Reklama

Reklama

Miejsce Polski? Szczęsny nie wie, ale potęgą nie jesteśmy

- Nie jesteśmy europejską potęgą i potrzebujemy wykonania wielkiej pracy, aby osiągnąć poziom zadowalający kibiców - stwierdził po meczu z Irlandią bramkarz reprezentacji Polski Wojciech Szczęsny. Jego zdaniem, w porównaniu tego starcia do piątkowej potyczki ze Słowacją, postęp było widać.

Po pięciu kolejnych meczach w kadrze z co najmniej jednym wpuszczonym golem, Szczęsny wreszcie zachował czyste konto. W meczu z Irlandią nie miał za wiele pracy - wyłapał kilka dośrodkowań, strzałów nie musiał bronić prawie w ogóle.

- Jest jakiś postęp, bo nie straciliśmy gola. Poprawiliśmy podstawy, czyli grę defensywną. Było nam o tyle łatwiej, że Irlandia ograniczyła się do długich piłek, a my mieliśmy dwóch środkowych obrońców, którzy sobie z tymi górnymi zagraniami świetnie radzili. Można więc dopatrywać się jakichś pozytywów - ocenił bramkarz Arsenalu.

Reklama

W porównaniu do meczu ze Słowacją trener Adam Nawałka dokonał aż ośmiu zmian w składzie, w jedenastce pozostali tylko trzej piłkarze mający stwarzać największe zagrożenie pod bramką rywali: Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Waldemar Sobota. Tymczasem Polacy w ofensywie nie byli wcale lepsi od Irlandczyków i doświadczony bramkarz Milwall David Forde też miał niewiele do roboty.

- Szczerze mówiąc, to gra ofensywna zespołu trochę mniej leży w strefie moich interesów. Mnie obchodziło to, byśmy nie stracili bramki, bo wtedy na pewno nie przegramy. To zostało zrobione. Akcje w ataku rzeczywiście nie były najlepsze i choć nie chcę zwalać winy na boisko, to jednak chłopaki na nie narzekali - mówi Szczęsny, który był zadowolony ze swojej współpracy z obrońcami.

Z niektórymi z nich grał pierwszy raz w życiu. - Nie musieliśmy się uczyć współpracy, staraliśmy się tylko rozmawiać ze sobą i podpowiadać sobie, choć to nie było łatwe, bo kibice za bramkami byli głośni. Myślę, że było OK. Na szczęście ja nie muszę wybierać składu reprezentacji, ale formacja obronna zaprezentowała się dobrze. Marciniak na lewej stronie grał bardzo przyzwoicie, Kowal na środku obrony, choć z nim nie grałem dotąd, też robił dobre wrażenie. Skoro rywal nie miał żadnej sytuacji, to trzeba ocenić nas pozytywnie - uważa Szczęsny.

Bramkarz reprezentacji Polski zrobił tylko wielkie oczy, gdy dowiedział się, że Słowacja zremisowała z debiutującym na międzynarodowej arenie Gibraltarem. A skoro tak, to na którym miejscu są "Biało-czerwoni"?

- Nie wiem - uciął Szczęsny. - Nie spodziewałem się cudów na tym zgrupowaniu i nie spodziewam się ich w najbliższych tygodniach i miesiącach. Nie jesteśmy europejską potęgą, potrzebujemy wykonać wiele pracy aby osiągnąć zadowalający kibiców poziom. Mam tylko nadzieję, że będzie ten postęp widać. W porównaniu do spotkania piątkowego, było go widać, szczególnie w obronie - zakończył Szczęsny.

Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL