Reklama

Reklama

Polska - Czarnogóra 4-2. Józef Wandzik: Skończyły się śpiewy "nic się nie stało"

- Po awansie „z przytupem” polskich piłkarzy do finałów mistrzostw świata w Rosji apetyty kibiców "Biało-czerwonych" wzrosły – uważa były bramkarz kadry Józef Wandzik. Przestrzega przed popadaniem w skrajności i chwali atmosferę zbudowaną przez reprezentację.

"Skończyły się śpiewy "nic się nie stało". Teraz kibice zastanawiają się nie nad tym, czy Polska wygra, tylko w jakim rozmiarze. Atmosfera zbudowana wokół polskiego futbolu w czasie ostatnich ME i podczas eliminacji przekłada się na wzrost zainteresowania meczami, także ligowymi" - powiedział mieszkający w Grecji były zawodnik Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze i Panathinaikosu Ateny.

Reklama

Przestrzega, by nie robić z "Biało-czerwonych" jakiegoś "superfaworyta" mistrzostw, ale też nie popadać w drugą skrajność po nieudanym meczu.

"Przegraliśmy w eliminacjach z Danią 0-4 i zaraz mówiono o katastrofie. A przecież przegrywają najlepsi, to jest w sporcie normalne. Trzeba kadrze pomagać, a nie psuć atmosferę, która jest znakomita" - dodał.

Przyznał, że spodziewał się po losowaniu grup eliminacyjnych awansu Polaków, jednak styl, w jakim "Biało-czerwoni" osiągnęli cel, go zaskoczył.

"W 1974 roku polski zespół jechał na finały MŚ jako Kopciuszek, cztery lata później - jako jeden z faworytów, potem w Hiszpanii drużyna zrobiła niespodziankę. Więc bądźmy tym "czarnym koniem" teraz. A kibice po mistrzostwach Europy, w których odpadliśmy w ćwierćfinale, na pewno oczekują dużo" - stwierdził były 52-krotny reprezentant Polski.

W jego opinii Robert Lewandowski potwierdził, że jest nie tylko świetnym napastnikiem kadry, ale i jej liderem.

"Tacy przywódcy są bardzo potrzebni. Tę rolę pełnił kiedyś Kazimierz Deyna, prawdziwa "10" na boisku, a podczas MŚ w Hiszpanii (1982) kierował drużyną Zbigniew Boniek" - przypomniał Wandzik.

Jego zdaniem Lewandowski był w kolejnych meczach bardzo pieczołowicie pilnowany przez rywali, a to z kolei stwarzało możliwości w ataku kolegom z drużyny.

Chwalił rywalizację o miejsce w polskiej bramce.

"Trener Adam Nawałka ma bogactwo wyboru. Nie można wskazać bramkarza numer jeden, bo o miejsce walczy czterech, pięciu golkiperów na co dzień występujących w dobrych klubach. I to jest bardzo dobra sytuacja" - ocenił.

Podkreślił, że przed finałami może się zdarzyć "eksplozja" formy, która zaowocuje powołaniami dla nowych zawodników.

"Wiadomo, że takie wielkie turnieje przyciągają piłkarskich menedżerów. Może kolejni nasi piłkarze trafią po MŚ do świetnych klubów i potem oglądając zagraniczne ligi będziemy śledzić ich grę" - zakończył Wandzik.

Wyraził przy tym żal, że zagraniczni piłkarze ściągani do polskich klubów nie są w większości tak dobrzy jak ci, którzy wyjeżdżają w przeciwnym kierunku.

Końcowa tabela "polskiej" grupy eliminacji MŚ 2018


Dowiedz się więcej na temat: Adam Nawałka | Robert Lewandowski | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje