Reklama

Reklama

Polska - Finlandia. Selekcjoner Jerzy Brzęczek ma sporo do udowodnienia

Zapowiadające się na średnio emocjonujące trzy mecze z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną dla Jerzego Brzęczka zamieniają się w zmagania o odzyskanie dobrej opinii, którą stracił w sporej mierze wbrew własnej woli, po wrześniowej porażce z Holandią, a także na własne życzenie, z powodu publikacji biografii - pisze Michał Białoński. Mecz Polska - Finlandia w Gdańsku rozpocznie się o godz. 20:45. Transmisja w Polsacie Sport.


Reklama

Selekcjoner każdej reprezentacji piłkarskiej na świecie narażony jest na krytykę - to jasne jak słońce. Po słabszych występach jego wybrańców nawet ostrą, najważniejsze, by była ona merytoryczną.

Po restarcie rozgrywek międzynarodowych trudno odeprzeć wrażenie, że w wielu momentach zasłużona krytyka pod adresem Brzęczka przeszła w histerię.

Ściana hurraoptymistyczna: po wygranej z Izraelem 4-0 z pełnym entuzjazmem pytamy trenera Brzęczka o to, co jego zespół osiągnie na Euro 2020 (w domyśle czy wywalczy nawet medal).

Ściana ekstremalnie pesymistyczna: po porażce z Holandią 0-1 cały naród woła "precz z Brzęczkiem", są tacy, którzy kibicują Bośni i Hercegowinie, "bo jak z nią przegramy, to Boniek już na pewno zwolni Jerzego Brzęczka".

W ocenie reprezentacji Polski powstały dwie skrajne ściany, ostatnio górę bierze ta pesymistyczna i między nimi nie ma nic. To nienaturalne.

Do niewielu docierało fakty obiektywne: po blisko rocznej przerwie, wydłużonej przez pandemię, kadra spotkała się we wrześniu bez lidera (Robert Lewandowski był przemęczony sezonem), kilku ważnych zawodników (np. Kamil Glik, Kami Grosicki), nie rozgrywało meczów o stawkę od marca, a stranieri z Serie A byli tuż po ciężkich treningach przed sezonem, więc o szczycie formy nie mogło być mowy. Nic dziwnego, że najlepiej we wrześniowym dwumeczu wypadł Kamil Jóźwiak, który z Lechem był w pełni rozgrywek.

Oglądaj mecz w internecie za 5 zł!

Nie twierdzę, że Brzęczek nie popełnił błędu zbyt defensywnym ustawieniem zespołu na "Pomarańczowych", pozostawieniem na ławce Arkadiusza Milika, ale nie były to powody do burzy, jaka się po tym meczu rozpętała.

Słowa, słowa, słowa...

Z czysto piłkarskich argumentów sprowadziliśmy dyskusję do semantyki. Oto największy łomot w mediach selekcjoner dostawał nie za to jak kadra gra, tylko za niefortunną pomeczową wypowiedź: "Jestem zadowolony z postawy zespołu".

Dla mnie to było oczywiste, iż jest to przekaz do szatni: "Chłopaki, głowa do góry, za chwilę wygramy następny mecz", a nie ocena twardych faktów.

Kolejna niepiłkarska burza powstała po publikacji biografii Brzęczka - "W grze" Małgorzaty Domagalik. Autorka napracowała się przy jej powstawaniu, ale pewnie sama nie podejrzewała jaką wrzawę wywoła, nie tylko z powodu niefortunnego porównania selekcjonera do Kazimierza Górskiego.

"To książka niepotrzebna, słaba"- twierdziła zdecydowana większość kibiców u red. Tomasza Smokowskiego w "Kanale Sportowym". Jeśli ktoś tak twierdzi, to czyż największą i zasłużoną karą dla przeciętnej pozycji nie byłoby spuszczenie na nią zasłony milczenia?

Zamiast tego, powstała kolejna histeria. Piłka została w niej zagłuszona zupełnie, niczym malinowy chruśniak przez pokrzywy.

Dar zbiorowego zapominania

Mamy też do tego dar zbiorowego zapominania. Mało kto już pamięta dlaczego ponad dwa lata temu doszło do zmiany szkoleniowca. Przyjmujemy, że punktem wyjścia Brzęczka było 1-1 z Włochami w Bolonii. "To najlepszy jego mecz i w zasadzie jedyny udany" - twierdzą krytycy.

Tymczasem prawda leży gdzie indziej: zapomnieliśmy, że punktem wyjściowym był koszmar z Japonią na MŚ w Rosji. Jedyny wygrany mecz, po którym wszyscy wstydzili się postawy zespołu, bezczelnej gry na czas, słynnego już "niskiego pressingu". A przecież przed tamtym turniejem selekcjoner Adam Nawałka miał 3 tygodnie zgrupowania, by przygotować zespół, a nie trzy treningi jak Brzęczek przed swoimi meczami.

Gigantyczny potencjał, niespotykany od lat

Właśnie, jak to jest z tym potencjałem? Z jednej strony mamy najlepszego napastnika świata, nasza młodzież z Jakubem Moderem na czele bije rekordy transferowe, ale czy na strategicznych pozycjach w kadrze Polski mamy w kim przebierać?

Owszem, mamy talenty w Serie A, ale nadal naszym najlepszym skrzydłowym jest Kami Grosicki, a stoperem Kamil Glik. Obaj w później jesieni kariery.

A jeszcze dwa lata temu się wydawało, że na prawym skrzydle Jakuba Błaszczykowskiego powinni zastąpić:

- Dawid Kownacki, który przecież wyszedł w wyjściowym składzie w meczu z Kolumbią na MŚ, ale ostatnio ginie w Fortunie Duesseldorf, a w wyjściowym składzie wyszedł tylko w barwach rezerw, w Regionallidze.

- Bartosz Kapustka - znana historia, odbudowuje się w Legii

- Przemysław Frankowski - ostatnio bez zgody Chicago Fire na przyjazd do Europy, na zgrupowanie.

Jeszcze krytyka czy już histeria?

Wracając do opinii dziennikarz młodego pokolenia ("Kibicowałem Bośni, bo gdybyśmy przegrali, to Boniek musiałby wreszcie pogonić Brzęczka"), już w oderwaniu od gry kadry swoim życiem się rozwija lawina krytyki, przeobrażająca się coraz częściej w histerię przeciw "Wujowi".

Jedno jest pewne: jeżeli hejt nakręci się jeszcze bardziej, to reprezentacja Polski nie odniesie żadnego sukcesu, choćby Zbigniew Boniek zatrudnił na dni parzyste Juergena Kloppa, a na te nieparzyste Pepa Guardiolę. Wyśmiewanie, zohydzanie kadry selekcjonera Brzęczka prędzej czy później przebije się do podświadomości piłkarzy.

Na razie Jerzy Brzęczek ma oparcie w prezesie Bońku i części kadrowiczów. Ale pewnie nie w Robercie Lewandowskim, skoro tak mocno się o nim wypowiada "W grze" sam selekcjoner i autorka książki, nazywając "Lewego" "napastnikiem nr 9".

"Nie jest łatwy" - mówi w autoryzowanej biografii Brzęczek. To są mocne słowa, obrazujące, że stosunki na linii selekcjoner - najlepszy jego piłkarz i zarazem kapitan nie są usłane różami.

Obaj panowie są dorośli. Nie muszą się kochać, wystarczy, żeby ze sobą normalnie współpracowali.

Błędy PR

Przeciwnicy Zbigniewa Bońka zarzucają mu, że poza PR nic mu się nie udało. Tymczasem w kryzysie wokół Jerzego Brzęczka zawiódł właśnie PR. Trener głosił tezy, że jest zadowolony po porażce z Holandią. W PZPN-ie nie brakuje fachowców, na czele z dyrektorem Januszem Basałajem, którzy powinni bardziej pomóc trenerowi w zarządzaniu kryzysem wizerunkowym.

Brzęczek mógł wskazać na fakty, że dostał drużynę na trzy treningu po 300 dniach przerwy, w trakcie której kilku czołowych zawodników nie rozegrało żadnego meczu, a na dodatek na zgrupowaniu brakowało przemęczonego Roberta Lewandowskiego. Zamiast tego, próbował zrobić wariata z wszystkich, którzy ten występ mało artystyczny oglądali.

Podobnie można było doradzić Brzęczkowi, iż lepszym momentem na wydanie jego biografii byłby lipiec 2021 r., gdy miałby za sobą wyzwanie życia, jakim będzie Euro 2020. Książkę mało kto przeczytał, ale na zasadzie głuchego telefonu usłyszał zdeformowane porównanie selekcjonera do Kazimierza Górskiego i inne "kwiatki" z tej pozycji, na temat których tworzone są memy. I tak nakręca się lawina, która może nie tylko zaszkodzić, ale też zmieść z posady selekcjonera Jerzego Brzęczka.

Trójmeczem z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną selekcjoner powinien pokazać jasny kierunek, w jakim zmierzają "Biało-Czerwoni". Jerzy Brzęczek pokonał w samą porę koronawirusa. Teraz musi się zmierzyć z hejtem, jaki powstał wokół jego osoby.

Jerzy Brzęczek wyszedł z tarczą po infekcji COVID-19. Teraz przechodzi do ataku, z dwójką napastników: Arkadiusz Milik - Krzysztof Piątek. Robert Lewandowski ładuje akumulatory na niedzielny mecz z Włochami.

Michał Białoński, Gdańsk  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje