Reklama

Reklama

Polska - Niemcy: Artur Jędrzejczyk: Mam w reprezentacji kolejny cel

Piłkarz FK Krasnodar Artur Jędrzejczyk przyznał, że kiedyś marzył o debiucie w reprezentacji Polski, ale teraz chce odegrać w niej kluczową rolę. Obrońca opowiada też o właścicielu klubu, życiu w Rosji, czołgach i bójkach na ulicach miasta.

Mamy szansę w meczu z Niemcami?

Od blisko półtora roku mieszka pan w Rosji. Ciężko było się zaaklimatyzować?

Artur Jędrzejczyk: Przebiegło to bez żadnych problemów i w Krasnodarze żyje mi się bardzo fajnie. Miasto jest całkiem przyjazne. Ma około 800 tys. mieszkańców i nieco przypomina mi Wrocław. Oczywiście poza centrum miasta jest wiele starych budynków, które pozostawione są samym sobie. Jednak tam się tym nie przejmują. Jak na Rosję jest również dosyć ciepło. Kiedy wyjeżdżałem w ubiegłym tygodniu, było 24 stopnie C, więc podobnie jak teraz w Polsce. Wiadomo, że w innych regionach tego kraju jest dużo zimniej. Jakub Wawrzyniak gra w Amkarze Perm i tam już chyba śnieg spadł (śmiech). Z pewnością przed wyjazdem z Warszawy spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Jedyne na co można narzekać, to stan dróg. Żeby swobodnie poruszać się po okolicy, trzeba mieć terenowy samochód.

Reklama

Nie miał pan problemów w porozumiewaniu się z ludźmi?

- Żadnych, bo ludzie są tam bardzo otwarci i dosyć spokojni. Na początku mojego pobytu niewiele rozumiałem w języku rosyjskim. Jeśli jednak mówiłem, że jestem z Polski, to często spotykałem się z życzliwością. Pewien taksówkarz od razu doszukał się swoich polskich korzeni. Spotykałem się więc tylko z pozytywnymi reakcjami.

Rosja to ostatnio dosyć popularny kierunek wśród polskich piłkarzy, a szczególnie wśród byłych graczy Legii Warszawa. Największym magnesem są atrakcyjne warunki finansowe?

- Myślę, że poziom sportowy jest dużo wyższy niż w polskiej ekstraklasie. Oczywiście o różnicy w warunkach finansowych nawet nie ma co dyskutować, bo to "inna bajka". Jeżeli o mnie chodzi, to zawsze zakładałem sobie jakiś cel. Najpierw chciałem zagrać w Ekstraklasie. Potem marzyłem o debiucie w reprezentacji. Udało mi się to zrealizować. Potem z Legią zdobyłem mistrzostwo Polski i po trzech latach gry przy Łazienkowskiej do klubu wpłynęła bardzo atrakcyjna oferta. Po zastanowieniu postanowiłem spróbować czegoś nowego. Pomyślałem, że taka okazja może się nie powtórzyć i potem będę tego żałował. Przecież wielu zawodników nie skorzystało z okazji wyjazdu, a potem różnie to bywało. Z perspektywy czasu nie żałuję tej decyzji. Moja narzeczona skończyła studia w Polsce i razem mieszkamy w Krasnodarze. Naprawdę dobrze się tam czujemy. Mieszkamy na nowym osiedlu przypominający warszawski Wilanów.

Czy w jakiś sposób odczuwa pan napięcie polityczne w związku z konfliktem na Ukrainie?

- Na ten temat jest zupełna cisza. Media, czy ludzie na ulicach w ogóle nie poruszają tego tematu. Nawet w szatni moi koledzy z zespołu nie rozmawiają o tym. Nie wiem, na ile ta kwestia jest sztucznie pomijana. Praktycznie wszystkiego dowiaduję się z polskich mediów. Najbardziej dziwi mnie fakt, że nie ma żadnej reakcji i zainteresowania u ludzi. Atmosfera na ulicach jest taka sama, jak na początku mojego pobytu w Rosji. Jedynie czasami jak jeżdżę na trening, to widzę samochody opancerzone na ulicach lub latający śmigłowiec wojskowy. Do granicy z Ukrainą z Krasnodaru jest około 500 km. To niewiele, jak na odległości w Rosji. Jednak przechodnie zupełnie nie zwracają uwagi na te opancerzone wozy. Nikt nie zwraca nawet uwagi jeżeli ulicą przejedzie czołg. Policja natomiast porusza się starymi, trzydrzwiowymi ładami. O dziwo, przestępczość nie rzuca się w oczy. Jedynie czasami jak dojdzie do stłuczki, to kierowcy wysiadają i na środku ulicy "piorą się po mordach". To akurat należy do normalności.

Dwa lata temu Maciej Rybus za strzelenie dwóch goli dostał od właściciela Tereka Grozny luksusowego mercedesa. W pana klubie takie nagrody również są praktykowane?

- U nas stosuje się podwójne lub potrójne premie. Wszystko zależy od naszej gry i rywala, z którym gramy. Za zwycięstwo np. ze Spartakiem czy CSKA Moskwa otrzymujemy potrójne premie. Ostatnio Brazylijczyk Joaozinho otrzymał natomiast luksusowy zegarek z herbem FK Krasnodar i swoim nazwiskiem za rozegranie setnego meczu w barwach klubu. Z kolei inny Brazylijczyk kiedyś dostał luksusowy samochód Audi A5 za strzelenie bramki w derbowym meczu z Kubaniem.

Czyli właściciel i zarazem prezes klubu Siergiej Galicki jest dla was hojny?

- Na pewno nie możemy narzekać. Jest w pierwszej dziesiątce najbogatszych Rosjan. Galicki jest założycielem największej w Rosji sieci sklepów spożywczych "Magnit". Stać go, aby na nasze mecze latać helikopterem. Ląduje wówczas na bocznym boisku, bierze piłkę i strzela karne. Często jest również w naszym ośrodku treningowym i sprawdza jak trenujemy. Do bazy treningowej, która znajduje się poza miastem, jadę zaledwie 15 minut. Na szczęście nie ma takich korków jak w Moskwie. Czasami, jak gramy w stolicy Rosji swoje mecze, to jadąc na lotnisko nawet o północy stoimy w korkach.

FK Krasnodar powstał w styczniu 2008 roku. Mimo krótkiej historii klub bardzo szybko się rozwija, bo w tym sezonie debiutuje na europejskiej arenie występując w Lidze Europejskiej.

- Rok temu FK Krasnodar zajął 10. miejsce w rosyjskiej ekstraklasie i chyba sami piłkarze nie spodziewali się tak wysokiej pozycji. Natomiast poprzedni sezon skończyliśmy na piątym miejscu, co dla tak młodego klubu jest olbrzymim sukcesem. Przecież nasz lokalny rywal - Kubań Krasnodar, powstał w 1928 roku, a dopiero w poprzednim sezonie po raz pierwszy wystąpił w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Można powiedzieć, że jesteśmy objawieniem rosyjskiej ekstraklasy.

Ma pan na koncie 11 meczów w reprezentacji Polski, ale wcześniej nie odgrywał kluczowej roli w drużynie narodowej.

- Kiedyś marzyłem jedynie o występie w "Biało-czerwonych" barwach. Teraz ambicja pcha do tego, aby tych występów było dużo więcej. Oczywiście chciałbym, aby teraz nastąpił mój czas w tej reprezentacji. Na pewno jestem na to gotowy. Dość długo przyjeżdżam na zgrupowania kadry i tych występów mógłbym mieć zdecydowanie więcej. Wszystko zależy teraz ode mnie. Wiem, że na prawej obronie ciężko będzie "wygryźć" ze składu Łukasza Piszczka, bo to zawodnik światowej klasy. Robię wszystko, aby mu dorównać. Jednak przechodziłem do Krasnodaru jako stoper. Po kilku meczach doszło do zmiany trenera i nowy szkoleniowiec wolał mnie wystawiać na prawej obronie. Przez pierwsze pół roku grałem przemiennie z prawej strony lub na środku. Jednak ostatni rok występowałem tylko na prawej stronie. Co nie oznacza, że w kadrze nie mogę wystąpić na lewej stronie obrony, bo na tej pozycji też zdarzyło mi się zagrać w kilku sparingach. Nie miałbym z tym problemu.

Fakt, że w sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie zagracie w eliminacjach Euro 2016 z Niemcami, którzy niedawno triumfowali na mundialu w Brazylii, jakoś specjalnie działa na psychikę?

- Zdajemy sobie sprawę z klasy rywala, ale nie można się bać. Przecież graliśmy już z rywalami podobnej klasy. Musimy podejść maksymalnie skoncentrowani i pokazać, że potrafimy grać w piłkę. Kluczowe będzie realizowanie założeń taktycznych. Na mistrzostwach świata niemiecki zespół najbardziej zaimponował mi tym, że miał tak wyrównany skład. Ktokolwiek by nie wszedł na boisko, prezentował równy, wysoki poziom. Ciężko było wskazać słaby punkt lub gorszego zawodnika.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Niemcy! Początek 11 października o 20.45

Relację można również śledzić na urządzeniach mobilnych

Kto wygra: Polska czy Niemcy?

Doradź Nawałce! Na lewej pomocy powinien wyjść ....

Do bramki najlepiej wstawić... Kliknij!

Na lewej obronie najlepszy będzie ...

Panie Adamie, atak powinien wyglądać tak!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje