Reklama

Reklama

Polacy już kiedyś znaleźli receptę na Ukraińców

Reprezentacja Polski jedzie na Ukrainę, by przedłużyć nadzieję na występ w mistrzostwach świata w Brazylii. 13 lat temu zwycięstwem w Kijowie "Biało-czerwoni" zaczęli marsz na mundial w Korei Południowej i Japonii.

Drużyna prowadzona przez Waldemara Fornalika musi wygrać oba mecze, które zostały jej do końca obecnych eliminacji, aby myśleć przynajmniej o udziale w barażach. Na pierwszy ogień idzie Ukraina, z którą Polacy zmierzą się 11 października w Charkowie, a cztery dni później przyjdzie nam zagrać z Anglią na Wembley w Londynie.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę grupy H eliminacji MŚ 2014

Mało kto wierzy jednak, że "Biało-czerwoni" będą w stanie pokusić się o te dwa zwycięstwa, szczególnie że nie potrafili przecież pokonać  na wyjazdach takich "potęg" jak Czarnogóra czy Mołdawia.

- Ale szanse wciąż są, więc trzeba wierzyć. Na razie koncentrujemy się na meczu z Ukrainą. Wiadomo, że musimy go wygrać, by przedłużyć nadzieje, więc trzeba maksymalnie wykorzystać te kilka dni do spotkania w Charkowie. O Anglii nie ma sensu na razie w ogóle myśleć - powiedział dziennikarzom Kamil Glik, obrońca Torino FC. Podopieczni Fornalika zebrali się dzisiaj na zgrupowaniu w Warszawie.

Reklama

- Kto ma wierzyć, jak nie my, czyli zawodnicy i sztab szkoleniowy?! Kibicom to przyjdzie trudniej, bo ostatnio ich nie rozpieszczaliśmy i statystyki na pewno nie są po naszej stronie. Jednak wielu polskich piłkarzy prezentuje w klubach ostatnio wysoką formę i liczę, że uda się to przełożyć na reprezentację - stwierdził Waldemar Sobota, pomocnik FC Brugge.


13 lat temu Polacy przed wyjazdem na Ukrainę też byli w trudnej sytuacji. Przed spotkaniem w Kijowie nie wygrali w regulaminowym czasie (19 czerwca 1999 pokonali w Bangkoku Nową Zelandię 5-4 w karnych) od ponad roku, a ich licznik meczów bez zwycięstwa zatrzymał się na liczbie 11. W 2000 roku, a więc od początku kadencji Jerzego Engela, ulegli m.in. Hiszpanii 0-3, Francji 0-1, Holandii 1-3 czy zremisowali z Rumunią 1-1. - To ciężkie doświadczenie przyniosło pożądany skutek - powiedział INTERIA.PL Jerzy Dudek, bramkarz tamtej ekipy.

- Zawsze twierdziłem, że lepiej grać z mocnymi przeciwnikami i nawet przegrać, ale na podstawie porażek wyciągać wnioski i uczyć się, niż grać ze słabeuszami i wygrywać po 6-0. Mecze, które rozgrywaliśmy przed Ukrainą, były po to, żeby obnażyć nasze błędy, wytworzyć atmosferę mówiącą nam, że nie jesteśmy wielkimi piłkarzami, że cały czas musimy nad sobą pracować - dodał były zawodnik Feyenoordu Rotterdam, Liverpool FC czy Realu Madryt.

Wtedy właśnie zwycięstwo w Kijowie z Ukrainą 3-1 na początek eliminacji MŚ 2002 pozwoliło stworzyć zespół, który po 16 latach przerwy pozwolił "Biało-czerwonym" znowu wystąpić na mundialu. - Jednym spotkaniem, jednym momentem odmieniliśmy losy całej polskiej piłki. Po szesnastu latach awansowaliśmy do mistrzostw świata. Stało się to w głównej mierze dzięki temu spotkaniu, które dało nam dużo pewności - powiedział Dudek.

Kluczem do sukcesu okazał się Emmanuel Olisadebe. Engel poznał go w Polonii Warszawa, którą prowadził w ducie z Dariuszem Wdowczykiem. Ówczesny selekcjoner "Biało-czerwonych" lobbował za tym, aby nadać Nigeryjczykowi polskie obywatelstwo i natychmiast jak to się stało, postawił na niego w reprezentacji. Mający duże zaufanie Olisadebe zaczął odwdzięczać się już w swoim drugim występie w kadrze, kiedy strzelił dwa gole na Ukrainie.

- "Oli" był dla nas bardzo ważny. Był szybki, graliśmy dobrze z kontrataku, więc potrzebowaliśmy zawodnika, który by wypełniał lukę między ostatnim obrońcą a bramkarzem. On to robił genialnie, miał nosa, taką świeżość strzelecką - wspomina Dudek.

W poszukiwaniu swojego asa z rękawa na decydujące starcia, Fornalik zdecydował się po raz pierwszy powołać Sławomira Peszkę, który dobrze spisuje się w 1.FC Koeln grającym na zapleczu Bundesligi, rutyniarza Mariusza Lewandowskiego z PFK Sewastopol oraz odkurzyć Marcina Wasilewskiego (Leicester City) i Grzegorza Wojtkowiaka (TSV 1860 Monachium).

- Na pewno są w stanie pomóc na boisku, ale i poza nim, gdyż mają za sobą wiele ważnych meczów w reprezentacji i kiedyś stanowili o jej obliczu - zauważył Sobota.

Powołanie Wasilewskiego i Wojtkowiaka może zwiastować kolejne roszady w obronie. - Skoro tu jestem, to pewnie trener miał jakiś plan związany ze mną. Nie rozmawiałem z nim jeszcze, więc nie wiem, na jakiej pozycji ewentualnie mnie widzi. Zdecydowanie bardziej jestem prawym obrońcą niż lewym, ale to właśnie na tej pozycji, z różnych przyczyn, gram ostatnio w klubie - stwierdził Wojtkowiak.

"Biało-czerwoni" już wiele lat nie wygrali wyjazdowego spotkania z teoretycznie silniejszym rywalem, a takim są Ukraina i Anglia. Pytany, dlaczego ma się to udać teraz, Peszko w swoim stylu odpowiedział: - Może dlatego, że ja przyjechałem na zgrupowanie? A tak poważnie, to trzeba wierzyć, dopóki piłka w grze.

Paweł Pieprzyca, współpraca Waldemar Stelmach

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Ukraina - Polska. Początek 11 października o 20

Relację na żywo można też śledzić na urządzeniach mobilnych

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Anglia - Polska. Początek 15 października o 21

Relację na żywo można też śledzić na urządzeniach mobilnych

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę grupy H eliminacji MŚ 2014

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy