Reklama

Reklama

Polska - Rumunia. Lewandowski: Otwórzmy autostradę na mundial!

- Dla nas Rumunia to arcyważny mecz w kontekście całych eliminacji. Przy dobrym wyniku możemy zrobić milowy krok do przodu - powiedział przed sobotnim starciem w walce o wyjazd na MŚ kapitan Polaków Robert Lewandowski. Mecz Polska - Rumunia już w sobotę o godz. 20:45 na PGE Narodowym w Warszawie. "Lewy" ujawnił też, komu i dlaczego kibicował na finiszu Ekstraklasy. Wywołał śmiech Michała Pazdana.

- Jeśli zwyciężymy z Rumunią będziemy w bardzo dobrej sytuacji. Wyjedziemy na autostradę, na której można się rozpędzić. Ale nie wygraliśmy jeszcze, więc myślenie "co będzie gdy" odłóżmy na bok. Najpierw wygrajmy, a później gdybajmy - apeluje Lewandowski.

"Lewy" nie wiedział nawet, że piłkarze Bundesligi wybrali go wczoraj na najlepszego piłkarza tej ligi.

- Tytuł najlepszego zawodnika Bundesligi? Pierwsze słyszę o nim, nie wiem nawet kiedy został przyznany, jeśli tak jest, to bardzo się cieszę - odparł nasz kapitan.

Nie krył, że porażki w walce o tytuł króla strzelców ligi niemieckiej i o Puchar Niemiec, wywołały w nim złość. 

Reklama

- To jest sport, każdy chce wygrywać, ale się nie udało. Na szczęście trochę czasu minęło, teraz dla mnie liczy się to, co jest na reprezentacji, a to zupełnie inna rzecz. Był czas na złapanie oddechu. To, co było w klubie poszło w niepamięć. Może po meczach była złość i niedosyt, ale teraz już o tym nie ma mowy. Przed nami ostatni mecz w sezonie i chcemy go zakończyć zwycięsko - tłumaczy Robert.

Zaskoczył nawet siedzącego obok niego Michała Pazdana informacją, że oglądał ostatnią kolejkę Lotto Ekstraklasy.

- W walce o mistrzostwo Polski, a oglądałem całą kolejkę 37., patrzyłem na to, kto ma szansę coś zdziałać w pucharach. Wyszło mi, że to Legia może najwięcej zrobić. Nie oszukujmy się, taka jest prawda - Legia ma szansę na grę w Lidze Mistrzów, pokazała to w tym sezonie. A ta Liga Mistrzów dla polskiej piłki jest najważniejsza. Mogłem też trzymać kciuki za Lecha Poznań, ale byłem po stronie drużyny, która ma większe szanse na zawojowanie Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Mam nadzieję, że Lech też awansuje do Ligi Europy, ale to Liga Mistrzów jest najważniejsza - powtarzał "Lewy".

Kapitan Orłów nie boi się gry zespołu pod presją.

- Presja w piłce jest na porządku dziennym, a Rumuni są drużyną, która będzie na pewno walczyła, grała agresywnie. Dlatego musimy uważać, żeby nie podpalać się, nie wdawać się w wymianę ciosów, czy bezwzględną walkę. Skupmy się na grze w piłkę. W tamtym meczu dużo się działo, nie tylko na trybunach Teraz gramy u siebie, więc możemy być spokojni, że na trybunach nic wielkiego się nie stanie. 

- Musimy też grać mądrze, nie popełniać głupich błędów. Wiadomo, że Rumuni nie mają nic do stracenia. Dlatego skupmy się na sobie, żeby oni nie pomyśleli, że coś mogą zdziałać u nas.

- Musimy się przyzwyczajać, że coraz częściej będziemy wychodzić na boisko z takim przekonaniem, że od nas się wymaga zwycięstw, dobrej gry niezależnie od tego czy gramy z teoretycznie słabszą czy lepszą drużyną, niezależnie od zdobyczy punktowej, jaką mamy na koncie. Musimy ustabilizować formę - apeluje Robert.    

Zapytany o to, czy lepiej się przygotować do takiego starcia jak to sobotnie, będąc w rytmie meczowym, niejako z marszu, czy mając za sobą krótki urlop, jaki miał "Lewy" i zawodnicy z lig zagranicznych, które zakończyły rozgrywki dwa tygodnie wcześniej niż polska Ekstraklasa.

- Każdy lubi co innego. Mi nie przeszkadza to, że miałem krótki odpoczynek. O moją formę jestem spokojny, o przygotowanie tak samo. Dla kolegów takich jak Michał Pazdan, granie o tydzień dłużej też nie jest kłopotem, bo są w rytmie. Dwa lata temu była podobna sytuacja. Wiemy, co zrobić, żeby się jak najlepiej przygotować do tego spotkania. Czasem chłodna głowa i spokojne podejście jest ważniejsze niż chcieć aż za bardzo - porównywał Lewandowski.

"Lewy" mówił też o kluczowym znaczeniu mentalności zwycięzcy.

- Polska mentalność nie jest jeszcze na takim poziomie, że jak się wygrywa, to jest coraz łatwiej z meczu na mecz. Dlatego trzeba stąpać po ziemi, z głową trzymaną nisko, bo po jednym zwycięstwie od razu robią z nas mistrzów świata, a jak przegramy, to jazda w drugą stronę. To może być trudniejszy mecz niż ten pierwszy w Bukareszcie - uważa.

Czy w kontekście do wspomnień z ostatnich meczów na PGE Narodowym nie ma obaw, że znowu będzie ciężko?

- W ostatnich rozegranych w Warszawie meczach najpierw była Dania - 3-2, a później Armenia, z którą mieliśmy wygrać spacerkiem, a był problem i musiało nam dopisać szczęście. Mówiąc, że czasem mentalność u nas szwankuje, właśnie to miałem na myśli. W eliminacjach nie brakuje ciężkich meczów. Dlatego w eliminacyjnych meczach zawsze trzeba być w stu procentach przygotowanym i grać tak, jakby to był kluczowy mecz. Musimy zachować spokój i spodziewać się ciężkiego meczu. Jeśli zaprezentujemy takie nastawienie, jak przed pierwszym meczem z Rumunią, to powinno być dobrze - ma nadzieję kapitan Orłów.  

Zapytany o to, czy zadowala go styl gry, prezentowany w ostatnim okresie przez Polaków, odparł:

- Co w świecie futbolu oznacza słowo pragmatyzm? Nie ma się co oszukiwać - im więcej wygrywasz, tym więcej od ciebie wymagają. Już nie tylko zwycięstw, ale stylu, czy za krótko utrzymywaliśmy się przy piłce czy za długo Czy więcej powinniśmy atakować skrzydłami, czy środkiem, czy więcej oddawać strzałów. Gdy się pniemy, wymaga się od nas nie tylko zwycięstw, ale ustabilizowanej gry. Styl może być różny. Nie chodzi tylko o bramki, ale też o granie w piłkę. Musimy być świadomie, że kibice, media będą na to patrzeć. Musimy w ten sposób myśleć, aby iść do przodu i rozwijać się też pod względem innych aspektów piłkarskich. Nie myśleć tylko o zwycięstwie za wszelką cenę jak z Armenią, ale zrobić to w łatwiejszy i spokojniejszy sposób. Z drugiej strony w eliminacjach najważniejsze jest zdobywanie punktów - przekonuje Lewandowski.

Pierwszy mecz z Rumunią (3-0) uznał za najlepszy w eliminacjach do MŚ.

- W defensywie nie pozwoliliśmy rywalowi na nic. To był jeden z lepszych meczów kadry w ostatnich latach. Teraz pora na kolejny krok. Sztuką jest powtarzać takie występy, a nie żyć rozpamiętywaniem tych udanych przez dłuższy okres - wyjaśnia.

Poproszony o porównanie mentalności polskiego piłkarza współczesnego do tego sprzed lat, Robert jest optymistą, jeśli chodzi o obecne pokolenie.

- Parę lat temu było przekonanie, że jak Polak gra za granicą to jest fajnie, ka gdy któryś jeszcze strzelił bramkę raz na parę lat w Lidze Mistrzów, to już było super. Teraz te standardy się zmieniły. Nie jest sztuką wyjść na sam szczyt, tylko się na nim utrzymać. Zacznijmy od tego, że my na ten szczyt jeszcze nie doszliśmy. Dopiero tam podążamy, jeszcze kawałek drogi przed nami. Na tym polega ta mentalność, żeby nie spocząć w połowie drogi i nie reagować na pierwsze pochwały. Trzeba być jeszcze bardziej zmotywowanym. Dążyć do tego, aby tych pochwał było jak najwięcej. I to nie tylko tych płynących ze strony polskich mediów, ale też z zagranicznych - stawia cele kadrowiczom Lewandowski.

- Podejście do polskiej piłki, perspektywa spojrzenia na nią na przestrzeni lat się bardzo zmieniła, ale jeszcze wiele pozostało do poprawy. Widzę różnicę między piłkarzami sprzed paru lat, a obecnymi. Pod względem mentalności oni różnią się. Nie ma co ukrywać, że na najwyższym poziomie to ma wielkie znaczenie. Nikt tam nie zadowala się po osiągnięciach, tylko cały czas chce więcej. To zasadnicza różnica, żeby nigdy nie być zadowolonym z tego co się zrobiło. Nasza reprezentacja mentalność zwycięzcy ma cały czas i pokazała to także w meczu z Armenią. Ta mentalność panuje w naszej reprezentacji - zapewnia Robert.   
 
MiBi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje