Reklama

Reklama

Polska - Słowenia 3-2 w el. Euro 2020. Czego dowiedzieliśmy się po meczu?

Jerzy Brzęczek jest jak ojciec, którego niektóre dzieci jednak zawodzą. Na wysokości zadania nie stanęli też kibice, o murawie nie wspominając. O to 5 rzeczy, który dowiedzieliśmy się po spotkaniu Polska - Słowenia.


Reklama

1. Było życie bez Glika. Kilka dni temu ofensywa była sprawdzana bez Lewandowskiego, a teraz defensywa musiała radzić sobie bez swojego lidera. Kamil Glik zszedł na samym początku spotkania, a jak bez niego wygląda obrona, widzieliśmy podczas mundialu. Tym razem tak źle aż nie było, bo Artur Jędrzejczyk stanął na wysokości zadania. Tyle tylko, że rywal nie był z najwyższej półki . 

2. Jest chemia. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy między piłkarzami a trenerem Jerzym Brzęczkiem jest chemia, niech jeszcze raz obejrzy moment, gdy Kamil Glik musiał zejść z boiska. Szkoleniowiec pocieszał go jak syna, poklepywał, niemal przytulił. Jeśli tylko z wszystkimi selekcjoner żyje tak dobrze, to o atmosferę w szatni nie powinniśmy się martwić.

3. Problemy z bokami pomocy. Naszą piętą achillesową ciągle są boki obrony. Emerytowany już reprezentant Polski Łukasz Piszczek na tej pozycji poradził sobie zdecydowanie lepiej niż Arkadiusz Reca, na którym kadra ma być budowana na lata. Przy golu dla Słoweńców piłkarz Atalanty Bergamo dał się straszliwie ograć.

4. Katastrofalna murawa. Do pięknego stadionu i nieźle grającej drużyny pasuje jak pięść do nosa. Piłka skacze, piłkarze ślizgają się, a nawet wywracają. To wstyd, że do miesięcy nikt nie jest w stanie nic zrobić z trawą na Stadionie Narodowym.

5. Kibice do poprawki. Zabrakło atmosfery święta. Doping był rzadki i słabo zorganizowany. Choć akurat Łukasz Piszczek z pożegnania mógł być zadowolony. Przydałoby się jednak, żeby kibice tak samo wspierali wszystkich reprezentantów Polski.

Z Warszawy Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje