Reklama

Reklama

Polska - Słowenia 3-2. Lewandowski: Mamy dużo niewykorzystanego potencjału

W pierwszej połowie grał nieźle, ale w drugiej dał już popis godny czołowego piłkarza świata. Robert Lewandowski zdobył bramkę, wypracował kolejną i wraz z kolegami przypieczętował awans do mistrzostw Europy. - Wiemy nad czym pracować, by w finałach Euro 2020 prezentować się jeszcze lepiej - podkreśla kapitan reprezentacji Polski, który w meczu ze Słowenią sentymentalnie pożegnał Łukasza Piszczka.

Eliminacje Euro 2020: sprawdź wyniki i tabelę "polskiej" grupy

- Zdecydowanie zasłużyliśmy na zwycięstwo, choć szkoda tych straconych dwóch bramek, ale to pokazuje nad czym trzeba pracować. Z drugiej strony, strzeliliśmy trzy gole, a spokojnie mogliśmy jeszcze jednego czy dwa więcej - analizował na gorąco Lewandowski.

- Poprawnie operowaliśmy piłką i to pokazuje, że w tym względzie mamy dużo niewykorzystanego potencjału. Czasami, jak przyspieszyliśmy grę i zmienialiśmy stronę, to otwierały się wolne sektory i dało się coś stworzyć - dodaje.

Reklama

Kapitan reprezentacji Polski jest także jednym z jej największych krytyków. Tym razem Lewandowski zwrócił uwagę na błędy w ustawieniu.

- Czasem nie trzymaliśmy pozycji, przez to Słoweńcy mieli więcej miejsca i próbowali grać jeden na jeden. Dobrze, że wiemy nad czym pracować, by w finałach ME prezentować się jeszcze lepiej - podkreśla.

Lewandowski we wtorkowy wieczór znów był głównym aktorem widowiska. O ile w pierwszej połowie nie grał wybitnie, to po przerwie niemal sam rozprawił się z rywalami. 

Najpierw, po pięknej akcji zdobył bramkę, ale kto wie, czy ładniejsze nie było dogranie do Kamila Grosickiego, po którym Jacek Góralski strzelił zwycięskiego gola.

- To podstawowa zasada - jak nie masz nikogo na "krótkim" słupku, to musisz szukać "długiego" i tam zawsze ktoś musi być, by zagrać piłkę. Kamil super podał do "Górala" i mieliśmy okazję - opowiada "Lewy".

- Czasem brakuje nam właśnie podejmowania decyzji. Nie robimy tego w 100 proc. przekonani, że to wyjdzie i czasami ten moment zawahania powoduje, że nie stwarzamy sytuacji - dodaje kapitan.

Spotkanie ze Słowenią było też pożegnalnym meczem Łukasza Piszczka, kolegi Lewandowskiego z reprezentacji Polski oraz Borussii Dortmund. Piszczek rozegrał pożegnalne 45 minut, a następnie zszedł przy owacji na stojąco całego stadionu.

- Przed pierwszym gwizdkiem Łukasz otrzymał paterę... To są momenty, że człowiek powstrzymuje się przed wzruszeniem, a zaraz przecież jest mecz i trochę nie wypada... Warto się skupić najbardziej na meczu, ale to emocje, które w środku próbujemy stłamsić. Z jednej strony to smutny moment, ale z drugiej piękny, bo coś się kończy, ale też coś zaczyna. Należy podziękować Łukaszowi za to, co dał nam w reprezentacji. A dał wiedzę i umiejętności piłkarskie. Teraz należy życzyć mu powodzenia na nowej drodze, ale już bez kadry - mówi Lewandowski.

Z Warszawy Piotr Jawor


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL