Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów. Mirosław Bulzacki - sylwetka

Kariera mało którego piłkarza reprezentacji, który zapisał się w niej złotymi głoskami, trwała tak krótko. Ale za to jak intensywnie - w ciągu zaledwie dwóch i pół roku Mirosław Bulzacki dwukrotnie poradził sobie z Anglikami i aż trzy razy powstrzymał Johana Cruyffa przed zdobyciem bramki w meczach z "Biało-Czerwonymi".

Gdy wracamy do wspomnień z ery reprezentacji Kazimierza Górskiego, rzadko kiedy wspomina się, że eliminacje do mundialu w 1974 roku rozpoczęły się od falstartu. Aż dziwne wydaje się dziś, że reprezentacja, która kilkanaście miesięcy później była o krok od finału mistrzostw świata, mogła zakończyć marzenia o mundialu, zanim na dobre rozpoczęły się eliminacje do turnieju. Tak się jednak stało - w pierwszym spotkaniu Walia pokonała Polskę 2-0 i Kazimierz Górski musiał szukać nowych rozwiązań przed meczem z Anglikami.

Bulzacki na ratunek

Reklama

Z pomocą pospieszył Górskiemu właśnie Mirosław Bulzacki. Niespełna 22-letni wychowanek ŁKS-u zdał egzamin w sparingowych grach z Jugosławią i Irlandią, dając selekcjonerowi argument, by ten postawił na niego w meczu z Anglią w Chorzowie. Rosły obrońca zajął miejsce na środku obrony obok Jerzego Gorgonia i spisał się znakomicie. "Biało-Czerwoni" sensacyjnie pokonali Anglików 2-0 i wrócili do gry o wyjazd do RFN!

Bulzacki w parze z Gorgoniem zagrał także w dwóch kolejnych spotkaniach - rewanżu z Walią (3-0) i pamiętnym spotkaniu z Anglią na Wembley (1-1). Łodzianin, choć sam wysoki i świetnie grający głową, pod względem wzrostu ustępował jednak Gorgoniowi i w tym duecie to on odpowiadał za asekurację i pilnowanie zwrotnych napastników przeciwnika. Nieraz zdarzało mu się asekurować wychodzącego z bramki Jana Tomaszewskiego - w meczu na Wembley zaliczył nawet kapitalną interwencję, zatrzymując zmierzającą do bramki piłkę przed samą linią bramkową.

Niektórzy przed historycznym starciem mieli jednak poważne wątpliwości, czy młody piłkarz udźwignie trudy spotkania. - Do gry przeciw Anglii predysponują go znakomity warunki fizyczne. Potrafi grać ostro, ale nie faul. Lepszego zawodnika na pozycji środkowego obrońcy, obok Jerzego Gorgonia, nie mamy na rynku krajowym - rozkładał ręce trener Górski, tłumacząc swoją decyzję. Decyzję, która na boisku obroniła się w stu procentach. Jednak najpiękniejszej i najważniejszej interwencji swojego podopiecznego Górski nie widział na własne oczy. Legendarny trener nie wytrzymał napięcia i zszedł do szatni kilka minut przed końcowym gwizdkiem. Sytuację, w której Bulzacki wybija piłkę, ratując "Biało-Czerwonym", mógł zobaczyć dopiero w telewizyjnych powtórkach.

Postawa 22-letniego obrońcy została wyróżniona także przez media. "Piłka Nożna" uznała później Bulzackiego piłkarskim odkryciem 1973 roku.

Mundial tylko z ławki

Polacy wywalczyli więc awans na mundial, a selekcjonerowi przybył kolejny ból głowy. Obok sprawdzonego duetu stoperów pojawił się rewelacyjny, zaledwie 20-letni Władysław Żmuda. W sparingach przed mistrzostwami świata grał raz jeden, raz drugi. "Na kogo w meczu z Argentyną postawi trener Górski?" - pytała prasa przed pierwszym gwizdkiem. Piłkarze decyzję poznali 14 czerwca, dzień przed starciem z wyjątkowo trudnym rywalem. Wybór tym razem padł na Żmudę. - Przed wyjściem na boisko byłem przekonany, że wiem o Kempesie wszystko. Później okazało się, że wiedziałem więcej, niż mi to było potrzebne - mówił po wygranej 3-2 Żmuda, potwierdzając, że selekcjoner i tym razem podjął trafną decyzję.

A Bulzacki? Przez całe mistrzostwa był w gotowości, lecz występu na mundialu w końcu się nie doczekał.

- Czy było mi przykro? Tak, zdecydowanie. Czy mam żal? Nie, nie mam. Miejsce w składzie straciło kilku chłopaków z Wembley - ja, Janek Domarski, Lesław Ćmikiewicz - opowiadał Bulzacki.

Poskromił samego Johana Cruyffa

Boczyć się zresztą nie było czasu - bo już trzy miesiące po zakończonym mundialu Bulzacki wybiegał w pierwszym składzie na mecz inaugurujący eliminacje do Euro 1976. W Helsinkach Orły Górskiego pokonały Finlandię 2-1. A kiedy po "aferze pociągowej" miejsce w kadrze na kilka miesięcy stracił Gorgoń - okazało się, że Bulzacki wraz ze Żmudą musieli stać się szefami polskiej defensywy.

Na pierwszy ogień przypadło im wyzwanie najtrudniejsze z możliwych. Do Chorzowa przyjeżdżali Holendrzy, zwani wówczas "Dream Teamem". Nie był to pierwszy raz, kiedy Bulzacki stanął naprzeciw słynnego Johanna Cruyffa - dwa lata wcześniej, tuż przed meczem z Anglią na Wembley, w towarzyskim meczu odpowiadał właśnie za krycie legendarnego napastnika. I nie pozwolił mu strzelić gola, dzięki czemu "Biało-Czerwoni" zremisowali 1-1.

Bulzacki doskonale spisał się i tym razem. Mecz z Holandią z września 1975 roku do dziś nazywany jest zresztą jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym spotkaniem w historii polskiej reprezentacji. Dowodzona przez duet Bulzacki - Żmuda defensywa nie pozwoliła rywalom na wiele, a w ataku szaleli Grzegorz Lato (gol), Robert Gadocha (gol) i Andrzej Szarmach (dwa gole). Po pięknym widowisku Stadion Śląski w Chorzowie szalał z radości - Polacy pokonali Holendrów 4-1 i byli o krok od historycznego awansu na mistrzostwa Europy.

Wszystko "wyłożyło się" miesiąc później. W Amsterdamie Holendrzy wzięli srogi rewanż i odprawili "Orłów" z bagażem trzech goli. I tym razem Bulzacki zdołał powstrzymać Cruyffa przed zdobyciem bramki, ale to nie pomogło - "Pomarańczowi" cieszyli się z wygranej 3-0 i to oni pojechali na Euro do Jugosławii. - Nasza wina i tyle. PZPN zafundował też wyjazd dla żon, piknik się z tego zrobił - wspomina nieszczęsne spotkanie Bulzacki.

Mało kto przypuszczał wówczas, że 24-latek rozegra wówczas ostatni mecz w narodowych barwach. Z kadry wyleciał w dość kuriozalny sposób - przez nieszczęsny mecz Pucharu Polski. To właśnie wtedy ŁKS, z którym związany był prawie przez całą karierę, grał ze Stoczniowcem Gdańsk.

Rywale wygrywali, a łodzianie - dość łagodnie powiedziane - winą za ten stan obarczali sędziego. W pewnym momencie zdenerwowany Bulzacki wykopnął piłkę poza grą - pech chciał, że trafił prosto w sędziego... Ten wyrzucił obrońcę z boiska, a niedługo później ten sam los spotkał Jana Tomaszewskiego. Bramkarz po pechowym spotkaniu nie poniósł większych konsekwencji, Bulzacki za to - został ukarany dyskwalifikacją. Do kadry narodowej nie zdołał już wrócić.

Mirosław Bulzacki

(Urodzony 23 października 1951 roku)

Kariera piłkarska:

1969-83 - Łódzki KS

1983 - Start Łódź

1984 - VfL Herzlake

1984-86 - TV Wehingen 1891

1986-87 - Dozamet Nowa Sól

Reprezentacja Polski: 23 występy

Wojciech Górski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje