Reklama

Reklama

​Mecz River Plate - Polska 5-4 z 1986 roku

Niesamowity mecz z niezwykłą końcówką. W Ameryce Południowej pojedynek River Plate - Polska obrósł legendą.

Połowa lat 80. XX wieku. W Polsce kryzys, - widać go było także w branży odzieżowej. Reprezentacyjni piłkarze bez cienia żenady prezentowali się w mediach w trykotach kadry Szwecji (Ryszard Tarasiewicz), Turcji (Włodzimierz Smolarek) czy Interu Mediolan (Dariusz Dziekanowski). Ciekawe, czy w ramach rewanżu Tanju Colak przechadzał się z orłem na piersi, a "Kalle" Rummenigge z "czarną elką" na sercu?

Reklama

Polska była wtedy mocna w piłkę nożną. Awansowaliśmy właśnie na czwarte kolejne mistrzostwa świata, a w losowaniu meksykańskiego turnieju byliśmy rozstawieni jako obrońcy trzeciej pozycji z Hiszpanii. I świeżo towarzysko pokonaliśmy urzędujących mistrzów świata.

Akurat rok 1985 nie był najlepszy dla biało-czerwonych. Eksperci z "Piłki Nożnej" klasyfikowali naszą reprezentację na 11. miejscu na Starym Kontynencie. Podium było z dzisiejszej perspektywy dość zaskakujące - 1. Dania, 2. ZSRR, 3. Węgry. Grupowi rywale Polaków na mundialu plasowali się na miejscu 5. (Anglia) i 18. (Portugalia). Polacy nie zaniedbywali również czwartego do meksykańskiego brydża. Na obserwację meczu Maroko - Bułgaria (pasjonujące 0-0) w Rabacie, wybrał się trener Mieczysław Broniszewski. Na trybunach spotkał Dino Zoffa, którego interesowali Bułgarzy. Naszego wysłannika przyjęto tak godnie, że bramkarza Badou Zaki’ego porównał do Jana Tomaszewskiego.

Polskie zimowe przygotowania do mundialu trwały sześć (!) tygodni ciurkiem i zostały podzielone na trzy etapy: na początek biegi w śniegu po pas w Wiśle, potem Italia, na koniec skok przez ocean do Argentyny i Urugwaju.

Wisła

Trener Antoni Piechniczek na Sylwestra bawił w Wiśle, skąd na trzy dni wpadł do chorzowskiego domu. W sobotę w Kędzierzynie-Koźlu spotkał się z polskim fan-clubem Liverpoolu, a w niedzielę 5 stycznia ucałował rodzinę z hasłem: widzimy się 20 lutego! W ośrodku "Startu" w Wiśle oprócz selekcjonera zameldowali się trenerzy Bernard Blaut i Piotr Czaja oraz trójka lekarzy: Tadeusz Moszkowicz, Jerzy Wielkoszyński i internista Marek Choina. Kierownikiem drużyny był Karol Gębka (były dziennikarz "Gromady Rolnik Polski"). Piechniczek zakochał się w górach pod koniec lat 50., gdy jako junior ładował tu akumulator na rundę wiosenną. Zapamiętał to miejsce i postanowił osiąść na stałe. W 1982 roku rozpoczął budowę domu. Trwała ona długo, ale w końcu dopiął swego. Stanął trzypoziomowy, 6-pokojowy (w tym trzy sypialnie, gabinet, living room) dom, do którego podchodziło się lekko pod górkę. 

Od 1994 roku państwo Piechniczkowie są na stałe zameldowani w Wiśle. Przed domem jest basen, wokoło dużo kwiatów i krzewów, ogrodzenie w kształcie trójkąta.

W 1986 roku w ośrodku "Startu" jak zwykle był Bogdan Łazuka plus sami swoi. Recepcjonistka wiedziała, by wybierać kierunkowy do Warszawy gdy na horyzoncie pojawiał się Dariusz Dziekanowski, a do Łodzi, gdy Włodzimierz Smolarek.

Po takiej pracy jaką wykonali w Wiśle, chciałoby się wszystkich piłkarzy zabrać w tournée. Było to jednak niemożliwe. Z dalszych przygotowań wykluczeni zostali i do Włoch nie pojechali: Janusz Jojko, Henryk Bolesta, Marek Biegun, Andrzej Rudy i Dariusz Wdowczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje