Reklama

Reklama

Obraniak ma córkę i z Argentyną nie zagra

Ludovic Obraniak został ojcem - ma córkę i nie zagra w niedzielnym meczu piłkarskiej reprezentacji Polski z Argentyną. Pozostali kadrowicze powołani przez selekcjonera Franciszka Smudę od dwóch dni trenują w podwarszawskim Sulejówku.

- Żona Obraniaka urodziła w środę córkę. Do Polski Ludo przyjedzie w sobotę i w czwartek zagra z Francją - powiedział dyrektor reprezentacji Konrad Paśniewski.

W popołudniowych czwartkowych zajęciach miejsce w podstawowym składzie "Biało-czerwonych" na lewej stronie pomocy, dotychczas zazwyczaj zarezerwowane przez Obraniaka (OSC Lille), zajął Kamil Grosicki (Sivasspor Siva).

- Zdaję sobie sprawę, że zająłem miejsce m.in. dlatego, że nie ma Ludovica, ale z drugiej strony mam za sobą udaną rundę w lidze tureckiej, a też postawiłem sobie zadanie wywalczenia pozycji w narodowej jedenastce na Euro - przyznał w rozmowie Grosicki.

Reklama

Smuda podczas poprzednich tegorocznych zgrupowań, w Portugalii i Grecji, często już na pierwszych treningach wystawiał do gierek zespół, który później wybiegał od pierwszej minuty w oficjalnych spotkaniach. Teraz podkreśla, że będzie inaczej.

- Na pewno ten skład, który dziś widzieliście, będzie się różnił jednym-dwoma, a może nawet trzema nazwiskami - mówił dziennikarzom.

Oprócz Grosickiego, w "podstawowej" ekipie grali: w bramce Wojciech Szczęsny, w obronie Łukasz Piszczek, Grzegorz Wojtkowiak, Tomasz Jodłowiec i Jakub Wawrzyniak, w pomocy Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka, Adam Matuszczyk, Adrian Mierzejewski, zaś wysuniętym napastnikiem był Robert Lewandowski. W końcówce Matuszczyk i A. Mierzejewski zdjęli żółte narzutki, a w środku pola zastąpili ich Rafał Murawski i odkrycie wiosny w Ekstraklasie Mateusz Klich.

W porównaniu z południowym upałem, w jakim przyszło pracować reprezentantom Polski, popołudniowe zajęcia odbywały się w dużo korzystniejszych warunkach atmosferycznych, choć słońce dalej dość mocno dawało się we znaki. Ale był już... cień, do którego "ciągnęło" piłkarzy.

- W cieniu będziecie stać! Przesuwajcie grę po całym boisku - złościł się Smuda; po chwili dodawał: - Nie wszyscy jeszcze zapalili, muszą sobie przypomnieć jak ma wyglądać nasz styl gry i taktyka.

Półgodzinna gierka, w której w teoretycznie rezerwowej drużynie wystąpił z konieczności jeden z asystentów selekcjonera Jacek Zieliński, zakończyła się remisem 1- 1. Jako pierwsi gola strzelili "czerwoni" za sprawą Szymona Pawłowskiego. Wyrównał Lewandowski po akcji, którą zainicjował często chwalony przez Smudę Piszczek.

Zajęciom przyglądał się Paweł Miąszkiewicz, w latach 90. podopieczny Smudy w Widzewie Łódź, który rywalizował wówczas w Lidze Mistrzów.

- Przyszedłem popatrzeć, jak wyglądają treningi kadry. Oj, różnią się od tych sprzed kilkunastu lat. Troszkę powspominaliśmy z trenerem Smudą stare czasy. Nie ma łatwego zadania, bo brakuje mu czasu na zgranie zespołu - powiedział Miąszkiewicz, który sam jest szkoleniowcem, prowadzi juniorów starszych i młodszych Victorii Sulejówek.

Z Jackiem Kazimierskim oddzielnie przez niemal godzinę ćwiczyli bramkarze Szczęsny i Grzegorz Sandomierski. Na zakończenie były golkiper Legii Warszawa i Olympiakosu Pireus zarządził konkurs strzałów z 16 metrów w... poprzeczkę. Wygrał Szczęsny, który miał udane dwie z pięciu prób.

W piątek polscy piłkarzy również dwukrotnie będą trenować w Sulejówku. Mecz z Argentyną w niedzielę (godz. 17.00) na stadionie Legii. Cztery dni później, 9 czerwca, na tym samym obiekcie "Biało-czerwoni" zmierzą się z Francją (godz. 21.00).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje