Reklama

Reklama

Polska - Gruzja. Mielcarski o Orłach: Potrzeba nam gladiatorów

- Chciałbym, żeby nasza kadra zerwała w końcu z łatką drużyny, która awansuje na wielki turniej, ale potem kończy go mniejszą lub większą kompromitacją. Mam już dość schematu "mecz o punkty, mecz o wszystko i mecz o honor". Potrzeba nam gladiatorów takich, jacy grają w reprezentacji szczypiornistów Michaela Bieglera - mówi w rozmowie z Interią były reprezentant Polski Grzegorz Mielcarski.

Interia: Jesteśmy na półmetku eliminacji do mistrzostw Europy. Na drugą połowę nasz rozkład jazdy wcale nie jest łatwy. Z Niemcami i Szkocją - najpoważniejszymi rywalami - zagramy na wyjazdach. Sądzi pan, że kadra Nawałki wywalczy bezpośredni awans na turniej do Francji?

Reklama

Grzegorz Mielcarski: - Awans jest oczywiście realny, ale musimy mieć w sobie wiele pokory. Niezależnie od tego, że w tych eliminacjach pokonaliśmy już Niemców, mam wrażenie, że nadal nie do końca wiemy, na co tak naprawdę stać kadrę. Piłkarze i kibice po zwycięstwie z Niemcami nabrali wiary, ale potrzebujemy jeszcze potwierdzenia tego, że wchodzimy na wyższy poziom. Na razie nie jesteśmy mentalnie gotowi, by zrobić krok naprzód.

- Wartość naszej reprezentacji w tych eliminacjach wzięła się ze zwycięstwa z Niemcami. Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Dzisiaj pamiętamy wynik, a wielu zapomniało o przebiegu meczu. Zdobyliśmy trzy punkty z mistrzami świata dzięki zwycięstwu 2-0. Ale pamiętajmy, że tamto spotkanie równie dobrze mogło skończyć się wynikiem 1-4. Piłkarze nabrali sporo pewności dzięki tamtemu wynikowi. Ale wszyscy widzieli, że styl jeszcze nie był porywający.

Mecze ze Szkocją czy Irlandią pokazały, że brakuje nam stabilizacji formy na wysokim poziomie.

- Cały czas budujemy pewność i regularność tej drużyny. Przed kadrą jeszcze kilka meczów, w których zawodnicy muszą przekonać siebie i kibiców, że stać ich na walkę o punkty nawet z bardzo silnymi rywalami. Chciałbym, oglądając kadrę Nawałki, mieć takie poczucie, że kiedy nasi piłkarze jadą na turniej, to powalczą na nim tak, jak np. szczypiorniści.

- Drogi do stworzenia zespołu są jednak różne. Nasi piłkarze mają trochę inną mentalność, to nie są tacy gladiatorzy jak "ręczni" Michaela Bieglera. Chciałbym, żeby nasza piłkarska reprezentacja zerwała w końcu z łatką drużyny, która owszem - awansuje na wielki turniej, ale potem kończy go mniejszą lub większą kompromitacją. Mam już dość schematu "mecz o punkty, mecz o wszystko, mecz o honor".

Trener Adam Nawałka chce drużyny walczącej, niektórzy porównują system selekcjonera do Atletico Madryt Diego Simeone.

- W tym zespole jest potencjał i siła. Mamy kilku topowych zawodników, uzupełnionych solidnymi rzemieślnikami. Ta drużyna to fundamenty - Lewandowski, Glik, Krychowiak i Milik - do których selekcjoner dobrał ambitnych chłopaków, z których wielu gra w niezłych klubach zagranicznych.

Stać nas na to, by pomijać Błaszczykowskiego?

- Nie.

Krótkie pytanie, krótka odpowiedź.

- Nie stać nas na pomijanie Kuby Błaszczykowskiego. Mówię to w pełni świadomie. Czytam często, że gdyby wrócił do reprezentacji, to zachwiany zostałby spokój w szatni. Nie wierzę w to. Kuba w ostatnich latach dał reprezentacji bardzo dużo. Możnaby teraz policzyć ile miał udanych szarż na skrzydle, ile otwierających podań do partnerów... Uważam, że Kuba - zdrowy i w wysokiej formie - jest tej kadrze potrzebny.

- Znam Kubę jako człowieka. To nie jest facet, który szuka konfliktu i spiera się z kolegami dla zabawy. Wręcz przeciwnie, Błaszczykowski to piłkarz, który w kadrze kilka razy gasił pożary. Przypomnę choćby sytuację z jednym ze sponsorów reprezentacji w czasach Fornalika. Dzięki interwencji Kuby udało się go zażegnać. Było nieporozumienie, ale na koniec wszyscy podali sobie ręce i tak to powinno wyglądać.

W poprzednich latach sporo było w kadrze solidnych skrzydłowych. Teraz ich brakuje, a w dodatku powołań nie dostaje Błaszczykowski.

- To prawda. Nie mamy w tym momencie poważnych alternatyw dla Kuby. Nieźle wygląda Maciek Rybus, ostatnio gola w Dublinie zdobył Sławomir Peszko. Oprócz tego są Grosicki, Kucharczyk i Żyro, próbowany jakiś czas temu był np. Kosecki. To wszystko jednak nie są zawodnicy na poziomie Błaszczykowskiego. Cały czas szukamy nowych nazwisk, a pomijamy sprawdzone rozwiązanie. Zresztą moim zdaniem Kuba mógłby grać zarówno na prawym skrzydle, jak i w roli ofensywnego pomocnika. Ma otwierające podanie, dobry drybling i nie boi się pracować w defensywie. Ale przede wszystkim to jest zawodnik, który zawsze gra dla drużyny (ostatecznie Adam Nawałka powoła Kubę - przyp. red.).

Numer jeden kadry to dla pana Fabiański, Boruc czy może Szczęsny?

- To na tyle solidni bramkarze, że każdy z nich gwarantuje dobry poziom. Fabiański w meczu z Irlandią wyglądał pewnie i chyba na jakiś czas skończą się dywagacje, czy nadaje się do kadry czy nie. Boruc to bardzo dobra gra w tym sezonie Championship. Wojtek Szczęsny wypadł ze składu Arsenalu, ale jestem przekonany, że gdyby wrócił do składu kadry, to zdałby egzamin. Patrząc na naszych bramkarzy jako kibic czuję spokój, którego brakuje mi np. gdy patrzę na skrzydłowych czy lewego obrońcę.

Lewa obrona w kadrze to naczelny problem polskiego futbolu już od lat. Widzi pan kogoś, kto jest w stanie dawać przyzwoitą jakość na tej pozycji?

- Jeszcze rok temu wierzyłem w to, że takim piłkarzem będzie Maciej Sadlok, ale po obiecującym początku sezonu ten chłopak zgubił gdzieś wysoką formę. Myślę o innych kandydatach - Brzyski, Wawrzyniak, nawet Komorowski - to też nie są rozwiązania na dłuższą metę.

Wychodzi na to, że najbardziej solidnym lewym obrońcą kadry jest Artur Jędrzejczyk, który w Krasnodarze na początku sezonu grał jako... prawy obrońca.

- Wyglądał bardzo solidnie w sparingu ze Szwajcarią, ale celowo nie wymieniłem go wcześniej, bo przecież lewa obrona to nie jego nominalna pozycja. Nie wiem, jak postępuje rehabilitacja Jędrzejczyka (wznowił już treningi - red.), ale mam nadzieję, że szybko wróci na boisko, bo na dziś to właśnie on gwarantuje solidność na lewej obronie kadry.

Czerwiec do tej pory nie był dobrym miesiącem dla reprezentacji. Za Fornalika zremisowaliśmy z Mołdawią, za Beenhakkera przegraliśmy z Armenią. A jaka jest pana prognoza przed meczem z Gruzją na Narodowym?

- Wygramy ten mecz. Nawet jeśli wypadnie trzech czy czterech zawodników, to jestem spokojny, że damy radę. Jedyna trudność dla kadry Nawałki w spotkaniach z przeciwnikami mniejszego kalibru to fakt, że musimy grać atakiem pozycyjnym, w którym nie jesteśmy mocni. Ale wierzę w to, że pokonamy Gruzję, a potem stać nas na to, by powalczyć z Niemcami i urwać punkty Szkotom na ich terenie. Jako kibic bardzo wierzę w naszą kadrę!

Rozmawiał: Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje