Reklama

Reklama

Mecz Słowenia - Polska. Koźmiński: Lewandowski jest w galaktycznej formie

- W przypadku wygranych, można sobie "przyklepać" awans, może jeszcze nie matematycznie, praktycznie nie będzie już wątpliwości, że zagramy za rok na Euro - powiedział wiceprezes PZPN ds. szkoleniowych Marek Koźmiński przed meczami polskich piłkarzy ze Słowenią i Austrią. Już dziś o 20.45 mecz Słowenia - Polska. Relacja na żywo w Interii!

Dla podopiecznych Jerzego Brzęczka będzie to trzeci dwumecz w tych eliminacjach mistrzostw Europy. O ile w dwóch pierwszych jeden z rywali był mocniejszy, a drugi teoretycznie słabszy, to teraz "Biało-Czerwonych" czekają starcia z dwoma silnymi zespołami.

Reklama

- Zarówno Słowenia, jak i Austria do solidne drużyny, ale jeśli chodzi o potencjał sportowy są słabsze od Polski. Ciut mocniejsi są Austriacy, ale z nimi zmierzymy się u siebie na Stadionie Narodowym. Z kolei ze Słoweńcami przyjdzie walczyć na wyjeździe - zauważył Koźmiński.

Jego zdaniem piątkowy rywal "Biało-Czerwonych" - Słowenia to zespół dwóch wielkich gwiazd - bramkarza Jana Oblaka z Atletico Madryt i Josipa Ilicicia z Atalanty Bergamo.

- Pod tym względem to trochę nierówna drużyna, gdyż pozostali piłkarze prezentują niższy poziom. Ostatni nasz mecz wyjazdowy ze Słowenią nie był udany, przegraliśmy w Mariborze 0-3, ale to było już dawno temu. To była inna drużyna, zupełnie inne okoliczności. Nasza reprezentacja prezentuje teraz inną jakość, a Słoweńcy są gorsi niż wtedy - ocenił srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Barcelonie.

Słoweńcy w czterech pierwszych meczach eliminacji wywalczyli pięć punktów i zajmują czwarte miejsce w tabeli. W swoim ostatnim czerwcowym meczu pokonali jednak na wyjeździe Łotwę aż 5-0.

- W naszej grupie tylko Polacy zaczęli dobrze eliminacje, ale to wysokie zwycięstwo Słoweńców nad Łotwą dobrze o nich świadczy. Rzadko w europejskich eliminacjach wygrywa się tak wysoko, zwłaszcza na wyjeździe - podkreślił Koźmiński.

"Biało-Czerwoni" w swoim ostatnim meczu też pokazali klasę, pokonując po bardzo dobrej grze 4-0 Izrael. Według Koźmińskiego skład Polski będzie zbliżony do tego, jak w ostatnich spotkaniach, ale nie wyklucza, że selekcjoner zaskoczy i da szansę jakiemuś młodemu piłkarzowi.

- W kadrze znalazło się kilku zawodników, którzy w czerwcu dobrze zaprezentowali się podczas młodzieżowych mistrzostw Europy we Włoszech. Można powiedzieć, że w pierwszej reprezentacji nastąpiło "nowe otwarcie", choć oczywiście nie można mówić o żadnej rewolucji - stwierdził.

We wcześniejszych meczach trener Brzęczek miał pozytywny ból głowy przy wyborze napastników, gdyż Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik imponowali formą. Teraz sytuacja jest trochę gorsza, gdyż Milik nie stawił się na zgrupowaniu z powodu kontuzji, a Piątek w tym sezonie jeszcze nie zdobył bramki i ostatnio stracił nawet miejsce w podstawowym składzie AC Milan.

- Nie przyjmowałbym się tym za bardzo. Lewandowski od początku tego sezonu jest w galaktycznej formie. A jeśli chodzi o dyspozycję Krzyśka Piątka, to nie ma sensu wyciągać zbyt daleko idących wniosków. To dopiero początek sezonu, w Serie A rozegrano tylko dwie kolejki. Ta jego seria bez gola nie trwa przecież pół roku. Jak nie było powodów, aby wpadać w przesadny entuzjazm, gdy zdobywał bramkę za bramką, tak teraz nie wolno stawiać nad nim znaku zapytania, bo to jest wciąż światowej klasy napastnik. Jego dokonania w poprzednim sezonie nie były dziełem przypadku - nie miał wątpliwości Koźmiński.

Pod względem logistycznym wyprawa do Lublany będzie podobna do tego, jak w czerwcu, gdy reprezentacja Polski wracała ze Skopje na mecz z Izraelem do Warszawy.

- Wszystko mamy przećwiczone - lecimy, wygrywamy, wracamy. Powrót będzie zaraz po meczu, lądujemy około drugiej w nocy na lotnisku w Modlinie, a stamtąd do hotelu. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik - zapewnił Koźmiński.

Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Marek Koźmiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje