Reklama

Reklama

Polska - Czarnogóra 4-2. Robert Lewandowski i Kamil Glik po awansie na MŚ

W momencie, gdy nawet na trybunach robiło się nudnawo, spacerek z Czarnogórą zamienił się w dreszczowiec, w którym losy zwycięstwa na stronę „Biało-Czerwonych” przechylił kapitan Robert Lewandowski. M. in. za to całował go kibic po nogach.To był niezwykły wieczór na PGE Narodowym!

Zobacz szczegóły z eliminacji do MŚ!

- W całych eliminacjach zanotowaliśmy tylko jedną porażkę i jeden remis, pozostałe osiem meczów to zwycięstwa. Mimo tylu zwycięstw i tak musieliśmy do ostatnich minut walczyć o awans. To dowodzi, jak silną grupę mieliśmy - podsumował Lewandowski.

Niedzielny mecz był emocjonujący również dzięki Czarnogórcom. Pozbawieni szans na awans i liderów - Savicia i Joveticia - zagrali świetnie, zmuszając naszych do walki do ostatnich minut.

Reklama

Wydawało się, że po wpadce w Danii nieprędko zdarzą się momenty dekoncentracji zespołowi Adama Nawałki, a jednak szybko do nich doszło. Selekcjoner zrzucał je na karb infekcji wirusowej, która osłabiła kilku jego graczy, m.in. Kamila Glika. Ale czy to cała prawda? Nawet kapitan Robert Lewandowski miał pretensje do zespołu o drzemkę z drugiej połowy.

- Takie mecze powinniśmy wygrywać spokojnie po 3-0, punktować rywala, a jednak przez drzemkę i błędy w ustawieniu musieliśmy się namęczyć - zaznaczył Robert Lewandowski.

- Po dwóch zwycięstwach nad Rumunią sami przekonywaliście, że już w kieszeni mamy awans, ale później przyszedł zimny prysznic w meczu z Danią, który przydał się i nam, i wam. W jego efekcie o wyjazd na MŚ musieliśmy walczyć do ostatnich minut i najedliśmy się niemało stresu - przyznał "Lewy".

- To tylko pokazuje, jak przewrotną grą jest piłka nożna. W niej, niezależnie od tego z kim grasz, musisz być skoncentrowany na sto procent. Z Czarnogórą prowadzimy 2-0, gramy, klepiemy piłką i sami się usypiamy przez co nagle tracimy dwie bramki. Na szczęście otrząsnęliśmy się i zaczęliśmy atakować. Ja do 80. minuty żadnej piłki nie dostałem, a jak chcesz tak grać, to sam prosisz się o stratę bramki - analizował kapitan Orłów.

W niedzielnej batalii na PGE Narodowym nie brakowało scen chwytających za serce. Na otwarcie widowiska zobaczyliśmy Lewandowskiego wychodzącego na mecz w asyście chorego na zanik mięśni Frania. Zdjęcie tej sytuacji błyskawicznie obiegło świat (więcej na ten temat znajdziesz tu!).

Klamrę na Narodowym zamknęło wtargnięcie fana Orłów na murawę po meczu, podczas fety z okazji awansu. Młody mężczyzna podbiegł, uniósł lewą nogę Roberta i ucałował ją, w podzięce za uratowanie zwycięstwa nad Czarnogórą, w geście wdzięczności za 16 goli w eliminacjach do rosyjskiego mundialu.

Stopera Orłów Kamila Glika zapytaliśmy o to, jak zespół zniesie wysoko ustawioną przed MŚ poprzeczkę, wszak będziemy losowani z pierwszego koszyka.

- Poprzeczka oczekiwań stojących przed nami idzie w górę. Sami tego chcieliśmy, musimy to unieść. Z drugiej strony każdy zespół będzie pewnie chciał wylosować właśnie nas z tego pierwszego koszyka. Ze spokojem czekamy na losowanie - powiedział Glik.

Dopytaliśmy Kamila o to, kiedy narodził się skuteczny, zwycięski zespół?

- Teraz nie jestem w stanie wymienić momentu, w którym uwierzyłem, że reprezentacja Nawałki będzie wygrywać, ale ze zgrupowania na zgrupowanie stajemy się mocniejsi, poprawiamy poszczególne elementy. Zawsze chcemy wygrywać mecze i iść do przodu. Na pewno ważnym momentem było historyczne zwycięstwo nad Niemcami. Ten mecz wiele rzeczy zbudował i poprawił w reprezentacji - uważa stoper Orłów i AS Monaco.

 "Lewy", jak przystało na kapitana i w dodatku perfekcjonistę, był krytyczny w stosunku do zespołu.

- Musimy popracować nad tym, żebyśmy byli przez 90 minut skoncentrowani, bo czasami się wyłączamy i myślimy, że jest po meczu.  Tymczasem margines błędu jest mały. Sam wolałbym mieć więcej spokojnych meczów, a nie takich, w których musisz walczyć do końca, bo wypuściłeś z rąk dwubramkowe prowadzenie. Przez takie gapiostwo trzeba się znacznie więcej nabiegać - kręcił głową Robert. 

- Dlatego musimy się poprawiać nie tylko piłkarsko, ale też mentalnie. Jak musimy, to dobrze walczymy, ale gdy gramy bez obciążenia psychicznego, to jednak wolimy się bronić. Tymczasem powinniśmy zaatakować, dobić rywala golem na 3-0 i ten mecz szybciej by się skończył - ocenił kapitan Polaków.  

Zapytany o oczekiwania przed MŚ, Lewandowski odparł spokojnie:

- Nie ma się co oszukiwać, że jesteśmy drużyną, która jedzie wygrać wszystko albo zdobyć medal. Trzeba twardo stąpać po ziemi. Nie ma co pompować balonika. Wiadomo, że będziemy się starali zagrać jak najlepiej. Zobaczymy, do jakiej grupy trafimy - powiedział Robert Lewandowski.

Nasi czołowi piłkarze narzekali po meczu na murawę. Robert Lewandowski: - Chyba została za późno ułożona.

Na początku odwinął się spory kawał trawnika, dopiero Kamil Glik podszedł i obrócił go na właściwą stronę, za co dostał owację z trybun.

- Murawa nie nadawała się do niczego, a na pewno nie do gry w piłkę. Była fatalna dla obu drużyn - skwitował Glik.

Z PGE Narodowego Michał Białoński


Dowiedz się więcej na temat: Robert Lewandowski | Kamil Glik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje