Reklama

Reklama

Polska - Rumunia 3-1. Lewandowski: Niech inni zaczną strzelać!

- Jesteśmy bliżej awansu, ale pamiętajmy, że im bliżej, tym jest ciężej. Musimy być nadal bardzo czujni. Końcówka meczu z Rumunią pokazała, że nadal jest dużo do poprawy - podkreślał Robert Lewandowski po ustrzeleniu hat-tricka Rumunom.

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji MŚ!

Interia, Michał Białoński: Sędzia nie chciał oddać ci piłki po meczu?

Robert Lewandowski: - Nie nie, to sędzia zaproponował mi tę piłkę. Też taką myśl miałem, ale najpierw chciałem mu podziękować za mecz, ale on od razu wiedział, co będę chciał zrobić z piłką.

Reklama

Scenariusz wymarzony: strzelasz trzy gole, żona całuję cię na odległość z trybun, razem z nią 57 tysięcy ludzi, wygrywamy kolejny ważny mecz i mundial wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

- Teoretycznie tak, ale to tylko od nas zależy, kiedy postawimy kropkę nad "i". A trzeba stwierdzić, że ostatnie minuty meczu z Rumunią nie wyglądały zbyt dobrze. Wiadomo, końcówka sezonu, sił mogło zabraknąć, ale w takich momentach mądrość i konsekwencja muszą być na wyższym poziomie. To my biegaliśmy za piłką, a nie oni, choć to my mieliśmy dobry wynik, więc nie powinniśmy ryzykować, tylko szanować piłkę.

- Jeśli chodzi o pierwszą połowę, to naprawdę graliśmy dobrze. Mieliśmy sytuację i strzeliliśmy bramkę, a w drugiej, do trzeciej bramki też to dobrze wyglądało. Po trzeciej bramce było źle. Dlatego musimy wyciągnąć wnioski, żeby to się nie powtarzało.

Pierwsze 26 minut waliliśmy głową w mur, rozgrywanie piłki było dosyć jednostajne.

- Na pewno, czasami za wolno graliśmy. Dlatego nie mieliśmy klarownych sytuacji. Z drugiej strony, konsekwencję i cierpliwość zachowaliśmy. Rumuni bronili się solidnie, więc bez przyspieszenia nie było łatwo o sytuacje.

- Ale też jeżeli gra się przeciw pięciu obrońcom, a rywal był dzisiaj bardzo defensywnie ustawiony, to trzeba zachować konsekwencję i spokój. W końcu te sytuacje przyjdą i one przyszły. W drugiej połowie szybko wyszliśmy na prowadzenie 3-0. Może po tej trzeciej bramce napięcie opadło, Rumuni doszli do głosu, ale z drugiej strony, ważne jest zdobycie trzech punktów. Zagraliśmy dobrze, konsekwentnie i wyeliminowaliśmy ich wszystkie atuty. 

W 31. minucie, po podaniu Mączyńskiego myślałeś, że był spalony?

- Tak i ta chwila zawahania wybiła mnie z rytmu, z koncentracji. Próbowałem dokończyć akcję, ale tempo nie było to samo i dlatego bramkarz wybił mi piłkę spod nogi.

Masz 11 goli w eliminacjach i zdecydowanie liderujesz. Kapustka, Piszczek i Grosicki mają po jednej bramce. Ktoś może powiedzieć "one man show"?

- Teraz pora na innych, żeby ten licznik poprawić. Jeśli inni zaczną strzelać, albo chociaż dogrywać, to jeszcze będziemy mocniejsi! Kto strzela nie jest najważniejsze, ale z drugiej strony to strzelanie może się rozłożyć trochę bardziej na zespół. Prędzej czy później, mam nadzieję, że już w kolejnym spotkaniu, to nastąpi.

Z PGE Narodowego Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje