Reklama

Reklama

Polska - Irlandia 1-1. Kądzior: Musiałem dużo poświęcić, żeby trafić do tej reprezentacji

Jednym z wygranych pierwszego zgrupowania pod okiem nowego selekcjonera Jerzego Brzęczka jest skrzydłowy Dinama Zagrzeb Damian Kądzior, który we wczorajszym meczu z Irlandczykami (1-1) zadebiutował w narodowych barwach.

26-letni zawodnik już rok temu został zauważony przez trenera kadry narodowej. Jeszcze jako gracz Górnika Zabrze sensacyjnie został powołany do reprezentacji na październikowe mecze w eliminacjach mistrzostw świata przeciwko Armenii i Czarnogórze.

Powołanie było sensacyjne, bo piłkarz miał wtedy na swoim koncie ledwie 14 ekstraklasowych gier. Jak pokazał jednak czas, decyzja ówczesnego selekcjonera Adama Nawałki była słuszna. W poprzednim sezonie Kądzior był bowiem motorem zabrzan. Podobnie jak wcześniej w pierwszoligowych Wigrach Suwałki strzelał bramkę za bramką i notował kolejne asysty. To w dużej mierze też dzięki niemu "Górnicy" po 24 latach ponownie zagrali latem w europejskich pucharach.

Reklama

Kądzior był potem jeszcze dwukrotnie powoływany przez trenera Nawałkę, ale debiutu nie zaliczył. Udało się dopiero teraz. W narodowym zespole pochodzący z Białegostoku zawodnik zagrał jako piłkarz Dinama. W zespole mistrza Chorwacji znalazł się latem. Sprowadził go tam dobrze u nas znany z pracy w Lechu Poznań Nenad Bjelica. Kądzior gra w najlepszym chorwackim zespole w wyjściowym składzie, a wkrótce będzie miał możliwość występów w Lidze Europy, gdzie rywalem Dinama będzie pogromca Legii Warszawa Spartak Trnava, Anderlecht Bruksela i Fenerbahce.  

Jak ocenia wczorajszy mecz? - Trudne spotkanie. Widzieliśmy fizyczną walkę z Irlandczykami, to był taki wyspiarski futbol. W pierwszej połowie nie graliśmy tego co mieliśmy grać. Za bardzo operowaliśmy piłką w środku zamiast robić przewagę na skrzydłach. Fajnie jednak, że na koniec strzeliliśmy bramkę po ładnej akcji. Zostaje jednak niedosyt, że jest tylko 1-1, ale to lekcja na przyszłość dla nas - mówił Kądzior.      

Piłkarz dodawał, podsumowując ostatnie zgrupowanie i dwa remisy z Włochami i Irlandią po 1-1. - Cieszę się przede wszystkim z tego powodu, że bardzo długo pracowałem na tą szansę, żeby zagrać w reprezentacji. Musiałem dużo poświęcić, żeby do niej trafić, ale jak się czeka długo, to później ten debiut jeszcze lepiej smakuje. Wiadomo, dużo roboty przede mną. Teraz wracam do klubu i koncentruje się na tym, żeby być tutaj znowu w październiku - podkreśla ambitny zawodnik mając na uwadze mecze w Lidze Narodów z Portugalią (11.10) i Włochami (14.10) na Stadionie Śląskim.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL