Reklama

Reklama

Ministerstwo znalazło winowajcę skandalu podczas meczu Polska - Anglia

Rzadko zdarza się, by zamiast PR-owego mydlenia oczu, zapadały konkretne decyzje. Zmieniając szefa NCS-u Ministerstwo Sportu przyznało się, że po jego stronie leżała spora część winy za to, że mecz Polska - Anglia nie odbył się w pierwotnym terminie.

Minister Sportu Joanna Mucha w dzisiejszym wystąpieniu w TVP Info tak uzasadniła odwołanie szefa NCS-u Roberta Wojtasia: - Nie poszedł osobiście na przedmeczową odprawę z FIFA, tylko wysłał tam swojego człowieka. Nie było reakcji, gdy okazało się, że najświeższe prognozy donoszą o poważniejszych opadach, niż się na to pierwotnie zanosiło.

Warto podkreślić, że Mucha tłumaczyć się musi za błędy poprzedników. Bez odpowiedzi pozostaje przecież pytanie, kto i dlaczego zatwierdził projekt budowy najważniejszego i najdroższego w Polsce stadionu przy bzdurnym założeniu, że dach można rozkładać tylko wtedy, gdy nie jest on potrzebny (brak opadów deszczu, śniegu, czy powiewów wiatru, ataku mrozu). Ciężko też pojąć, dlaczego inwestor zgodził się na brak stałej murawy, a jeśli już przyjął inne rozwiązanie, to z jakiego powodu nie wdrożył w życie instalacji murawy kasetonowej, która po serii rozegranych na niej meczów miała być przeniesiona w inne miejsce, gdzie rosłaby bez zakłóceń, a na płycie stadionu w tym czasie mogłyby się odbywać koncerty i inne niesportowe wydarzenia.

Reklama

Przedstawiciele NCS-u po skandalu w meczu z Anglią tłumaczyli, że nie zainstalowano takiej jak na Euro 2012 murawy, bo to koszt rzędu 5-6 mln zł. Z przyczyn ekonomicznych wybrano tańszą, cieniutką trawę za 780 tys. zł. Jeden ze sponsorów dużego klubu podczas wyborów prezesa PZPN-u powiedział mi: - Nie wiem kto w NCS-ie i Ministerstwie Sportu przygotowuje kosztorysy mówiąc, że porządna murawa pochłonie 5-6 mln złotych. Naprawdę nie wiem kto im organizuje przetargi, ale ja w "Zielonej Architekturze", czy "Trawnik-Producent" byłbym w stanie bez problemu, w pełni funkcjonalną, zawierającą dobry drenaż murawę zamówić za milion złotych.

Minister Mucha zdradza, że ma poważnego kandydata na operatora Narodowego. Dodaje też, że w najbliższych latach obiekt przyniesie straty. Według niej wypracowanie dobrej formuły, która pozwoli na stadionie zarabiać zajmie kilka lat. - Pierwszym rokiem, w którym Stadion Narodowy zarobi na siebie będzie rok 2015 - uważa minister Mucha.

Dobrym rozwiązaniem kabaretu, w jaki zamieniło się zarządzenie Stadionem Narodowym przez NCS byłoby powierzenie obiektu nowym władzom PZPN-u. Ludzie Zbigniewa Bońka już będą wiedzieli jak ma wyglądać murawa, by średnio natężony deszcz jej nie paraliżował i w którym momencie należy przycisnąć guzik zamykający zadaszenie.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama