Reklama

Reklama

Mecz Węgry - Polska. Jan Tomaszewski: Dobrze, że Sousa nie słucha idiotów

​- Im mniej piłkarzy z polskiej ligi powołuje Paulo Sousa, tym lepiej. Znaczy, że zna się na piłce - mówi Interii Jan Tomaszewski o kadrze na mecze z Węgrami, Andorą i Anglią w eliminacjach mundialu w Katarze.

Dariusz Wołowski, Interia: Na mecze z Węgrami, Andorą i Anglią powołania od Paulo Sousy nie dostał Tomasz Kędziora, pewniak u Jerzego Brzęczka, obrońca, który cały czas gra dobrze w Dynamie Kijów i który ma doświadczenie z Ligi Mistrzów.

Jan Tomaszewski: - Paulo Sousa mówił, że będzie powoływał piłkarzy, którzy mają największe predyspozycje do wykonania planu gry, jaki nakreśli dla reprezentacji. Widocznie inni obrońcy rokują lepiej niż Kędziora, z całym szacunkiem dla jego osiągnięć i umiejętności.

Za to selekcjoner postawił na skrzydłowego Kamila Grosickiego, który w West Bromwich Albion nie gra od dwóch miesięcy.

Reklama

- I co pana w tym niepokoi? Przecież to jakiś idiota wymyślił, że piłkarz, który nie gra w klubie, nie może być powoływany do kadry. A wy dziennikarze powtarzacie to głupstwo. Tak było z Grzegorzem Krychowiakiem jak trafił do PSG. Czyli z chwilą, gdy usiadł na ławce w tak bogatym i wielkim klubie zmienił się z najlepszego polskiego pomocnika, w najgorszego? To głupie. Przecież Grosicki nie utył 20 kg, ale cały czas trenuje. Na najwyższym poziomie, w najlepszej lidze świata. To co, Sousa miał wziąć za niego jakiegoś nieudacznego kopacza z Ekstraklasy? Jasne, że nie. Grosicki przyjedzie na zgrupowanie i Sousa oceni: czy jest w stanie grać cały mecz w Budapeszcie, czy dać zmianę w końcówce. Ze swoją szybkością Kamil może rozstrzygać mecze. Czy będzie u Sousy podstawowym zawodnikiem, czy tylko dżokerem. 

Sousa nie powołał za to Bartosza Kapustki, pańskiego ulubieńca.

- Bartek był w grupie 35 graczy powołanych, ale wśród 27 już go nie ma. To znaczy, że Sousa dostrzegł jego talent, możliwości, daje mu pozytywny sygnał, ale też czas na nadrabianie zaległości. Pamiętajmy, że Bartek wyróżnia się, ale w słabiutkiej lidze. Gra w Legii, która nie istnieje na poziomie europejskim. To wciąż za mało, by dawał gwarancję, że poradzi sobie w reprezentacji. Z drugiej strony, sprawy Bartka toczą się we właściwym kierunku i być może przed mistrzostwami Europy wskoczy do drużyny Sousy.

Selekcjoner ujawnił, że numerem 1 w polskiej bramce będzie u niego Wojciech Szczęsny.

- Pełna zgoda. Wojtek na to zasługuje pod każdym względem, co nie znaczy, że nie doceniam wkładu Łukasza Fabiańskiego. W tak trudnym roku, reprezentacji Polski potrzeba dwóch świetnych bramkarzy. Dobrze jednak, że Sousa nie powołał czterech jak Brzęczek, bo ten czwarty pęta się tylko na zgrupowaniu nie wiadomo po co.

W ogóle pana nie niepokoi, że portugalski selekcjoner powołał tylko czterech piłkarzy z Ekstraklasy?

- Cieszy mnie to ogromnie. Oby jak najmniej. Polscy piłkarze, którzy osiągają europejski poziom z Ekstraklasy uciekają. Sousa daje dowód, że po prostu zna się na piłce. I wie co robi. Nie spodziewam się, by w podstawowej jedenastce na Węgry wyszedł jakikolwiek piłkarz z naszej ligi. Bo on by tylko osłabił drużynę.

Widzę, że nowy selekcjoner ma u pana duży kredyt zaufania?

- Ma, bo wszystko robi jak trzeba. Powołał 27 piłkarzy, a gdyby nie pandemia powołałby pewnie 23 - tylu, ilu jedzie na wielki turniej. Po co powoływać 35 jak poprzednicy, robi się z tego tylko bałagan. Nie sposób przyjrzeć się i ocenić tak dużej liczby w trzy dni zgrupowania. Powołuje się dwie drużyny i wtedy można pracować ze wszystkimi. Tak, Sousa budzi u mnie nadzieję na lepsze czasy kadry, trzymam kciuki i życzę sukcesu z całego serca. W końcu to jest najważniejsza polska drużyna, jedyna, która utrzymuje kontakt z cywilizowaną piłką.

Rozmawiał Dariusz Wołowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama