Reklama

Reklama

Niemcy - Polska - Jerzy Dudek o meczu: Strach przed porażką

- Według mnie jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu jak po zwolnieniu Waldemara Fornalika - ocenił Jerzy Dudek towarzyski mecz Niemcy - Polska. Pojedynek w Hamburgu zakończył się bezbramkowym remisem.

Dostrzega pan jakieś plusy po wtorkowym meczu?

Jerzy Dudek: Przede wszystkim nie ma sensu w jakikolwiek sposób oceniać tego spotkania, bo ono nie powinno się odbyć w takiej formie. Szkoda, że powstał pomysł organizacji takiego meczu, ponieważ rywalizacja z Niemcami ma swoją historię i zupełnie inną wymowę. Jak powiedział jeden z asystentów Joachima Loewa, Niemcy traktowali ten sparing jak zabawę. Z kolei nasza drużyna była pod presją, aby nie przegrać i uniknąć kompromitacji. Defensywna gra podopiecznych Adama Nawałki i oddanie pola gry rywalom, było zaskakujące. Taka postawa była spowodowana strachem przed porażką z zespołem złożonym głównie z graczy występujących w kadrze młodzieżowej. Nawet z wypowiedzi polskich piłkarzy można było wywnioskować, że byli nieco zaskoczeni nakreśloną taktyką na to spotkanie.

Reklama

Na trybunach stadionu w Hamburgu zasiadło ponad 37 tysięcy widzów. Kibice mają prawo czuć się rozczarowani?

- Wśród kibiców na stadionie panowała dezorientacja, bo przeważała drużyna złożona z graczy młodzieżowych. Z  niemieckiego zespołu, który zagrał we wtorek, szansę wyjazdu do Brazylii dostanie jeden, może dwóch graczy. To będzie swoista nagroda za dobrą postawę w meczu z naszą reprezentacją. Reszta zawodników do pierwszej reprezentacji Niemiec trafi za kilka lat. U trenera Loewa widać było jakiś pomysł na ten mecz. Po prostu zrobił sobie przegląd młodych zawodników. Natomiast u nas nie było widać żadnej myśli i dlatego ten mecz niczemu nie służył. Gra z kontrataku przeciwko niemieckiej młodzieżówce była bardzo zaskakującą taktyką. W najbliższym czasie zagramy towarzysko z Litwą i rozpoczniemy eliminacje do Euro 2016 spotkaniem z Gibraltarem. Taktyka powinna być dostosowana pod kątem rywalizacji z tymi drużynami.

Czy występem we wtorkowym spotkaniu któryś z Polaków przekonał pana, że powinien mieć stałe miejsce w reprezentacji?

- Na podstawie takiego meczu na pewno nie powinno się wyciągać daleko idących wniosków. Jeśli jednak miałbym kogokolwiek wyróżnić, to na pewno Maciej Rybus zasługuje, aby dostawać szanse w kolejnych spotkaniach. Z kolei Mateusz Klich nadaje pewnej dynamiki tej reprezentacji. Wszyscy jednak wiemy, jak to wygląda, kiedy nasz zespół gra przeciwko silnemu rywalowi.

Niestety u większości naszych zawodników widać było brak rytmu meczowego. Podawanie koledze w pięty świadczy o braku pewności siebie i czucia piłki. Poza tym losy meczu różnie mogły się potoczyć, bo przecież dwukrotnie "Biało-czerwoni" wybijali piłkę z linii bramkowej.

Czy debiut w reprezentacji urodzonego w Brazylii Thiago Cionka można uznać za udany?

- Na pewno trzeba dalej szukać, bo pozycja stopera jest niezwykle ważna dla całego zespołu. Cionek natomiast nie zrobił niczego, co mogłoby go skompromitować lub co dyskredytowałoby go przed następnym powołaniem. Jednak w tym meczu sprawiał wrażenie zbyt silnego, ale za wolnego i mało dynamicznego.

Skoro trener Loew postawił na graczy młodzieżowych, być może my również powinniśmy pójść tą drogą

- Przed spotkaniem pomyślałem, że ma ono na celu podwyższenie niektórym graczom liczby meczów w reprezentacji. Nazwałbym go meczem kolekcjonerskim. Wydaje mi się, że Adam Nawałka powinien we współpracy z trenerem reprezentacji U-21 skompletować zespół opierając się na młodych graczach. Z pewnością byłaby to ciekawa konfrontacja i nikt nie miałby pretensji, gdybyśmy przegrali 0-3. A tak nadal nie wiadomo w jakim miejscu jesteśmy. Poziom naszej reprezentacji to wciąż wielka niewiadoma. Wydaje mi się, że takie samo uczucie towarzyszy naszemu selekcjonerowi.

Widzi pan jakiś postęp w grze reprezentacji?

- Powtórzę, że po takim meczu nie można wyciągać żadnych wniosków. Na boisku wszystko działo się na zasadzie przypadku. Nie widać było przemyślanego wyprowadzania piłki. Początek był obiecujący, bo zagraliśmy agresywnie. Pomyślałem, że przy takim pressingu ze strony naszego zespołu, będzie ciekawie. Jednak po pięciu minutach oddaliśmy inicjatywę rywalowi.

Według mnie jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu jak po zwolnieniu Waldemara Fornalika.

Czy "Biało-czerwonych" w potencjalnie najmocniejszym składzie stać byłoby na zwycięstwo we wtorkowym spotkaniu?

- Myślę, że byłyby szanse na skromne zwycięstwo. Robert Lewandowski zna przecież większość z tych graczy, którzy wystąpili we wtorek w Hamburgu i wie jak powinno się grać przeciwko nim. W dzisiejszym futbolu bardzo ważna jest gra skrzydłami, a w tym stylu dobrze sprawdza się Łukasz Piszczek. Z tego powodu mielibyśmy więcej swobody i argumentów, aby odnieść minimalne zwycięstwo. Jednak nie miałoby ono żadnego znaczenia.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje