Reklama

Reklama

Paulo Sousa trenerem reprezentacji Polski. Michał Listkiewicz zwraca uwagę na ciekawy węgierski wątek

- Kibicuję, żeby Paulo Sousie się powiodło, jestem tylko trochę rozczarowany, że w sztabie nie ma żadnego Polaka - mówi w rozmowie z Interią Michał Listkiewicz.

Były prezes PZPN zatrudniał poprzedniego zagranicznego selekcjonera na tym stanowisku, Leo Beenhakkera.

Reklama

Paweł Czado, Interia: Paulo Sousa to dobry wybór?

Michał Listkiewicz, prezes PZPN w latach 1999-2008: - Czas pokaże. Wstrzymałbym się na razie zarówno z krytyką, jak i pochwałami. Nie ma co chwalić dnia przed wschodem słońca, ale jestem też przeciwny krytyce a priori. Uważam, że trudno oceniać nawet po jednym czy dwóch rozegranych meczach. Ale jedno jest pewne: Paulo Sousa to nie jest "no name", osiągnął coś zarówno jako piłkarz, jak i trener.

Na tym stanowisku nie liczy się paszport tylko kompetencje?

- Tak sądzę. Do dziś uważam, że moja decyzja o zatrudnieniu Leo Beenhakkera jako selekcjonera była świetnym wyborem. Byłem pewien, że dobrze zrobiłem. Sytuacja różni się o tyle od obecnej, że po pierwsze - wówczas Leo nie został dobrze przyjęty przez nasze środowisko trenerskie, po drugie - choć start za jego kadencji nie był tak udany [porażki z Danią w meczu towarzyskim na wyjeździe oraz z Finlandią u siebie w pierwszym meczu eliminacji ME, przyp.aut.], potem przyszły wyniki [dwa miesiące później fantastyczny mecz z Portugalią i w efekcie pierwszy w historii awans na ME, przyp.aut.]

Dziś jest już łatwiej zatrudnić trenera obcokrajowca niż wcześniej, bo zagraniczni fachowcy zrobili i robią wiele dobrego w innych dyscyplinach: Lozano czy Antiga w siatkówce, Taylor w koszykówce, Horngacher czy Doleżal w skokach albo Wierietelny w biegach narciarskich.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Zbigniew Boniek zdecydował się na zaskakujący ruch.

- Rozumiem Zbyszka Bońka. Chce własną kadencję jako prezesa PZPN zakończyć sukcesem i robi wszystko, żeby tak było. Wcale się temu nie dziwię.

A nie jest wcale tak, że Paulo Sousa nie ma doświadczenia z pracą na szczeblu reprezentacji, w 2008 roku był przecież asystentem Carlosa Queiroza w reprezentacji Portugalii. Kibicuję, żeby się powiodło, jestem tylko trochę rozczarowany, że w sztabie nie ma żadnego Polaka. Liczyłem, że prezes postawi się w tej sprawie. Z Beenhakkerem współpracował Frans Hoek świetny trener bramkarzy, ale już taki Jan de Zeeuw to właściwie pół-Polak, a w sztabie byli także Adam Nawałka i Dariusz Dziekanowski. Paulo Sousa jest zadaniowcem, ma osiągnąć  dobry wynik na Euro, ale dobrze byłoby, żeby w sztabie był ktoś, kto w przyszłości mógłby przejąć od niego tę funkcję.

A Jurek Brzęczek? Jest świetnym facetem i sądzę, że w przyszłości odniesie jeszcze wiele trenerskich sukcesów.

Spotkał się pan kiedyś z Sousą?

- Byłem na Węgrzech na meczu Videotonu w czasach, kiedy prowadził ten zespół [w latach 2011-2012, przyp.aut.]. Wydawało mi się wtedy, że to taki trochę raptus na ławce trenerskiej, może trochę jak Sa Pinto w Legii, reagował emocjonalnie. Po meczu uczestniczyłem w kuluarowym spotkaniu i Paulo Sousa zrobił na mnie wtedy wrażenie światowca, mówi płynnie kilkoma językami.

Tak się składa, że pierwszy mecz eliminacji mistrzostw świata już niedługo gramy akurat z Węgrami.

- Można powiedzieć, że Węgrzy mają lekką przewagę psychologiczną. Są na fali wznoszącej, wierzą we własną reprezentację, są pełni optymizmu.

Warto przypomnieć, że kiedy Paulo Sousa pracował na Węgrzech, miał bardzo poważną scysję ze swoim napastnikiem Nemanją Nikoliciem [Z Videotonu trafił do Legii, przyp.aut.]. Kto wie czy węgierski selekcjoner Włoch Marco Rossi, wiedząc o konflikcie Portugalczyka z Nikoliciem, nie wystawi go na mecz z Polską? Nikolić będzie chciał przecież coś Paulo Sousie udowodnić. Zobaczymy.

Rozmawiał Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje