Reklama

Reklama

Po co Fornalikowi Boruc?

Powołanie dla Artura Boruca to dowód, że grzeczny trener piłkarskiej reprezentacji Polski nie jest zwolennikiem wyłącznie grzecznych piłkarzy.

Wojciech Szczęsny doczekał się w końcu. Nie chodzi wyłącznie o powrót do kadry, ale o rywalizację z Arturem Borucem, którego jeszcze do niedawna uważał za bezdyskusyjny numer jeden wśród polskich bramkarzy. Kiedy przed Euro 2012 Franciszek Smuda zdecydowanie postawił na podbijającego Premier League Szczęsnego, ten ku rozpaczy selekcjonera stwierdził, że nic by go bardziej nie mobilizowało, niż obecność Boruca.

Reklama

Szczęsny był zaledwie nastoletnim kandydatem na dobrego bramkarza, gdy Boruc na mundialu w 2006 roku i Euro 2008 zostawał bohaterem narodowym Polaków. Jeśli w drużynach Pawła Janasa i Leo Benhakkera był choć jeden gracz europejskiej klasy, nikt z kibiców nie miałby najmniejszych kłopotów z jego wskazaniem. Boruc dokonywał cudów między słupkami, podbijając dodatkowo serca rodaków oryginalnymi wypowiedziami. Po spotkaniu z gospodarzami mistrzostw świata stwierdził: "Niczego specjalnego nie dokonałem, bo Niemcy cały mecz strzelali we mnie". Poproszony o ocenę występu drużyny wypalił: "Mundial jest raz na cztery lata, a my go totalnie spieprzyliśmy".

Dr Jekyll i Mr Hyde

To był Boruc w skórze doktora Jekylla. Bramkarz brylujący nie tylko w drużynie narodowej, ale także w Champions League. W galerii jego parad pozostanie ta z 89. minuty starcia Ceticu z Manchesterem United w 2006 roku, gdy obronił jedenastkę Louisa Sahy dając Szkotom prestiżowe zwycięstwo 1-0 i awans do 1/8 finału. 26-letni wtedy bramkarz był na ustach całej Europy, wydawało się kwestią czasu, gdy trafi do Manchesteru United, lub Milanu.

Ale Boruc miał w zanadrzu także drugie wcielenie: Mr Hyde'a. Tuż po Euro 2008 sława i uznanie kompletnie przewróciły mu w głowie. Najpierw zmusił Beenhakkera do wylania go z reprezentacji za pijaństwo, potem wrócił tylko po to, by w pojedynkę zawalić eliminacje mundialu w RPA. Jego interwencje w starciach ze Słowakami, czy Irlandią Płn ostatecznie podcięły skrzydła podupadającej drużynie. Dla Boruca nastał czas zamętu: walczył z nadwagą, zmieniał klub, by po jakimś czasie, dzięki niekwestionowanemu talentowi odnaleźć się w Fiorentinie. Sam zrobił jednak najwięcej, by szczytu nie osiągnąć.

Bez względu na to, jak oceniamy dziś Smudę, publiczne nazwanie go "Dyzmą" przez Boruca było karygodne. Nic dziwnego, że selekcjoner przekonał Szczęsnego, by na pytanie o najlepszego polskiego bramkarza odpowiadał "ja", lub jeśli nie chce, milczał. Po zakończeniu minionego sezonu Boruc zdecydował się na kolejny zakręt. Odszedł z Serie A, gdzie zbudował sobie solidną pozycję i bardzo długo nie mógł znaleźć klubu. Dziś odbudowuje się w walczącym o byt Southampton, gdzie też na starcie nie obeszło się bez skandali: kibice własnej drużyny niezbyt ciepło przyjmujący Polaka, oskarżyli go, że rzucił w nich podczas meczu bidonem.

Zwiększyć rywalizację

Po co Fornalikowi 33-letni kontrowersyjny bramkarz? Odpowiedź z pozoru banalna: by zwiększyć rywalizację w reprezentacji. Szczęsny wraca po kontuzji, Przemysław Tytoń stracił miejsce w składzie PSV. Ze sportowego punktu widzenia Boruc to kandydat idealny, chyba, że znów przyjedzie na zgrupowanie, by zaprowadzić tam własne porządki.

Za czasów Smudy została powołana tak zwana Polska Partia Przyjaciół Boruca, składająca się z wpływowych ludzi piłki podkreślających, że zawodowy futbol nie jest bajką dla grzecznych dzieci. Należał do niej Zbigniew Boniek, kilka razy domagający się publicznie, by dla wspólnego dobra selekcjoner zapomniał o konflikcie. Dziś słowo Bońka znaczy w naszym futbolu jeszcze więcej. Fornalik zna z pewnością sympatie nowego przełożonego.

Nie ma jednak podstaw, by wątpić, że selekcjoner podjął decyzję o powołaniu Boruca samodzielnie. Tuż po jego nominacji, Boniek, jeszcze jako publicysta napisał, że kultura, ogłada i spokój to cechy, które nikomu nie zaszkodziły. Choć oczywiście nie za to rozlicza się trenera. To nawet dobrze świadczy o grzecznym Fornaliku, że nie boi się trudnych wyzwań. Bo nie ma wątpliwości, iż otwieranie drzwi do kadry komuś, kto tak łatwo wciela się w Mr Hyde'a, jest ryzykiem.

Po trudnym początku w Premier League, Boruc zaczął grać dobrze: przynajmniej w trzech ostatnich meczach Southampton należał do najlepszych w drużynie. A więc formę sportową odzyskuje. Jest dziś człowiekiem po przejściach: jego charyzma, doświadczenie mogą być dla drużyny narodowej bezcenne, tak jak zgubne mogą się okazać konsekwencje jego przerośniętego ego. Fornalik podjął wyzwanie i bierze za to odpowiedzialność. Jak widać Boruc to postać, wobec której trudno pozostać obojętnym.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Wojciech Szczęsny | Artur Boruc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje