Reklama

Reklama

Polska - Słowenia 3-2. Zbigniew Boniek o stanie murawy na PGE Narodowym

Piłkarze ślizgali się na PGE Narodowym do tego stopnia, że eksperci żartowali, iż jesteśmy świadkami przedwczesnego otwarcia ślizgawki na Narodowym. - W listopadzie na PGE Narodowym takie warunki są nieuniknione - powiedział Interii prezes PZPN-u Zbigniew Boniek.

- Zacznijmy od tego, że stadion PGE Narodowy nie jest typowym stadionem, gdyż nie ma zainstalowanej na stałe murawy z prawdziwego zdarzenia. Jest bardziej areną widowisko-sportową, na której odbywają się różne imprezy, niekoniecznie sportowe. Właśnie instalowane jest na nim bardzo fajne lodowisko. Z tego powodu murawa na nasze mecze jest zakładana dwa-trzy dni przed spotkaniem i nie ma szans na ukorzenienie się do podłoża. Na dodatek w listopadzie, poza okresem wegetacji, trawa natychmiast gnije i staje się śliska. Natomiast panie redaktorze właśnie na niej Robert Lewandowski przeprowadził najlepszą akcję, jaką ten stadion widział - podkreśla Zbigniew Boniek.

Reklama

Dodał, że dla utwardzenia gnijącej trawy posypano ją piaskiem, co jeszcze bardziej pogorszyło grę i oglądanie widowiska.

- Pamiętajmy, że spółka zarządzająca stadionem musi na siebie zarabiać, nie jest dotowana, jak w przypadków muzeów czy teatrów, stąd stara się zorganizować jak najwięcej eventów. Dwa dni po meczu piłkarskim powstaje lodowisko, innym razem jest żużel. W przyszłym roku, w maju chcielibyśmy na Narodowym zagrać sprawdzian generalny przed Euro 2020, ale się nie da, bo zachodzi konflikt z Grand Prix Polski na żużlu, przez które nie da się przygotować murawy - dodaje prezes PZPN.

Podkreśla też, że już raz żużel miał kłopot na Narodowym.

- W 2012 r. podczas Grand Prix napęczniał tor i imprezę zakończono po 12 biegach - wspomina Boniek, który jest też wielkim fanem żużla.

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL