Reklama

Reklama

Polska - Finlandia. Krzysztof Gawara: Kolacja w saunie

Krzysztof Gawara jest jedynym polskim piłkarzem z tytułem mistrza Finlandii na koncie. Dokonał tego w 1994 roku w barwach Tampere TPV. Dziś o 20.45 w Gdańsku mecz towarzyski Polska - Finlandia. Transmisja w Polsacie Sport. Relacja na żywo w Interii!

Maciej Słomiński, Interia: Jak to się stało, że grał pan w Finlandii? To nie jest i nie był popularny kierunek dla polskich piłkarzy.

Reklama

Krzysztof Gawara, były piłkarz Legii, Ruchu, Jaro Pietarsaari i TPV Tampere: - Gdy byłem w Legii, na mecz ligowy do Warszawy przyjechał Ruch Chorzów. Na spotkanie przybyli managerowie z austriackiego klubu First Vienna. Oglądali stoperów "Niebieskich", ale wypadłem tak dobrze, w wygranym meczu 2-0, że po spotkaniu podeszli do mnie z ofertą. W lidze zajęliśmy zaledwie piąte miejsce, wobec czego szefowie klubu, za karę wstrzymali wszelkie transfery i wyjazdy, Zgodę dostał tylko Jacek Kazimierski, który poszedł do Olympiakosu Pireus.

Szansa uciekła, rok później skończył się panu kontrakt z Legią.

- Odniosłem kontuzję ścięgna Achillesa. Przez dwa lata z przerwami prowadziłem drugi zespół Legii, gdy w 1990 roku przyszła oferta z Finlandii. Do dziś nie wiem, kto za tym stał. Rok wcześniej kierunek fiński obrali koledzy z Legii, Tomasz Arceusz i Kazik Buda. Ich podejrzewam najmocniej (śmiech). Nie grałem w piłkę od dwóch lat, ale nie czułem się wypalony, więc wznowiłem karierę. Podpisałem trzyletni kontrakt z Jaro Pietarsaari, po szwedzku to miasto nazywa się Jakobstad.

Co pan tam zastał?

- Całość drużyny normalnie pracowała, byli bankierzy, policjanci itd. Po pracy trenowali. Na samej piłce mogłem się skupić ja oraz Rosjanin Siergiej Ratnikow. Tego drugiego zastąpił Aleksiej Eremenko, ojciec dwóch reprezentantów Finlandii: Romana i Aleksieja.

Był przeskok kulturowy?

- To była druga liga, pojechaliśmy gdzieś na mecz na wschód pociągiem. Wysiadamy. To co, jakaś kolacja? Tak, ale zjemy w saunie. Pomogło, bo po roku awansowaliśmy do ekstraklasy, po barażu z drużyną z oddalonej o 35 km Kokkoli.

Jaki był poziom grania?

- Myślę, że wtedy różnica między ligą polską i fińską była większa niż dziś. Półzawodowstwo panowało tylko w dwóch klubach: HJK i Kuusysi Lahti. Dziś jest takich klubów więcej.

Jak się pan z tam dogadywał? Język fiński nie należy do najłatwiejszych na świecie.

- Po angielsku, potem po fińsku. Przełom nastąpił, gdy wziąłem na długie zimowe wieczory do Polski dwa filmy do domu. Miały one fińskie napisy.

"Muminki"?

- Nie tylko (śmiech). Gdy wróciłem po zimie, mówiłem pełnymi zdaniami, wszystkim opadły szczęki. Gdy na zakończenie pobytu w Finlandii grałem w klubie EuPa Eura, był tam zakład opakowań papierowych. Firma "Pakpol" z Białegostoku sprowadzała od nich maszynę. Przez miesiąc pracowałem z powodzeniem jako tłumacz.

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje