Milik znów zawiódł, ale Probierz idzie w zaparte. „Biorę winę na siebie”
Reprezentacja Polski zawiodła swoich kibiców, remisując 1:1 z Mołdawią w meczu, który miał być kluczowy dla losów awansu na Euro 2024. Michał Probierz zdecydował się na ustawienie z dwójką napastników, stawiając od pierwszej minuty na Karola Świderskiego i Arkadiusza Milika. Ten drugi – kontestowany przez wielu kibiców – ponownie nie pokazał się z dobrej strony, ale mimo tego selekcjoner broni swojego zawodnika. Jest w tym zresztą niezwykle konsekwentny.

Porażka 2:3 z Mołdawią w Kiszyniowie w czerwcu tego roku była jedną z największych kompromitacji polskiej kadry od lat. Kibice oczekiwali więc rehabilitacji w postaci pewnej wygranej w Warszawie nad tym rywalem. Trzy punkty byłyby niezwykle ważne w kontekście awansu na przyszłoroczne Euro. Zwycięstwo w niedzielę, a później triumf w listopadzie z Czechami, dawałyby bowiem stuprocentową pewność gry na mistrzostwach.
Piłkarze nie zdołali spełnić jednak pokładanych w nich nadziei. Zremisowali ze znaczniej niżej notowanym rywalem 1:1, a do przerwy przegrywali 0:1. W drugiej połowie do wyrównania doprowadził Karol Świderski, który gola celebrował, padając w ramiona selekcjonera Michała Probierza. Więcej powodów do radości jednak ani piłkarze, ani trener nie mieli. Polska waliła głową w mur, brakowało jej skuteczności, a Mołdawia miała dobrze dysponowanych obrońców i golkipera.
Polska - Mołdawia: Probierz broni Milika
Polacy rozpoczęli mecz z dwoma napastnikami - Karolem Świderskim i Arkadiuszem Milikiem. Probierz wyraźnie stawia na początku swojej kadencji na snajpera Juventusu, którego chce odbudować na potrzeby kadry. Na razie nie przynosi to jednak zamierzonych efektów, a piłkarz notuje kolejne rozczarowujące występy. Podobnie było przeciwko Mołdawii - Milik opuścił boisko po 71 minutach, a przez ten czas nie pokazał niemal niczego pozytywnego.
O postawę napastnika został zapytany podczas konferencji prasowej selekcjoner Probierz. Trener wziął swojego podopiecznego w obronę, a winą za niepowodzenie... obarczył samego siebie.
Często bywa tak, że najlepiej jest zrzucić winę na kogoś. Ja jednak tego nie robię. Biorę winę na siebie. Wierzyłem, że zdobędzie bramkę, postawiłem na niego, ale tak się nie stało. W sporcie trzeba umieć przejść przez trudne momenty.
Przez ostatnie trzy lata Milik zdobył dla kadry trzy bramki.
Zobacz również:
Z PGE Narodowego Jakub Żelepień, Interia











