie - mówi selekcjoner Nawałka.

Teoretycznie czasu jest dużo - 184 dni do pierwszego meczu o stawkę. Tak naprawdę sprowadzi się on jednak do dwóch zaledwie konsultacji, z których pierwsza (13 maja, mecz z Niemcami) jest poza terminem FIFA i może się okazać, że zagramy w składzie dalekim od optymalnego. Później zostanie nam tylko czerwcowa potyczka z Litwinami, a w jakim nastroju do gry w piłkę są nasi piłkarze po sezonie, tuż przed wakacjami, pokazał chociażby mecz z Hiszpanią (0-6).

Tym bardziej szkoda, że Adam Nawałka - zamiast od początku zgrywać wyjściowy, najsilniejszy skład, za dużo czasu poświęcił na selekcję negatywną, np. rozwiewanie złudzeń, że Marcin Kamiński może być stoperem pierwszego wyboru.

Tymczasem podstawą silnej reprezentacji musi być solidna defensywa. Jędrzejczyk - Kamiński przeciw Słowacji (0-2), Kowalczyk - Szukała przeciw Irlandii (0-0), a przeciw Szkotom trener Nawałka po raz pierwszy postawił na parę stoperów Szukała - Glik. Przy takich rotacjach blok obronny nigdy nie będzie zgrany, nie zyska automatyzmów. Dla Szkotów przejście naszej pierwszej linii było bułką z masłem. Leciutkie prostopadłe podanie piłki obok Glika, czy Szukały zamieniało naszą defensywę w ser szwajcarski.

Trener Nawałka zaskoczył wszystkim stylem wprowadzania zmian. Na pierwszą zdecydował się dopiero w 74. min (Gordon Strachan zdążył wpuścić już trzech nowych piłkarzy) i zdjął Obraniaka, który jako jedyny kreował sytuacje. Worek ze zmianami rozwiązał się na dobre w dwóch ostatnich minutach, gdy próbowaliśmy wyrównać. Szkoleniowiec tłumaczył to brakiem sił u schodzących zawodników. Jeśli oddychamy rękawami w meczu prowadzonym w słabym tempie, rozgrywanym w chłodzie, to co będzie, gdy wystąpimy przy upalnej aurze, a rywal narzuci szybszą grę!?  

Jakoś trudno wyobrazić sobie scenariusz, że po sparingach z Niemcami i Litwinami, po powrocie Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, ten koszmar zamieni się w kolorowy sen. Całe szczęście, że walkę o Euro 2016 zaczynamy z Gibraltarem.

- Uwierz mi, że w skali świata nawet polskie kino jest na dużo wyższym poziomie niż piłka - przekonywał mnie jeden z kolegów po fachu. Powoli zaczynam mu wierzyć. Ciągle wierzę też, że reżyser Nawałka do września z naszej kadry przygotuje produkcję na międzynarodowym poziomie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne