Reklama

Reklama

Polska - Armenia 2-1 w el. MŚ. Jan Furtok: Polacy grali bez sensu

- Gdyby nie Robert Lewandowski, to już teraz moglibyśmy odpaść z wyścigu o awans do mistrzostw świata. Taka jest prawda i nie ma się co czarować - podkreśla w rozmowie z Interią Jan Furtok, były napastnik reprezentacji Polski.

Interia: Jak się panu podobały ostatnie mecze Polaków?

- Wyniki są zdecydowanie lepsze niż gra. Co prawda przeciwnicy bardzo się starali, ale przede wszystkim to Polacy zawiedli. Grali tak... no po prostu bez sensu grali! Takie wrzucanie piłek w pole karne nic kompletnie nie dawało. Za to Armenia miała dwie stuprocentowe sytuacje! Niestety, ale mogliśmy ten mecz nawet przegrać.

Do tej pory filarami kadry byli Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak, a dziś między nimi jest przepaść.

- Widać, że Grześkowi w Paryżu nie za bardzo idzie, zdecydowanie zawiódł. Za to Lewandowski to klasa światowa, bez dwóch zdań. Gdyby nie on, to już teraz moglibyśmy odpaść z wyścigu o awans do mistrzostw świata. Taka jest prawda, nie ma się co czarować. Niestety, ale w naszej kadrze nie ma innego napastnika. 

Reklama

Bo kontuzjowany jest Arkadiusz Milik.

- I będzie go bardzo trudno zastąpić, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Też kiedyś zerwałem więzadła i miałem pół roku z głowy. Najtrudniejsza w tym wszystkim jest rehabilitacja, ale jak wszystko dobrze pójdzie, to później człowiek na boisku zapomina o kontuzji i nie obawia się o nogę. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Liczę, że Arek za sześć miesięcy też będzie w pełni sił.

W tych eliminacjach reprezentacja Polski ma też problemy z prowadzeniem gry.

- We wtorek chcieliśmy zdominować przeciwnika, ale skończyło się na tym, że Armenia - grając z jednym zawodnikiem mniej - cofnęła się, zagęściła pole i dobrze broniła się przed polem karnym. Naprawdę nieźle to wyglądało! Do tego dorzucili dwie kontry, więc trzeba się było z nimi sporo namęczyć. Tymczasem nam skończyły się wszystkie pomysły na atak i szły tylko dośrodkowania za dośrodkowaniami. Do tego doszły straty i problemy gotowe. No cóż, tak to czasem bywa...

Selekcjonerowi Adamowi Nawałce zadania nie ułatwiają również gracze rezerwowi.

- Mam podobne wrażenie - wchodzą z ławki i niewiele dają. Mamy pierwszy skład, a później dużą pustkę. Rezerwowi w tak ciężkim momencie powinni pociągnąć drużynę, a tymczasem stało się odwrotnie.

Coś Panu te męki z Armenią przypominały?

- No tak, nasz mecz z San Marino [w 1993 r. Polacy pokonali rywali 1-0 po bramce Furtoka strzelonej ręką]. Wówczas było dokładnie tak samo, też się strasznie męczyliśmy. A przed meczem wszyscy mówili: "Wygracie z nimi 14-0!", tymczasem skończyło się tylko fajnym golem i miejscem w historii (śmiech).

Jak mogą wyglądać kolejne mecze Polaków w eliminacjach do MŚ? 

- Przed nami zupełnie inne spotkania, bo Rumuni i Czarnogórcy potrafią grać w piłkę. Liczę jednak, że nasi piłkarze spiszą się w tym spotkaniach zdecydowanie lepiej. 

Rozmawiał Piotr Jawor



Dowiedz się więcej na temat: Jan Furtok | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje