Reklama

Reklama

Polska - Andora. ​Technicznie niepoprawny Kamil Glik. Niezbędny w bitwie o Wembley?

Kamil Glik został pierwszą ofiarą nowego selekcjonera Paulo Sousy. Wróci do podstawowego składu reprezentacji? To nie kwestia umiejętności, ale osobowości.

- Wydaje mi się, że nowy trener może zrezygnować z Kamila Glika - powiedział Jerzy Dudek, gdy zapytałem go o nowe ustawienie kadry z trójką w obronie. Dudek zastrzegł, że sam uważa ten pomysł za wątpliwy. Ostatnio, gdy Glik nie mógł grać w drużynie narodowej, jej gra obronna całkiem się posypała.

Glik wypada z gry

Na rosyjskim mundialu polscy piłkarze stracili pięć goli, z czego obydwa w kluczowym meczu z Senegalem właściwie sami sobie wbili. To był wstęp do przegranej i jak mówi zgrany dowcip: na wielkiej imprezie nasi piłkarze grają trzy mecze: kluczowy, o wszystko i o honor. Dokładnie tak było w Rosji.

Reklama

U Jerzego Brzęczka Glik rozegrał 19 spotkań. Czyli był w kadrze pewniakiem. Kręgosłup drużyny od lat wyglądał tak samo: Szczęsny lub Fabiański - Glik - Krychowiak - Lewandowski.

Wiadomo, jakie zalety i wady ma obrońca Benevento. W 80 spotkaniach w reprezentacji Polski zdobył sześć bramek, najważniejsza to ta na 1-1 z Anglią w przegranych kwalifikacjach mundialu w Brazylii. Glik jest mocny w pojedynkach w powietrzu, w walce wręcz w polu karnym. Jest typem wojownika. Ma jednak problem z wyprowadzeniem i rozegraniem piłki.

- Zawsze podziwiałem serce do walki Kamila. Może robiąc rachunek zysków i strat, Paulo Sousa dojdzie jednak do wniosku, że Glika warto mieć w podstawowej jedenastce - powiedział Dudek, który wiele lat temu z młodym Glikiem spotkał się w Realu Madryt.

Sousa zrobił taki rachunek i wyszło mu, że dotychczasowy lider obrony Polaków, w meczu w Budapeszcie, otwierającym jego kadencję, powinien zająć miejsce na ławce. Spędzał tam czas aż do 58. minuty. Polska przegrywała do tego momentu 0-2 i na starcie kwalifikacji mundialu w Katarze groziła jej katastrofa.

Glik wybudza zespół ze śpiączki

W defensywie nie było szefa. Jan Bednarek popełnił błąd przy pierwszej bramce dla Węgrów, Michał Helik przy drugiej. Nerwowy bramkarz Wojciech Szczęsny im nie pomagał. Helik przechodził próbę ognia. Trudno wymagać cudów od debiutanta.

Przy wyprowadzaniu piłki polscy obrońcy też nie błyszczeli. Trudno było zauważyć poprawę w tym elemencie wobec defensywy z Glikiem, za którą optowali Nawałka i Brzęczek. Wysłanie na ławkę obrońcy Benevento niczego więc nie poprawiło. Przeciwnie.

Glik to ten typ piłkarza, który ma odwagę brać odpowiedzialność i ciężar gry na siebie. Tak jest w klubach i reprezentacji. Nie chowa się za kolegów, nie robi uników, byle nikt się do niego nie czepiał. To kwestia osobowości. On ma wyrazistą. Nie znaczy to, że musi grać zawsze, ale w meczach gdzie dominuje walka, wciąż wydaje się trudny do zastąpienia. Taki pojedynek czeka Polaków w środę na Wembley.

Nie wiem, czy lekcja z Budapesztu przekona Sousę. Może czas pokaże, że to selekcjoner miał rację. Może braki techniczne uniemożliwią Glikowi spełnienie wymagań portugalskiego trenera. Przez godzinę meczu z Węgrami brakowało go jednak tak samo jak w starciu z Senegalem w 2018 roku. I to właśnie jako przywódcy, który przedkłada walkę nad techniczną poprawność. Glik, razem z Krzysztofem Piątkiem i Kamilem Jóźwiakiem potrafi wybudzić zespół ze śpiączki. Zesłanie na ławkę nie stępiło jego zawziętości.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje