Reklama

Reklama

Mielcarski: Najbardziej potrzebny jest im spokój

- Żadne remisy nie wchodzą w rachubę. Awans jest za blisko, żeby teraz roztrwonić wszystko jakimś remisem i liczyć, że inni też się potkną. Oni niech się potykają, ale my dla pewności wygrywajmy swoje mecze - mówi nam przed meczem Polska - Kazachstan Grzegorz Mielcarski.

INTERIA.PL: Już w sobotę mecz Polska - Kazachstan. To będzie spacerek?

Grzegorz Mielcarski, były piłkarz m.inn. FC Porto, obecnie komentator telewizyjny: - Obawiam się, że nie. Raz już było takie San Marino. Wszyscy spodziewali się pogromu, a musieliśmy się sporo namęczyć. Tym razem jednak uspokoiłem się, gdy przeczytałem, że na jednym z ostatnich treningów przed tym meczem Leo aż musiał ryknąć na chłopaków, żeby się skoncentrowali. Faktycznie,

piłkarzom zawsze ciężko się skupić przed meczem z takim, teoretycznie słabszym rywalem. Mają w świadomości, że przed chwilą było się w Lizbonie na Benfice, a teraz do Warszawy przyjeżdża słabszy przeciwnik.

Reklama

Wierzę i jestem przekonany, że polski zespół będzie agresywny, zdeterminowany i będzie walczył do końca. Sęk w tym, że w tym wszystkim jest jeszcze potrzebny spokój, żeby szybko strzelić gola. Bo można być agresywnym, mieć porządnie naładowane akumulatory, ale to nie wystarczy. Bez cierpliwości, umiejętności wypunktowania przeciwnika takiego meczu się nie wygra. My nie mamy innej opcji! Żadne remisy nie wchodzą w rachubę. Awans jest za blisko, żeby teraz roztrwonić wszystko jakimś remisem i liczyć, że inni też się potkną. Oni niech się potykają, ale my dla pewności wygrywajmy swoje mecze. Zwłaszcza takie jak ten z Kazachami.

Czyli ważne jest, co podkreślają kadrowicze - szybie strzelenie gola?

- Dokładnie. Sprawa polega na tym, że jak będą dwie, trzy sytuacje, to jedną z nich zamieńmy na gola! Ja wiem, że to się łatwo mówi, ale niestety trzeba być skoncentrowanym w każdej chwili. Myślę, że dla sztabu trenerskiego ważniejsze jest zadbanie właśnie o ten element, niż na przykład o motywację, której nikomu nie zabraknie. Chłopaki zdają sobie sprawę, że wyjazd na EURO mamy na wyciągnięcie ręki i zrobią wszystko, żeby tego nie zmarnować.

Im więcej spokoju, tym większa pewność, że ten mecz wygramy. Pamiętam, jak rok temu, gdy przyjechała do nas Finlandia, to wszyscy mówili "Eee tam! Finlandia, spacerek". A Finowie nas ograli. Kazachstan potrafił również sprawić psikusa tym silniejszym.

A mecz w Kielcach z Ormianami? Do przerwy nie mogliśmy osiągnąć przewagi i dopiero później Maciek Żurawski strzelił gola, ale mieliśmy duże problemy. Ułożyło nam się tylko spotkanie z Azerami, których pogoniliśmy "piątką". Poza tym Polsce w roli faworyta jest niewygodnie.

Dlaczego?

Brakuje nam właśnie zimnej krwi, spokoju. Spokój nie polega na tym, że piłkarze mają wyjść "na luziku" i sobie bimbać, tylko na konsekwencji w sytuacjach podbramkowych.

Nie zdziwiła Cię krytyka pod adresem Beenhakkera po ostatnich powołaniach? Jednych bolało to, że zdecydował się na Zahorskiego, a nie na Jarkę. Innych, że nie wezwał Wichniarka.

- Nie zgadzam się z krytyką Leo. Polscy piłkarze mają wiele problemów - w swych klubach za granicą często siedzą w rezerwie, a i tak reprezentacja wygrywa. Zatem ceńmy Beenhakkera

chociaż za to, że wygrywamy!

Ja też się nie do końca zgadzam, że Jarki z dziesięcioma golami w lidze nie ma w kadrze, a jest Zahorski, który ma bramek zero. Tak samo z tym, że Leo powołuje "Gołego" (Konrada Gołosia), który zagrał raptem dwa mecze dobre. Wiem jednak, że ci ludzie - Gołoś i Zahorski i inni im podobni, których w lidze nie brakuje, dostaną teraz niesamowitego "kopa". Inni "Gołosie" i "Zahorscy" pomyślą teraz: "Cholera, to może ja też będę grał w kadrze" i zaczną bardziej przykładać się do swojego zawodu, ćwiczyć ze zdwojoną energią. To podniesie wartość całej ligi!

W odróżnieniu od poprzedniego selekcjonera Pawła Janasa Leo Beenhakker ma ten problem, że napastnicy ostatnio prawie nie strzelają. Maciej Żurawski z Radosławem Matusiakiem grzeją ławę. Nie ma już śladu z ich formy chociażby sprzed roku, dwóch. Nie ma już w kadrze Tomasza Frankowskiego, który ratował Janasa. Teraz "Franek" szuka klubu, trenuje w drugiej lidze.

- Z napastnikami faktycznie nie jest różowo. "Żuraw" w ostatnich meczach kadry nie miał ani jednej sytuacji, to samo Matusiak i Rasiak, który w Helsinkach nie miał żadnej okazji do

zdobycia bramki. Dobrze przynajmniej, że Ebi Smolarek ostatnio strzelił gola w Hiszpanii. To powinno mu dodać skrzydeł. Tak się to wszystko pozmieniało. Dawniej mieliśmy problem z pomocą, a teraz mamy go w ataku, a druga linia okrzepła. Znakomicie sobie na środku radzi Lewandowski, a do przodu grę ciągną Kuba Błaszczykowski z Jackiem Krzynówkiem. A napastnicy dostali olbrzymi kredyt zaufania od Beenhakkera i to im powinno pomóc. Przecież Leo mógł powołać Wichniarka, czy kogoś innego, a wziął tę samą grupę, co zawsze.

Grający "Żuraw" w klubie, czy Matusiak są niezłymi piłkarzami. Europejskiego formatu. Każdy ma w pamięci jak Matusiak strzelał w Belgii, jak "Żuraw" strzelał z Armenią. Wtedy to były

nasze czołowe postacie! Teraz rolę liderów przejęli inni, ale w meczu z Kazachstanem każdy z naszych napastników będzie miał sytuacje. Byle je wykorzystał.

Wolę, żeby Polacy wygrali 2:0,ale żeby grali pewnie, bez głupich strat piłki, błędów w obronie, niż po chaotycznym meczu mieliby zwyciężyć 5:1.

Jak zareagowałeś na powołanie do kadry Kamila Kosowskiego, który jest poważnie brany pod uwagę na ten mecz, a nie tylko na towarzyską potyczkę z Węgrami?

- "Kosa"? To dobry pomysł Leo. Takie odkurzenie starego wygi, który był wiodącym piłkarzem w reprezentacji Janasa, a ostatnio zagrał kilka bardzo dobrych spotkań w lidze. Cieszę się na powrót "Kosy" do kadry. Ten piłkarz pokazuje, że można mieć 30 lat i grać wybornie! Założę się, że już teraz wiele poważnych klubów zawiesiło na "Kosie" oko. Pewnie, że mają na uwadze, że on grał już w kilku różnych miejscach - Niemczech, Anglii, Włoszech i nie dał tam rady, ale Kamil to jest ciągle bardzo wartościowy piłkarz. Chyba każdy klub w Polsce chciałby mieć Kosowskiego u siebie.

Wiadomo, że na takim zawodniku nie da się oprzeć przyszłości, ale teraz nie chodzi nam o budowę drużyny na następnych kilka lat, tylko o historyczny awans na mistrzostwa Europy! I Kosowski może Polsce w tym pomóc swoją grą pełną poświęcenia, świetnych dośrodkowań, asystami.

Rozmawiał: Michał Białoński, INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje