Reklama

Reklama

Polska prowadziła, ale nie wygrała z Ekwadorem

Po siedmiu kolejnych meczach bez zwycięstwa piłkarze reprezentacji Polski zremisowali w Montrealu z Ekwadorem 2-2. Nieźle zadebiutował Hubert Wołąkiewicz, który tak huknął w poprzeczkę, że o mały włos jej nie złamał, a 101. mecz w z Orłem na piersi rozegrał Michał Żewłakow ustanawiając nowy rekord.

Zobacz zapis relacji na żywo z tego meczu

Reklama

Z jednej strony był to tylko mecz towarzyski, ale też na każdym piłkarzu w obozie "Biało-czerwonych" ciążyła przykra wyliczanka: 223 dni bez zwycięstwa, a także szyderstwa kibiców w stylu:

- San Marino,

- Antarktyda,

- Grenlandia,

- Dzieci z Bullerbyn,

- Kelly Family".

W starciu z kim Orły Smudy miały nie przerwać serii bez zwycięstw, jak nie z grającymi bez największej gwiazdy - Antonio Valencii z Manchesteru United (kontuzja) Ekwadorem?

Jeszcze przed upłynięciem kwadransa powinniśmy prowadzić 1-0. Prawą stroną przedarł się Łukasz Piszczek, który uderzył w pełnym biegu, lecz został zablokowany - z dobitką pospieszył debiutujący w reprezentacji Hubert Wołąkiewicz i o mały włos nie rozwalił bramki Ekwadorczyków trafiając w poprzeczkę! Z przewrotki próbował jeszcze wpakować futbolówkę do siatki Robert Lewandowski, lecz trafił w nogę obrońcy.

Za moment z gola, po główce Joffre Guerrona, cieszyli się podopieczni Reinaldo Ruedy, ale - na nasze szczęcie - sędziowie dobrze wychwycili spalonego.

Po pół godzinie intensywność ataków "Biało-czerwonych" osłabła. Na dodatek zaczęliśmy popełniać błędy indywidualne. A to Łukasza Mierzejewskiego zakręcił Guerron (wyłożył piłkę Christianowi Benitezowi, ten oddał do Christiana Noboi, który uderzył niecelnie), a to Przemysław Tytoń fatalnie wykopał piłkę, tak że wyszła na aut boczny jeszcze na naszej połowie. - Do przodu to wypier...! - krzyknął zdenerwowany selekcjoner Franciszek Smuda.

Kolejny błąd indywidualny - Kamila Glika (wybił piłkę głową wprost pod nogi Noboi) skończył się już stratą gola: Tytoń wykazał się niezłym refleksem odbijając piłkę po strzale kolegi klubowego Rafała Murawskiego - Noboi, lecz przy dobitce z kilku metrów Beniteza (kto go pilnował?) był już bez szans.

Większości Orłów po stracie bramki opadły skrzydła. Waleczny charakter pokazał jednak Ludovic Obraniak, który najpierw wywalczył rzut rożny, a później tak z niego dośrodkował, że pewnie byłoby 1-1, gdyby nie fenomenalna interwencja Maximo Banguery po uderzeniu głową z pięciu metrów Ebiego Smolarka.

Po reprymendzie od Smudy w II połowie Polacy starali się dłużej utrzymywać piłkę, unikać prostych strat, grać bardziej zadziornie. W 55. min mógł wyrównać "Lewy", lecz z 17 m trafił wprost w bramkarza.

Nadal jednak nie wszystko w naszej grze było różowe. Zbyt małe siły angażowaliśmy w walkę o odbiór piłki, przez co najczęściej rywale przez środek boiska przechodzili bezkarnie i dopiero przed "szesnastką" stawialiśmy zasieki.

Ekipa Franza Smudy wyrównała dosyć niespodziewanie. Z rzutu wolnego podyktowanego po ofensywnym wejściu Kamila Glika podał w pole karne nie kto inny, jak nasz reżyser - Obraniak, piłkę niezdarnie na klatkę przyjął Paredes tak, że spadła pod nogi Ebiego Smolarka, który prezent zamienił na gola przytomnym strzałem w prawy róg.

Warto dodać, że Ebi do tego momentu był mało widoczny. Kto by zdjął z boiska strzelca bramki? Franz Smuda to uczynił i miał nosa, gdyż za słabnącego w oczach Smolarka wprowadził Kamila Grosickiego, a już pierwszy jego rajd dał nam bramkę na 2-1. "Grosik" zacentrował, stoper Jayro Campos za krótko wybił piłkę, a Ludo Obraniak w pełnym biegu z lewej nogi "kropnął" z 18 m w prawy róg.

Długo nie nacieszyliśmy się z prowadzenia. Obrona przysnęła przy prostopadłym podaniu Juana Paredesa, Przemysław Tytoń zawahał się i nie wyszedł do piłki (była podawana w pole bramkowe). Z tego wszystkiego skorzystał Benitez główkując z bliska do siatki, przez co znowu zremisowaliśmy.

Ale nie brak zwycięstwa jest najbardziej niepokojący, ale fakt, że występujący w osłabionym składzie Ekwadorczycy wyglądali o klasę lepiej technicznie od - jakby nie było - jednych z najlepszych polskich piłkarzy. Dorównywał im pod tym względem jedynie Ebi Smolarek.

Franciszek Smuda (trener reprezentacji Polski): - Na pewno cieszą mnie zdobyte gole, ale martwią te stracone, tym bardziej, że tracimy je zbyt łatwo. Musimy się tego ustrzec w przyszłości. Obraniak jest w dobrej formie, widać to po jego grze, w przyszłości będzie jeszcze bardziej znaczącym zawodnikiem.

Walczyliśmy do końca gramy, chłopaki przegrywając wyszli na druga połowę i zdobyli dwa ładne gole - to nie jest łatwe. Szkoda tylko, że znowu środkowi obrońcy popełnili błąd, nie upilnowali zawodnika i ten z bliska strzelił nam gola na 2-2. Ja jednak jestem zadowolony z tego meczu. Nieźle zadebiutował Wołąkiewicz na pewno ma przyszłość przed sobą, a przede wszystkim trzeba rozpoznać każdego zawodnika, żeby go należycie wkomponować do zespołu.

Polska - Ekwador 2-2 (0-1)

Bramki:

0-1 Benitez (32.),

1-1 Smolarek (60. z podania Obraniaka),

2-1 Obraniak (70.)

2-2 Benitez (78. głową z podania Paredesa).

Polska: Przemysław Tytoń - Łukasz Piszczek (61. Artur Jędrzejczyk), Kamil Glik, Michał Żewłakow, Łukasz Mierzejewski - Rafał Murawski, Adrian Mierzejewski (81. Radosław Majewski), Hubert Wołąkiewicz - Ludovic Obraniak, Ebi Smolarek (67. Kamil Grosicki), Robert Lewandowski (88. Andrzej Niedzielan).

Ekwador: Maximo Orlando Banguera Valdivieso - Luis Armando Checa Villamar, Jairo Rolando Campos Leon, Tilson Oswaldo Minda Suscal, Walter Orlando Ayovi Corozo - Juan Carlos Paredes Reasco, Christian Fernando Noboa Tello, Joffre David Guerrón Mendez (85. Isaac Bryan Mina Arboleda), Michael Antonio Arroyo Mina - Luis Fernando Saritama Padilla, Christian Rogelio Benitez Betancourt.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje